Notowania

pałka
24.07.2010 06:00

Pałka: Palikot nie dorasta do pięt klaunom światowej polityki

Czołowemu skandaliście Platformy Obywatelskiej jest wciąż bardzo daleko do takich tuzów politycznego kabaretu jak Silvio Berlusconi czy Jacob Zuma.

Podziel się
Dodaj komentarz

Czołowemu skandaliście Platformy Obywatelskiej jest wciąż bardzo daleko do takich tuz politycznego kabaretu jak Silvio Berlusconi czy Jacob Zuma.

Nie ulega wątpliwości, że rządzącej w Polsce partii Janusz Palikot jest bardzo potrzebny. Innym politykom nie wypada bowiem mówić wprost tylu skandalicznych rzeczy. I chociaż oficjalnie będą odcinać się od jego słów, to bardzo wątpię, by zdecydowali się na usunięcie go z partii. Powód jest prosty. Palikot ściągając na siebie uwagę opinii publicznej pozwala rządowi odpocząć od trudnych i ważnych pytań, chociażby o gospodarkę. Poza tym chyba tylko on jest w stanie dorównać swoim niekonwencjonalnym zachowaniem Antoniemu Macierewiczowi, Andrzejowi Lepperowi, czy Gabrielowi Janowskiemu.

Nasi polityczni skandaliści to jednak liga podwórkowa w porównaniu do światowych gwiazd. Takich jak chociażby włoski premier Silvio Berlusconi: znany z niekonwencjonalnego zachowania, gdy na przykład rozmawiając przez komórkę kompletnie zignorował czekającą na niego Angelę Merkel, a prezydenta Baracka Obamę nazwał _ młodym, przystojnym i nawet ... opalonym _.

Południowcy nie mają jednak monopolu na klaunów wśród swoich polityków. Znany z ciętego języka jest również zasiadający w Parlamencie Europejskim brytyjski polityk Nigel Farage, który określił przewodniczącego Rady Europejskiej mianem osoby _ z charyzmą ofiary losu i wyglądem szarego urzędnika bankowego _.

Tymczasem Rosjanie mają swojego Władimira Żyrinowskiego, który potrafi doprowadzić do porządnej bójki w parlamencie.

A z kolei Jacob Zuma, prezydent RPA, niezbyt przejął się oskarżeniami o gwałt kobiety zarażonej wirusem HIV. Przyznał, że uprawiał seks, był gotowy się z nią ożenić, a by uniknąć zakażenia... wziął prysznic.

I w tej całej światowej politycznej szopce chyba wszyscy mogą pozazdrościć poczucia humoru Islandczykom, którzy po kryzysie gospodarczym w wyborach samorządowych dopuścili do władzy partię komików. Jej lider Jon Gnarr obiecał wyborcom i to śpiewająco, między innymi darmowe ręczniki na wszystkich basenach, sprowadzenie misia polarnego do stołecznego zoo, budowę islandzkiego Disneylandu i zlikwidowanie całego publicznego długu.

A najlepsza była zapowiedź, że żadnej z tych obietnic zapewne nie spełni. Ale przynajmniej będzie wesoło. Bo jego zdaniem politycy są po to, żeby poprawiać ludziom humor. Szkoda, że tylko na Islandii. Bo w polskim wydaniu to poczucie humoru jest raczej na żenująco niskim poziomie.

Autor jest dziennikarzem Money.pl

Tagi: pałka, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz