24-godzinny strajk w londyńskim metrze. Zamknięto część stacji

W niedzielę wieczorem rozpoczął się ogłoszony przez dwa największe związki zawodowe 24-godzinny strajk w londyńskim metrze (LU). - To bezsensowna decyzja - ocenił burmistrz Londynu Sadiq Khan. I dodał, że "wywoła ona ogromne niedogodności dla mieszkańców miasta".

Obraz
Źródło zdjęć: © PAP/DPA/Wolfram Kastl

Spór pomiędzy Transport for London (TfL), operatorem komunikacji miejskiej w brytyjskiej stolicy, a największymi związkami RMT i TSSA dotyczy podejmowanych reform, które mają przyczynić się do unowocześnienia stacji, m.in. zmniejszenia liczby kas na rzecz automatów biletowych, a także zmniejszenia obsady poszczególnych węzłów przesiadkowych.


DLA CIEBIE
Przetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4 

Związki zawodowe argumentowały, że pomimo trwających od kilku dni negocjacji, strajk jest konieczny, bo propozycje LU nie odpowiadają na zgłoszone wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa pasażerów.

Władze TfL opublikowały w niedzielę po południu ostrzeżenie dla mieszkańców Londynu, podkreślając, że korzystanie z sieci metra w niedzielę wieczorem i przez cały poniedziałek będzie "znacznie utrudnione", a wiele stacji pozostanie zamkniętych.

- Spodziewamy się większej liczby osób podróżujących autobusami, rowerami miejskimi i koleją naziemną - ostrzeżono, dodając, że normalne funkcjonowanie metra zostanie przywrócone dopiero we wtorek.

- Ten strajk wywoła ogromne niedogodności dla podróżnych, turystów i pracowników TfL i nie ma żadnego sensu - mówił jeszcze przed jego rozpoczęciem burmistrz Londynu Sadiq Khan.

Jak dodał, "trwający od lat spór nie ma nic wspólnego z milionami londyńczyków, których to działanie dotknie najbardziej".

Z Londynu Jakub Krupa, PAP

Wybrane dla Ciebie