Notowania

Koszt wyborów to nic w stosunku do tego, co wydamy na armię radnych

Tegoroczne wybory samorządowe będą najdroższe w historii. Ale to, co wydamy na ich organizację, blednie w porównaniu z kwotą, jaką przez najbliższe cztery lata zainkasują prezydenci, burmistrzowie, wójtowie i armia radnych.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Grzegorz Banaszak/REPORTER)

W październikowych wyborach samorządowych wybierzemy 107 prezydentów miast i 823 burmistrzów. Kandydaci na te stanowiska zazwyczaj najbardziej przykuwają uwagę, ale to nie oni są najważniejsi. Do obsadzenia jest też 1547 stanowisk wójtów, a przede wszystkim aż 39 256 tysiąca mandatów radnych.

Zobacz: Radosław Majdan o podatkach w Polsce: "To boli, kiedy widzimy te cyfry"

Osiemnaście lat temu Kazik Staszewski w utworze „Cztery pokoje” śpiewał, że "Los Angeles ma około 20, a Warszawa ponad 700 radnych". Racji miał sporo, aczkolwiek nie do końca. Warszawa ma 60 radnych w radzie miasta – to najwięcej w Polsce. W Krakowie jest ich 43, w Łodzi – 40.

To oczywiście nie wszystko, bo w Warszawie są jeszcze radni dzielnicowi. To obecnie 409 osób – do 700 łącznie sporo brakuje, nieco inaczej jest też w Los Angeles. Tam każdy radny – a faktycznie jest ich kilkunastu – zatrudnia nawet kilkadziesiąt osób. Faktyczny aparat urzędniczy jest więc również spory. Ale wróćmy do Polski.

Nasze drogie wybory

Poprzednie wybory samorządowe, przeprowadzone w 2014 roku, kosztowały nas mniej więcej 240 milionów złotych. To sporo, już wtedy były najdroższe. Obecne będą prawie dwa razy droższe – 455 milionów złotych. Dlaczego? Bo wszystko jest droższe – paliwo, papier, praca. Jak tłumaczy szefowa KBW Magdalena Pietrzak, wzrost kosztów jest spowodowany głównie zwiększeniem liczby osób zaangażowanych w obsługę wyborów.

money.pl

Efekty wyborów będą o niebo droższe. Każdy radny teoretycznie nie sprawuje swojej funkcji dla pieniędzy. Ale w praktyce pobiera dietę, której maksymalna wysokość jest określona ustawą. Jest to najwyżej półtorakrotność kwoty bazowej – obecnie wynosi ona 1 789,42 złotych. Tak więc radny może dostawać maksymalnie do ok. 2683 złotych miesięcznie. Mowa o osobach, które mieszkają w gminach liczących powyżej 100 tysięcy mieszkańców.

Radni z mniejszych miejscowości dostają mniejsze pieniądze. W gminach liczących od 15 tys. do 100 tys. mieszkańców maksymalna dieta to ok. 2013 zł (75 proc. maksymalnej wysokości diety), a w gminach, które mają mniej niż 15 tys. mieszkańców – ok. 1342 zł (50 proc. maksymalnej wysokości diety). Trzeba pamiętać o tym, że dieta to nie pensja, jest to rekompensata za utracone dochody.

Co ciekawe, w wielu miejscowościach radni są rozliczani z obecności na posiedzeniach. Jak nie przyjdą, nie dostaną części diety. Nie jest to jednak regułą.

Czy to duże pieniądze?

– Nie najgorsze. To przede wszystkim bardzo przyjemny dodatek do pensji, w moim przypadku prawie 1800 złotych to świetne pieniądze za kilkanaście godzin pracy w miesiącu. Są tacy, którzy robią więcej, są i tacy, którzy się nie przemęczają. Ja bym spokojnie przeżył bez tych pieniędzy, ale w radzie jest kilkoro emerytów, którzy co miesiąc dostają jakieś grosze – mówi nam radny z kilkunastotysięcznego miasteczka z północy Polski.

Przy okazji dodaje, że w wielu miejscowościach jest to szansa na trochę grosza na przykład dla emerytowanych nauczycieli czy policjantów – znają ich wszyscy, głosy mają więc zapewnione, nawet bez prowadzenia wielkiej kampanii.

Zdecydowanie lepiej żyje się wójtom, burmistrzom, prezydentom miast, marszałkom i starostom. Ich pensja nie może być wyższa niż siedmiokrotność kwoty bazowej. To ponad 12 525 zł miesięcznie, z uwzględnieniem wszystkich składników i dodatków.

W niedzielę wybierzemy łącznie 46 747 radnych gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Do tego dochodzi 2477 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Liczba radnych w Polsce od lat nie zmienia się w sposób znaczący, podobnie jak kwota bazowa. W ostatnich latach na wynagrodzenia dla samorządowców „wybieralnych” wydajemy około 1,5 miliarda złotych rocznie. Przez 4-letnią kadencję kosztują nas oni ok. 6 miliardów. A do tego spokojnie można dodać koszt przeprowadzenia wyborów, czyli 455 milionów złotych.

Co Polacy sądzą o zarobkach prezydentów i burmistrzów?

Na zlecenie "Super Expressu" zapytał o to Instytut Badań Pollster. 24 proc. badanych uważa, że prezydenci i burmistrzowie powinni zarabiać do 5 tys. zł netto. Największa grupa - 42 proc. - wskazała kwotę między 5 a 10 tys. zł netto. 19 proc. ankietowanych uznało, że odpowiednia wypłata mieściłaby się w granicach 10-15 tys. zł. Wyższą kwotę wskazało 5 proc. osób.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: wybory samorządowe, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
20-10-2018

aniaDlatego wszyscy tak bardzo walczą o miejsce przy korycie. A wy myśleliście , że oni tak dla dobra Polski i Polaków

20-10-2018

grzybiarzRadni powinni pracować za przysłowiową złotówkę.

20-10-2018

KibicJakby w sejmie byli posłowie niezależni to szybko by to zmienili - obniżenie diety do 100 zł za posiedzenie rady ( nie więcej niż 2 w miesiącu ) . … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (120)

Wybrane dla Ciebie