Notowania

innowacje
07.05.2007 06:54

Winiecki: W Unii kochają wydawać nie swoje pieniądze

Zamiast Doliny Krzemowej mamy w Unii Strategię Lizbońską, która jest niczym innym, jak poganianiem ostrogą do cwału zdechłego mustanga.

Podziel się
Dodaj komentarz

Wszyscy wiedzą, co to takiego Silicon Valley, unikalna oaza przedsiębiorczości w sferze elektroniki i informatyki. Setki przedsiębiorstw rywalizujących miedzy sobą i kooperujących, gdy wspólny wysiłek intelektualny i finansowy może przynieść większe efekty niż rywalizacja. Szansa sukcesu jest duża, ryzyko również, ale nikt amatorów sukcesu przed nim nie chroni.

Nie ma obowiązkowych ubezpieczeń. Związki zawodowe też nie pilnują ośmiogodzinnego dnia pracy i wyższych stawek za godziny nadliczbowe. Zresztą, gdyby takiego jajogłowego wynalazcę zapytać, czy należy do związku zawodowego, to prawdopodobnie wezwałby pogotowie w celu zbadania stanu psychicznego pytającego. Czasem firmy nie mają pieniędzy, by opłacić znakomity pomysł lub jego nie mniej znakomitą realizację. I takim talentom oferuje się udziały w spółce. Jeśli pomysł wypali ów talent staje się multimilionerem; jeśli nie - pozostaje nadal pracownikiem lub szuka nowej firmy, gdzie wreszcie zrealizuje swoje marzenia o sukcesie.

Po prostu, kapitalizm w czystym składniku, obrzydliwy wyścig szczurów - jak napisaliby pozbawieni talentu młodzi polscy pisarze, marzący o zrobieniu kariery na opluwaniu kapitalizmu. Ale zostawmy nieutalentowanych i zajmijmy się rzeczywistymi talentami - kandydatami na wynalazców i innowatorów (innowator to taki, który wprowadza w czyn swój lub czyjś inny pomysł).

Czy w Europie, w tym i w Polsce nie ma utalentowanych ludzi, dążących do sukcesu z takim samym, godnym podziwu uporem? Owszem są, ale żyją w innym, znacznie bardziej zbiurokratyzowanym świecie. W świecie, w którym dominuje myślenie etatystyczne, a więc z konieczności asekuranckie, bardziej nastawione na zabezpieczenie się przed krytyką za niepowodzenie niż na wspieranie potencjalnego sukcesu.

Dlatego zamiast Doliny Krzemowej mamy w UE Strategię Lizbońską, która jest niczym innym, jak poganianiem ostrogą do cwału zdechłego mustanga. Pomysł, żeby zwiększyć wydatki na badania i rozwój do 3 proc. PKB jest pomysłem typowo biurokratycznym. Wydatki nie stworzą innowacji, ale wydatki łatwiej mierzyć biurokratom narodowym i międzynarodowym. A że innowacji z tego nie będzie? Trudno. Politycy krajów Unii zbiorą się w innym mieście, proponuję np. Pcim, i uchwalą Strategię Pcimską. Opartą na takich samych biurokratycznych zasadach i z takim samymi efektami.

Ponieważ mentalnie polskim politykom i polskiej biurokracji bliżej jest do Unii niż do Stanów, więc nasze własne pomysły też są bliższe unijnym. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, instytucja państwowa, zdobyła jakieś pieniądze (podejrzewam, że z tych nieszczęsnych unijnych funduszy) i będzie zasilać tymi publicznymi pieniędzmi fundusze, które chciałyby zainwestować w raczkujące firmy z dobrymi pomysłami.

Obawiam się, że nie wyniknie z tego wiele dobrego. Państwowe pieniądze wydaje się inaczej, nawet jeśli przekaże się je prywatnym przedsiębiorcom. Po prostu, obniżenie poziomu ryzyka, gdy w całości lub w części wydaje się publiczne (czyli niczyje) pieniądze powoduje, iż - średnio rzecz biorąc - finansuje się przedsięwzięcia bardziej ryzykowne niż gdyby wydawało się wyłącznie własne pieniądze. A w dodatku biurokracja, sprawozdawczość i kontrola, „zarżną" całą imprezę.

Jan Winiecki jest profesorem ekonomii. W latach 1994-2003 był profesorem i kierownikiem Katedry Ekonomii na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Wykładał na uczelniach m.in. w Danii, Holandii i Stanach Zjednoczonych.

Tagi: innowacje, unia europejska, strategia lizbońska, dolina krzemowa, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz