Notowania

Ogórek: Nie jeździsz bezpiecznie? Dostaniesz rabat!

Prace nad prawem drogowym to układanie biznesplanu. Z ust żadnego polityka, tudzież eksperta nie słyszałam żadnych wniosków na temat zwiększenia bezpieczeństwa na drogach.

Podziel się
Dodaj komentarz

*Droga z pracy do domu zajmuje mi codziennie około 40 minut. Pokonuję te 15 kilometrów słuchając na przemian w Trójce lub lokalnej rozgłośni audycji, w której wypowiadają się słuchacze. Po drodze mijam 10 skrzyżowań z sygnalizatorami świetlnymi, dwa ronda i średnio dziesięciokrotnie łamię prawo drogowe. *

Wybrałam pewnego popołudnia tutejszą rozgłośnię. Odpalam mój litrowy silnik, radio i jadę. Prowadzący pyta - licząc zapewne na tłumy zbulwersowanych słuchaczy, których nerwowe wypowiedzi zapełnią program - czy komuś to przeszkadza, że jedną z dzielnic Wrocławia opanowały tzw. _ L-ki _. Wrocławskie szkoły jazdy przyjęły bowiem tradycję nauki wyłącznie wokół ośrodka egzaminacyjnego. Wiadomo - im dalej w nieznane, tym trudniej. Czy to uciążliwe dla mieszkańców, że ci, którzy raczkują a pandach i clio kształcą się na zawodowych kierowców jeżdżących w kółko jak po torze?

O dziwo, dzwonią mieszkańcy, którzy niczym Obama Królową Elżbietę klepią po plecach ten pomysł. Nikomu nie przeszkadza, że cały ruch w okolicy blokują niemrawe auta z pretendującymi do ról kierowców pasażerami. I to mnie nie dziwi. Ale przeszkadza mi, że nie dostają prawa jazdy wyłącznie na jedną dzielnicę!

Nie mogę dzwonić, bo prowadzę, więc przełączam stację. Pech chciał - na Trójce znów dyskusja o niekompetencji na czterech kółkach. Tym razem jeszcze bardziej zatrważającej. Wypowiada się poseł Tomaka z PO o zmianach w prawie drogowym, nad którymi pracuje. Opowiada o nowym nadzorze, który nadzorować ma lepiej kierowców niż nadzór policyjny. O wyższych mandatach i lepszej ich ściągalności. Pytają go też, co z miejscami parkingowymi dla niepełnosprawnych pod centrami handlowymi, bo tam żaden nadzór łamania prawa - takiego samego jak na drogach publicznych - nie kontroluje. Poseł uczestniczący w pracach nadzwyczajnej komisji debatującej nad zmianami w prawie drogowym nie zna tego problemu, z którego większość reporterów robi cyklicznie temat główny swoich programów. Chwali się za to tym, że kierowca, który przekroczy dozwoloną prędkość o 5 kilometrów na godzinę, chcąc na przykład
uniknąć zderzenia, zostanie sfotografowany przez jeden z 700 fotoradarów i wypłaci do policyjnej kasy 50 złotych. A jeśli zrobi to dość szybko, dostanie rabat.

Prace nad prawem drogowym to układanie biznesplanu. Z ust żadnego polityka, tudzież eksperta nie słyszałam żadnych wniosków na temat zwiększenia bezpieczeństwa na drogach. Bo gdyby się tym zajmowała nawet zwyczajna komisja, radziłabym zacząć od usunięcia przeszkód najbardziej widocznych w drodze do bezpieczeństwa: słupków rozdzielających pasy i wyrastających jak spod ziemi na krajowych: 8 i 94. Albo usnąć zbędne znaki drogowe - tak jak to zrobiono w Toruniu. Testowo zdjęto część z nich i liczba stłuczek spadła o 30 procent. Ale to nie zwiększyłoby wpływów do budżetu.

Dojechałam na miejsce. Bezpiecznie, a mimo to bez mandatu.

Autor jest dziennikarzem portali Money.pl i iWoman.pl.

Tagi: prawo drogowe, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz