Notowania

biznes
03.05.2018 13:55

Z sali treningowej do gabinetu kosmetycznego. Byli bokserzy są polskimi liderami w przedłużaniu rzęs

Koledzy byli zdziwieni. Doradzali im, żeby lepiej założyli sklep sportowy. Oni konsekwentnie postawili na biznes w branży kosmetycznej i zbudowali markę, która jest liderem w Polsce. Oto historia braci Wojciechowskich - producentów sztucznych rzęs.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Archiwum prywatne)
Karol i Paweł Wojciechowscy byli bokserami, zostali... producentami przyborów kosmetycznych

Karol (28 l.) i Paweł (32 l.) Wojciechowscy w 36-tysięcznym Olkuszu w Małopolsce stworzyli firmę Noble Lashes, która przynosi coraz większe zyski. W ciągu kilku lat ich obroty wzrosły o ponad 8 tys. proc.

Jak to się stało, że dwaj postawni sportowcy (obaj ponad 2 m wzrostu) zainteresowali się kosmetologią? Pomiędzy bokserskimi treningami starszy z braci próbował swoich sił w handlu. Zajmował się m.in. internetową sprzedażą odzieży - do czasu, gdy w 2011 r. okazja pojawiła się sama.

- To był zupełny przypadek. Znajoma kosmetyczka wiedziała, że znam się na handlu. Wtedy wszedł na rynek zabieg przedłużania rzęs, to była nowość. Nie było za bardzo produktów na rynku, a jak były, to nie do końca satysfakcjonujące. Kosmetyczka podpytała, czy nie mógłbym dla niej znaleźć czegoś dobrego. Rynek był bardzo mały - raptem trzy, czy cztery fabryki w Chinach. Ściągnęliśmy towar i tak to się zaczęło - wyjaśnia Paweł Wojciechowski.

Panowie uznali, że to jest ich nisza. Męskim okiem, jako kompletni laicy stwierdzili, że efekt zabiegu jest świetny. Byli przekonani, że produkt się sprzeda i postanowili nauczyć się tej branży.

- Przez parę miesięcy testowaliśmy produkty i wysyłaliśmy do różnych kosmetyczek. Pojawił się pomysł, żeby zrobić swoją markę i sprzedawać rzęsy pod własnym brandem - opowiada starszy z braci.

Trudny początek

Wojciechowscy postawili wszystko na jedną kartę. Pan Paweł przyznaje, że nie byli wtedy szczególnie zamożnymi ludźmi. - Pracowałem jeszcze w korporacji i wszystko co udało mi się odłożyć, inwestowałem w biznes. Nie mieliśmy żadnej wolnej złotówki. Odważnie, ale uznaliśmy, że robimy to tak, albo w ogóle - wspomina.

Na swój sukces pracowali po kilkanaście godzin dziennie. Jak mówią, były momenty zwątpienia, ale nie trwały one dłużej niż godzinę. - Szybko zbieraliśmy się w garść i parliśmy dalej naprzód, z wiarą, że to wypali - opowiada Wojciechowski.

Z ringu do salonu kosmetycznego

Upór i pracowitość wynieśli z sali treningowej. Ze sportem wiązali duże nadzieje, choć większych sukcesów nie udało im się odnieść. Boksują do dziś, ale od kiedy rozkręcili biznes, traktują to już tylko hobbystycznie.

Koledzy z ringu wiedzieli, że po Wojciechowskich można spodziewać się śmiałych pomysłów, jednak i tak byli zszokowani, kiedy dowiedzieli się, że chcą produkować sztuczne rzęsy.

- Mówili, żebyśmy może lepiej założyli sklep z ubraniami dla fighterów, bo tym się interesujemy. Nam jednak nie chodziło o zainteresowania, tylko o to, na czym można zarobić - wyjaśnia pan Paweł.

Takie podejście się opłaciło. Ich biznes rozwija się w zawrotnym tempie. Widać to chociażby po liczbie szkoleń dla kosmetyczek, które prowadzą ich instruktorki.

- Jeszcze trzy lata temu wykonywaliśmy kilka szkoleń w roku. W 2017 przeprowadziliśmy ich już ponad trzy tysiące. Jednego dnia szkolimy ponad 8 kursantek. To pokazuje, jak panie są zainteresowane tym zabiegiem - wylicza Wojciechowski.

Szkolenia dają niewielką część przychodów, ale świetnie rozwijają sieć dystrybucji. Kobiety, które nauczą się u nich doklejenia rzęs, zazwyczaj później korzystają z ich produktów.

Sprzedaż rzęs i akcesoriów, to 80 proc. działalności. Choć sprzedają w Polsce i Europie, to produkcja jest w dalekiej Azji.

- Produkujemy tam, gdzie są innowacyjne, zaawansowane technologicznie fabryki, czyli w Korei Południowej - mówi pan Paweł.

youtube.com

Zawód: stylistka rzęs

Paweł Wojciechowski chciał w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zarejestrować nowy zawód - stylistka rzęs.

- Okazało się, że dla ministerstwa zawód kosmetyczki jest wystarczający i nie udało się. Moim zdaniem powinno to być wydzielone. Kosmetyka to dłonie, twarz, całe ciało, a jest dużo dziewczyn, które robią tylko rzęsy. W tym się dużo osób specjalizuje - przekonuje przedsiębiorca z Olkusza.

Wojciechowski zdaje sobie sprawę, że branża, w której działa, ma ograniczenia. Nie mówi o konkretnych kwotach. Zapytany o to, czy dzięki temu biznesowi można wejść do grona stu najbogatszych Polaków, odpowiada ze śmiechem, że nie jest to realne i podkreśla, że to nisza o ograniczonym potencjale.

Zobacz: Przedłużanie rzęs. Czy jest bezpieczne?

Bracia Wojciechowscy wiedzą jednak, że nie osiągnęli jeszcze szczytu i próbują dalej rozwijać biznes.

- Naszym celem jest zdobycie pozycji lidera na rynku niemieckim i angielskim do 2020 roku. Dajemy też duże pole do popisu naszym partnerom, na przykład w Czechach. Oni rozwijają dystrybucję, my tylko doradzamy i wspieramy - wyjaśnia pan Paweł.

Politereftalan butylenu podnosi samoocenę

Sztuczne rzęsy produkowane są z PBT, czyli politereftalanu butylenu. Materiał ten jest wykorzystywany m.in. w elektronice, np. do produkcji warstw izolacyjnych.

Dlaczego, zdaniem starszego z braci Wojciechowskich, kobiety chcą przedłużać rzęsy?

- To nie jest tylko doklejenie rzęs. To dodanie klientce pewności siebie i odwagi. Jak klientka otwiera oczy i widzę ten wielki uśmiech, szczere zadowolenie, to wiem, że to daje kobiecie dużo radości i zwiększa poczucie własnej wartości - przekonuje biznesmen.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: biznes, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
04-05-2018

PraktykOni nie produkują, tylko sprzedają koreański produkt pod własnym szyldem. Nie stawiajcie ich w szeregu polskich producentów.

04-05-2018

tomTeraz pora na przedłużanie członków.

04-05-2018

SławekI mieli rację. Kobietki wydadzą, każde 500- aby zatrzepotać rzęsami.

Rozwiń komentarze (13)