Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Mateusz Ratajczak
Mateusz Ratajczak
|

Pracownicy z Ukrainy się kończą. Polskie firmy jeżdżą już po ludzi z Bangladeszu

286
Podziel się:

Bangladesz, Nepal, Indie - azjatyckie kraje będą dla Polski nową „pracowniczą Ukrainą”. - Każdego dnia odbieram kilkanaście telefonów z zapytaniem o możliwość ściągnięcia do Polski pracowników z Bangladeszu. Jedna z firm budowlanych potrzebuje natychmiast 1000 pracowników - opowiada money.pl Jacek Zieliński z firmy Promoman. W Bangladeszu ma swoją halę do testowania pracowników.

Spawacze, murarze, elektrycy, ludzie do gastronomii - do Polski ściągani z Azji są pracownicy licznych branż
Spawacze, murarze, elektrycy, ludzie do gastronomii - do Polski ściągani z Azji są pracownicy licznych branż (Mariusz Gaczynski)

Bangladesz, Nepal, Indie. Azjatyckie kraje będą dla Polski nową "pracowniczą Ukrainą". - Każdego dnia odbieram kilkanaście telefonów z zapytaniem o możliwość ściągnięcia do Polski pracowników z Bangladeszu. Jedna z firm budowlanych potrzebuje natychmiast 1000 osób - opowiada money.pl Jacek Zieliński z firmy Promoman. W Bangladeszu ma halę do testowania umiejętności szwaczy, spawalników, murarzy. - Do Polski ściągam jedynie fachowców - opowiada.

"Pracownik z Bangladeszu od zaraz". Takie reklamy pojawiają się już nawet na autobusach komunikacji miejskiej.

"Specjaliści, budowlańcy, spawacze. Pracownicy z Ukrainy i Bangladeszu" - baner o takiej treści jeździ właśnie po Warszawie. Z Ursynowa na Ursus i w drugą stronę. Pasażerowie autobusu linii 401 najpewniej nie zdawali sobie nawet z tego sprawy.

Do firmy dodzwonić się nie można. Telefon stacjonarny jest ciągle zajęty. Dlatego szukam innych ofert. Wystarczy wejść na popularny serwis z ogłoszeniami, by znaleźć kilka podobnych ogłoszeń. Część wykonana profesjonalnie. Niektóre są amatorskie.

źródło: money.pl

"Dostarczamy pracowników z Ukrainy, Białorusi, Nepalu, Bangladeszu!" - tak reklamuje się na portalu z ogłoszeniami OLX Dimitr. Dodzwonić się jednak do niego też nie da. Powód? Znów telefon jest zajęty.

Jego firma jest w stanie ściągnąć do Polski 50 i więcej pracowników w ciągu miesiąca. Do zakładów budowlanych, mięsnych, przetwórstw rybnych, prac rolnych. Firma działa w Krakowie, ale obsługuje całą Polskę. Ogłoszenie widziało kilkaset osób. Na zdjęciach oferty widać Azjatów, którzy pracują przy kurczakach.

Oferta numer dwa: "Pracownicy z Ukrainy, Nepalu, Bangladeszu. Zapewnimy skutecznie”. Dzwonię, osoba po drugiej stronie słuchawki się nie przedstawia. Pyta tylko, ilu pracowników potrzebuję i ile płacę. Na szybko wymyślam, że przetwórnia drobiu od ręki weźmie 50 osób.

- Daję trochę więcej niż wynosi płaca minimalna - odpowiadam. - Taką rekrutację musimy omówić na spotkaniu. To są poważne sprawy - słyszę po drugiej stronie słuchawki. Firma ma do mnie oddzwonić w ciągu kilku godzin i podać datę rozmowy. Są gotowi przyjechać w każde miejsce Polski.

Od 10 lat ściąga pracowników do Polski

O rekrutowaniu pracowników z Bangladeszu wszystko wie Jacek Zieliński. Od 10 lat prowadzi firmę Promoman. Zajmuje się tylko i wyłącznie rekrutacją pracowników z odległego o 6,5 tys. km kraju. Może pochwalić się umowami z ministrem zatrudnienia zagranicznego. To instytucja, która pozwala obywatelom Bangladeszu na wyjazdy zagraniczne do pracy. Jakakolwiek rekrutacja przez zagraniczny podmiot nie może się odbyć bez pozwolenia urzędników.

Czym w zasadzie się zajmuje Zieliński? - Pomagamy zatrudniać fachowców z Bangladeszu. To kraj, który dostarczył już miliony pracowników do Arabii Saudyjskiej, Dubaju, Kuwejtu, pozostałych krajów Zatoki Perskiej. Tam jednak są gorzej traktowani, nie mają pełnych praw. Wolą przyjechać do Polski. A firmy coraz częściej o nich pytają - opowiada.

- Każdego dnia odbieram po kilkanaście telefonów z pytaniami o ofertę. Dzwonią głównie ludzie z firm budowlanych i meblarskich i stolarskich. Ale do Polski ściągaliśmy już przedstawicieli kilkudziesięciu zawodów. Od architektów po kierowców, czy magazynierów z uprawnieniami na wózki widłowe - opowiada Jacek Zieliński.

W biznesie z małymi przerwami jest od 10 lat. Zaczęło się... przez studia w Londynie. Na roku poznał członka rodziny prezydenta Bangladeszu. I postanowił związać się z tym regionem. W tej chwili pół roku spędza w Polsce, kolejne pół na miejscu.

Rekrutacja nie jest łatwa. Potrzebne jest i pozwolenie na wyjazd z Bangladeszu, pewność zatrudnienia, wiza i pozwolenie na pracę w Polsce. Masa papierów, ale wszystko zgodnie z prawem. Z reguły dokumenty załatwia się przez kilka miesięcy. I to głównie przez problemy z polskimi urzędami. Zieliński narzekać nie chce, od lat robi swoje. I na brak zapotrzebowania nie narzeka.

Spawacz Mohammed Shahin. Przyjechał do Polski do pracy w Gdańsku
źródło: materiały firmy Promoman

Jak wygląda rekrutacja?

Najpierw do firmy zgłasza się spółka szukająca pracowników. Określa kogo i z jakim doświadczeniem potrzebuje. Wystawia oficjalne dokumenty na takie zapotrzebowanie. Dopiero z tymi papierami można uruchomić procedury w Bangladeszu. Zieliński w regionie ma 21 menadżerów, którzy odpowiadają za poszukiwanie pracowników do poszczególnych branż. Co ciekawe najczęściej są to ludzie, którzy sami w ten sposób przepracowali lata. Spawaczy szuka człowiek, który sam spawał.

Dlaczego pracownicy z Bangladeszu są atrakcyjni? - Oczywiście są pracowici. Ale ich niewątpliwą zaletą jest doświadczenie w branżach, które w Polsce praktycznie przestały istnieć. Polscy spawacze dawno wyjechali do Norwegii i tam zarabiają olbrzymie pieniądze. Polskie firmy nie są w stanie takich wyłożyć, a spawaczy potrzebują. Podobnie ma się sprawa z murarzami, ludźmi od zbrojeń, cieślami. I takich pracowników ściągamy - dodaje.

Warto wyjaśnić, że szkolnictwo zawodowe w Bangladeszu nie istnieje. Skąd zatem doświadczeni w takich branżach ludzie? Z innych krajów. Tam pracowali przez lata, zarabiali na rodziny. Nauczyli się.

I wolą pracować w odległej Polsce niż w Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Arabii Saudyjskiej. Dlaczego? - Pieniądze są podobne. I tam i tutaj sprawny spawacz zarobi minimum 1 tys. dolarów za miesiąc pracy. Tylko, że w Polsce przysługują pracownikowi z zagranicy pełne prawa, opieka medyczna, urlopy. W Singapurze tak dobrze nie ma - opowiada Zieliński.

Jednocześnie firma nie ściąga każdego człowieka. Na miejscu w Dhace firma testuje pracowników w wielkiej hali. Zorganizowana jest na wzór szkoły - są klasy z niezbędnym sprzętem. W jednej umiejętności potwierdzają szwacze, w drugiej spawacze, w trzeciej osoby od zbrojeń budowlanych i murarze. Na miejsce zapraszany jest przedstawiciel firmy, która chce ściągnąć do Polski pracowników. To on wybiera kandydatów.

W przypadku spawaczy ich dzieło jest sprawdzane przez rentgen. Dopiero w ten sposób można się upewnić, że ktoś zna się na rzeczy. Zwykle ten test przechodzi o kilkanaście procent więcej pracowników niż jest poszukiwanych. Dlaczego? Bo spora część odpada na testach medycznych. Ciężkie choroby od razu dyskwalifikują kandydata. Jeżeli zostaną u niego wykryte pasożyty, to firma decyduje się na leczenie takiej osoby. Dopiero później może wyjechać do Polski.

Pracodawcy mogą sprawdzić przyszłych pracowników podczas testów w Bangladeszu. Z lewej strony na zdjęciu jest Jacek Zieliński
źródło: materiały firmy Promoman

- Brzmi brutalnie, ale to niezbędne. Żadna firma nie ściągnie do Polski specjalisty, który może za kilka miesięcy mieć poważne problemy zdrowotne. Takie rzeczy trzeba eliminować już na początku rekrutacji - przyznaje Zieliński. I zaznacza, że po pracowników z Azji będzie sięgać coraz więcej firm. Cena za taką usługę? Wszystko negocjowane indywidualnie. Zależy od liczby pracowników, wymaganego doświadczenia i branży, w której mają pracować.

Dlaczego? Jego zdaniem pracownicy z Ukrainy po prostu się kończą. Ci, którzy mieli przyjechać, już tutaj są. I jest ich prawie milion.

Oczywiście obywateli Bangladeszu jest wyraźnie mniej, jednak wzrost widać gołym rokiem. W trzecim kwartale 2016 roku Banglijczyków płacących składki w ZUS było niewielu ponad 500. Rok później ich liczba zbliża się do tysiąca. W ciągu roku wzrosła też liczba Hindusów pracujących w Polsce. Płacących ZUS jest ponad 4 tys. Rok temu było ich o połowę mniej. Prawie dwukrotnie wzrosła też liczba pracujących w Polsce Nepalczyków.

W przypadku Azjatów w Polsce od dawna prym wiodą Wietnamczycy i Chińczycy. Tych również w Polsce przybywa. Azjaci stanowią zaledwie 5 proc. osób ubiegających się o pozwolenia na pracę w Polsce. Najprawdopodobniej jednak wzrost zapotrzebowania na ich usługi będzie widoczny dopiero w danych za połowę 2018 roku. Wtedy w Polsce zaczną pracę ci, którzy właśnie są rekrutowani.

Ale to nie tylko tendencja w Polsce. Zieliński działa też w Czechach. Tam jednak ściąga głównie pracowników do hoteli i gastronomii. W Polsce to najczęściej pracownicy fizyczni.

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(286)
markoo
4 lata temu
Polecam Worksol i ich usługi, dobrze doradzili nam co do zatrudniania obcokrajowców ze wschodu. Wszystko jest legalnie załatwione, korzystamy z leasingu, delegowania do pracy – w naszym wypadku to było najkorzystniejsze rozwiązanie.
Prawda
4 lata temu
Haha..."dlaczego z Bangladeszu...?" powiem panstwu, bo jedna osoba Placi do 50.000zl za zalatwienie wizy i pracy w polsce, wlasnie rozmawialem z kolega , ktorego bratanek niedlugo bedzie w polsce i tyle wlasnie zaplacil. Polska jest idealna bramka do krajow europy zachodniej...mam wielu znajomych z Bangladeszu , to ludzie o dobrej naturze , niestety do prac technicznych sie nie nadaja poniewaz we wlasnym kraju nigdy nie pracowali... Pozdrawiam.
Tomek
4 lata temu
Powiem tak. Pracuję w budowlance. Pracuję jako cieśla w Londynie. Budujemy Szpitale. Hotele. Apartamenty, mieszkania, szkoły A nawet stacje metra . Już nie wspomnę że zarabiam 8 razy tyle co w Polsce bo to nie o to chodzi. Ale pracują ze mną też Hindusi. RUMUNI. Portugalczycy. Pakistańczycy. Powiem tak. Większość Palestyńczyków czy Hindusów to ludzie którzy za religię mają Allaha. Czyli muzułmanie. I oni się nie przyjmą w Polsce . Nie ma takiej opcji. Nawet śniadanie wolą jeść osobno bo religia. Nie mogą patrzeć na to co jedzą Polacy czy np Rumuni. Druga sprawa. Pracować to pracują Ale nie podejmuja się pracy wymagającej myślenia. Wykonują zwykle prace proste nie wymagające myślenia i doświadczenia. Np. Betoniarze. Zwykle są bardzo słabo opłacani . Ale ja zamiast Hindusów czy Palestyńczyków którzy I tak w Polsce się nie utrzymają wolałbym pomyśleć nad ludźmi z Ameryki Południowej. Dlaczego nikt nie mówi by ściągnąć np. BRAZYLIJCZYKÓW gdzie jest ich 300 milionów albo Wenezuelczyków gdzie jest wojna I głód. Pustki. Gdzie nie mają nic. Wenezuela. Brazylia gdzie też nie zawsze jest praca. Tam też ludzie pracują I co za różnica czy z odległego Pakistanu czy INDII CZY Z WENEZUELLI? JEDEN CZORT. ALE TAM PRZYNAJMNIEJ WIĘKSZOŚĆ TO KATOLICY A NIE MUZUŁMANIE. Poza tym kwestie języka. Portugalski jak w Brazylii czy Hiszpański jak w Wenezueli. Hinduski ? Pasztu?
Roksana
4 lata temu
Nepalczycy nie nadają się do pracy. Są mało efektywni, potrzebują dużo więcej czasu na naukę niż Polacy czy Ukraińcy. Dodatkowo coraz więcej firm staje się ofiarą emigracji Nepalczyków do Portugalii, oczywiście wyłudzają polską wizę, deklarują chęć pracy, a później albo dojadą na chwilę do pracodawcy, albo nawet wcale nie przyjadą. Znam firmę, która zrobiła ponad 100 zezwoleń na pracę, wyłożyła masę pieniędzy na rekrutację i umożliwienie podjęcia pracy Nepalczykom i została w biały dzień oszukana. Bo tak słowo Nepalczyka nie jest nic warte.
Coś
4 lata temu
HAHAHA Milion Ukraińców i żaden składek ZUS nie płaci :)
...
Następna strona