Notowania

cop24
01-12-2018 (17:13)

Szczyt klimatyczny jakiego nie było. Polacy nie zrezygnują z węgla, choć świat zmierza ku katastrofie

Podziel się
Dodaj komentarz
(Piotr Kamionka/REPORTER)
Zamiast likwidować elektrownie węglowe, budujemy nowe. Na zdjęciu elektrownia w Bełchatowie - zajmująca pierwsze miejsce wśród największych trucicieli w Europie.

Naukowcy alarmują: do 2050 r. świat musi zredukować emisję CO2 do zera. Jeśli tak się nie stanie, może dojść do zagłady życia na ziemi. Tymczasem minister Tchórzewski, gospodarz szczytu klimatycznego (COP24), który w niedzielę rozpoczyna się w Katowicach, nie przewiduje likwidacji elektrowni węglowych do 2050 r., za to zlikwiduje wiatraki.

"To jest propozycja odchodzącej Komisji Europejskiej. W warunkach polskich nie przewiduję, że w 2050 r. nie będzie elektrowni węglowej w Polsce. Nie przewiduję, żeby dobre instalacje mogły być zamknięte" - powiedział Tchórzewski cytowany przez PAP, komentując unijną strategię neutralności klimatycznej do 2050 r.

Plany Brukseli są wyraźną odpowiedzią na ustalenia naukowców zapisane w raporcie Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC). Najkrócej rzecz ujmując, najlepsi eksperci w tej materii z całego świata, stwierdzili, że zmierzamy ku totalnej zagładzie spalając takie ilości paliw kopalnych.

Bomba zegarowa na Arktyce. Wieczna zmarzlina się roztapia

Jak wyliczyli, by świat uratować, emisja CO2 spaść musi do roku 2030 o 45 proc. w odniesieniu do 2010 r., a do 2050 powinna być na zerowym poziomie. Przy czym dopuszczalne jest pozostawienie instalacji na gaz czy ropę (np. w samochodach) jeśli systemy wychwytywania CO2 z atmosfery zrównoważą emisję.

To kwestia życia i śmierci

Autorzy raportu IPCC nie ukrywają, że najbliższe lata i podjęte w tym czasie decyzje będą kluczowe dla przyszłości ludzkości i przed nami najważniejszy czas w całej ziemskiej historii.

- To symboliczne i przerażające zarazem, że naukowe dane pokazują marsz ku katastrofie, a polscy politycy nic sobie z tego nie robią. Zderzenie założeń z projektu naszej polityki energetycznej z raportem IPCC, mogłoby nawet być śmieszne, gdyby nie chodziło o ludzkie życie - mówi money.pl Paweł Szypulski z Greenpeace Polska.

Co rządzący proponują we wspomnianym projekcie Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. (PEP2040)? Do 2030 ma spaść udziału węgla w miksie energetycznym do 60 proc. Na 2033 r. przewiduje się uruchomienie pierwszego bloku elektrowni jądrowej oraz zwiększenie udziału energii odnawialnej.

Jednak w tym samym dokumencie ME zakłada stopniowe przejście od budowania elektrowni wiatrowych na lądzie do farm na morzu. Wiatraki już istniejące będą zezłomowane do 2035 r.

- To też pokazuje swoiste podejście do polityki energetycznej. Nie wiemy przecież, jak szybko program morskich farm wiatrowych zostanie wprowadzany w życie. Na razie jest tylko dużo zapowiedzi i PR-u - komentuje Szypulski.

Sprzeczne plany rządu

Co do 60 proc. udziału węgla w miksie do 2030 r. trzeba pamiętać, że stale rośnie zapotrzebowanie na energię. Zatem te 60 proc. w 2030 może oznaczać taką samą emisję ze spalania węgla jak teraz, bo zwiększy się jego ilościowe zużycie.

W tym wszystkim nietrudno się pogubić. W środę przed tygodniem MSZ wypuszcza filmik reklamujący szczyt w Katowicach, na którym oglądamy Polskę z wiatrakami i dużym udziałem OZE w miksie energetycznym. W piątek minister energii przedstawia projekt PEP2040, gdzie te same wiatraki trafiają na złom, a węgiel palić będziemy dalej. W tę niedzielę w Katowicach startujemy z COP24 w roli gospodarza.

Film MSZ

Odpowiedź Greenpeace

- To nie jedyny dowód na sprzeczną komunikację rządu i braku zrozumienia wagi problemu. Minister Kowalczyk z resortu środowiska mówi o zakazie spalania odpadów, a minister Tchórzewski zaraz potem zapowiada rozwoju energetyki opartej o współspalanie odpadów. Przecież te resorty muszą ze sobą współpracować, a tak się nie dzieje - mówi money.pl Hanna Marliere z Green Management Group.

Wszystko wskazuje na to, że trudno będzie podczas rozmów w Katowicach ukryć naszą ignorancję w tym zakresie. Przecież świat doskonale widzi, co robimy. A właściwie, czego nie robimy.

Wizerunkowy blamaż?

- Gospodarz szczytu klimatycznego minister Tchórzewski w tydzień po opublikowaniu raportu IPCC, o którym mówi cały świat, wbija łopatę pod budowę elektrowni węglowej w Ostrołęce. Znamienne jest to, że na kontynencie już tylko my mamy takie pomysły i najprawdopodobniej będzie to ostatnia z budowanych elektrowni tego typu - mówi Paweł Szypulski.

Należy się zatem przygotować, że nasi politycy wystąpią tam w roli opowiadających bajki i będą robili dobrą minę do złej gry. Pytanie tylko, jak zareagują na to inni uczestnicy spotkania, którzy szukać będą odpowiedzi na wyzwanie, jakie stawia przed nami wszystkimi raport IPCC.

- Trudno będzie uniknąć wizerunkowego blamażu. Szczyt odbywa się w kraju najgęściej w Europie pokrytym smogiem. W Katowicach, gdzie jakość powietrza jest jedną z gorszych na kontynencie. Tymczasem nie zamierzamy tam zadeklarować szybkiej rezygnacji z węgla - mówi Hanna Marliere.

Oczywiście ktoś zawsze może próbować powiedzieć, że naukowcy straszą przesadnie. Ktoś inny opowie historię o bliżej nie sprecyzowanym lobby zagranicznym, które chce tą ”ekologiczną paplaniną” podciąć skrzydła naszej gospodarce zasilanej węglem. Słuchając takich opowieści warto jednak wiedzieć, że już teraz jesteśmy na prostej drodze do katastrofy.

Ciepło jak w Chorwacji

Katastrofy, która nadchodząc będzie niosła ze sobą też mylące, chwilowe i przyjemne akcenty. - Pewnie będziemy mieli w Polsce do czynienia z klimatem śródziemnomorskim. Pojawią się kolejne winnice. To może być miłe i atrakcyjne. Zresztą to już się dzieje w tym roku w połowie października mieliśmy 20 °C. W zeszłym tuż przed świętami 14 °C - mówi Marliere.

Jednak susze, gwałtowne wichury, ulewy, trąby powietrzne będą pojawiały się jeszcze częściej niż ostatnio. Wszystko to za sprawą zmiany średniej temperatury o 0,3-0,5 st. C na przestrzeni ostatnich 50 lat. Spróbujmy sobie teraz wyobrazić co będzie się działo, kiedy do końca wieku średnia temperatura wzrośnie o 4 st. C.

Taki scenariusz przewiduje IPCC, jeśli poziom emisji CO2 nie zostanie gwałtownie ograniczony. Dlatego naukowcy sugerują ograniczyć jej wzrost do 1,5 st. C. To niewyobrażalne, ale te 2,5 st. C ratuje nas przed zagładą. Warto też wiedzieć, że każda dziesiąta cześć °C jest na wagę złota.

- Z wyliczeń naukowców wynika, że różnica miedzy wzrostem o 1,5 st. C, a 2 st. C do końca wieku dla setek milionów ludzi, w krajach najbardziej narażonych na zmiany pogodowe, jest kwestią życia lub śmierci. Z kolei wzrost o 4 st. C może oznaczać koniec cywilizacji jaką znamy - mówi Paweł Szypulski.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: cop24, wiadomości, gospodarka, gospodarka polska, najważniejsze
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
01-12-2018

Niech szwaby placaCo ma smog w miastach do spalaniem wegla w przemysle ??? Nic ! Smog w Polsce to wynik dzialan Niemcow ktorzy zrojnowali nasz kraj 70 lat temu i teraz … Czytaj całość

01-12-2018

PolakGlobalne ocieplenie jest dobre dla Polski. Nuech sie martwia ci ktorych czeka zaglada. Aha nasz kraj emituje 0.9% calej globalnej emisji CO2. Zatem … Czytaj całość

01-12-2018

rosignolCiekawe, co Niemcy robią z wydobywanym węglem brunatnym. Wydobywają go najwięcej

Rozwiń komentarze (713)

Wybrane dla Ciebie