Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
winiecki
14.03.2007 06:24

Winiecki: Państwo gardzi rynkiem

Za "pryla" - to poręczniejsza wymowa niż PRL! - kursował taki dowcip. Szef partii zaczyna swoje podsumowujące przemówienie: "Towarzysze! Rok temu nasza gospodarka stała na krawędzi przepaści. Dziś mogę natomiast z satysfakcją stwierdzić, iż zrobiliśmy od tego czasu znaczący krok naprzód."

Podziel się
Dodaj komentarz

Za „pryla” (to poręczniejsza wymowa niż PRL!) kursował taki dowcip. Szef partii zaczyna swoje podsumowujące przemówienie: "Towarzysze! Rok temu nasza gospodarka stała na krawędzi przepaści. Dziś mogę natomiast z satysfakcją stwierdzić, iż zrobiliśmy od tego czasu znaczący krok naprzód”.

Obawiam się, że dzisiaj porównanie rządów PiSuariatu z rządami ich mentalnych poprzedników, czyli AWS, kazałoby raczej mówić o kroku wstecz. Mający nieraz „odlotowe” - jak to nazywa młodzież - pomysły pan Marian Krzaklewski wymyślił swoisty ustrojowy dziwoląg, jakim była gospodarka solidarnościowo-rynkowa. Dzisiaj kolejny pan K. mówi o państwie solidarnym, natomiast nie wymyślił jeszcze nazwy dla gospodarki. Pozwalając sobie wyręczyć rządzących, proponując gospodarkę solidarno-państwową.

Pierwszy człon definicji oznacza w obu wypadkach mniej więcej to samo: dotacje do państwowych nieudacznych przedsiębiorstw, unikanie prywatyzacji, subsydiowanie różnych „priorytetowych” działań gospodarczych, wcześniejsze emerytury i inny „socjal”, cieszyły lub cieszą się wielkim wzięciem wśród polityków obu formacji.

Natomiast drugi człon jest miarą regresu w myśleniu o gospodarce przez rządzącą ekipę. Kaczyńskim i ich adherentom wszystko kojarzy się z państwem, nie z rynkiem. I dlatego wszystkie pomysły na gospodarkę polegają na rozszerzaniu zakresu własności państwowej i działalności państwa w gospodarce.

PZU ma pozostać państwowe, za co polscy podatnicy po nieuchronnie przegranym sporze z Eureko zapłacą grube miliardy. Państwowy PKO BP ma zostać połączony z pocztą, też państwową. Energetyka ma pozostać państwowa, więc Ministerstwo Skarbu naciska na KGHM, by zamiast w rozwój firmy lub inwestycje w branży w której działa, „wypchnęło” z PAK-u (zespołu elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, z górniczymi przyległościami) niechcianego prywatnego inwestora.

Jeszcze bardziej niż za Krzaklewskiego, za Kaczyńskich prywatyzacja jest słowem, którego w kręgach rządzących nie wypada wręcz wymawiać. Pomijając już antypatię do prywatyzacji - i tak na dobrą sprawę do podejrzliwie traktowanego całego prywatnego sektora - można się narazić na wizytę związkowców, także tych uzbrojonych w metalowe argumenty.

Ale na maniakalnych wręcz staraniach o poszerzenie państwowej własności wcale się nie kończy. Wspomniany wcześniej bank ma przecież prywatnych inwestorów - mają łącznie 30 proc. udziałów - lecz ich interesy są lekceważone, gdyż ważniejsze jest stworzenie czegoś dużego i państwowego zarazem.

Ta paternalistyczna wyniosłość, traktująca z góry elementarne zasady ekonomii, charakterystyczna jest też w wypowiedziach polityków, gdy np. minister gospodarki zapowiada utrzymywanie niskich cen energii. Minister nie zastanawia się, że powoduje to niepotrzebne utrzymywanie przy życiu przestarzałej, nieopłacalnej, bo energochłonnej produkcji. I najwyraźniej nic go nie obchodzi fakt, że przy zaniżonych regulowanych przez państwo cenach energii elektrycznej banki nie są skłonne do finansowania inwestycji w tym sektorze, których elektroenergetyka potrzebuje jak kania dżdżu.

Lat temu już prawie dziesięć znakomity publicysta Jerzy Surdykowski napisał o politycznym problemie Polski. Mianowicie, o tym, że w sprawach gospodarczo-społecznych w Polsce mamy dwie lewice: lewicę bezbożną, czyli postkomunistów, i lewicę pobożną, czyli post-Solidarność. To przekleństwo ciąży nad nami już drugą dekadę.

Tagi: winiecki, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz