Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Zakaz handlu w niedzielę łamany był wielokrotnie. Inspektorzy PIP musieli też wzywać policję

Zakaz handlu w niedzielę łamany był wielokrotnie. Inspektorzy PIP musieli też wzywać policję

Pełne wyniki swoich działań PIP przedstawi dopiero w czwartek. Money.pl jednak już dziś dotarł do częściowych, ale zaskakujących wyników pokontrolnych.
Pełne wyniki swoich działań PIP przedstawi dopiero w czwartek. Money.pl jednak już dziś dotarł do częściowych, ale zaskakujących wyników pokontrolnych.

W ostatnią niedzielę wielu pracowników sklepów odpoczywało, ale pełne ręce roboty mieli kontrolerzy. Polacy chętnie donosili na handlowców łamiących nowe prawo, a ci zamykali drzwi przed nosem inspektorów. Wzywano policję i wystawiono pierwszy mandat.

"Solidarność" jeszcze w niedzielę zapewniała, że nie ma przypadków obchodzenia prawa. - Pojedyncze sklepy są otwarte, zobaczymy, czy zgodnie z prawem. Sami pracownicy, którzy byli przymuszeni niesłusznie do pracy, zgłosili ten fakt odpowiednio wcześniej - powiedział money.pl Alfred Bujara z NSZZ „Solidarność”.

Nam udało się dotrzeć do informacji, że jednak tak spokojnie nie było.

Odpowiedzi na to, jak wielu przedsiębiorców zdecydowało się zaryzykować i otworzyć swoje sklepy mimo zakazu, szukaliśmy we wszystkich okręgowych inspektoratach PIP w całym kraju. Najczęściej urzędnicy odsyłali nas do Głównego Inspektoratu.

Biedronka na Dworcu Centralnym otwarta. Zakaz handlu jej nie dotyczy

Policja nie pomogła

Jak się okazuje, kontrole wykazały dość sporą liczbę nieprawidłowości. Tylko w Małopolsce inspektorzy odebrali 24 zgłoszenia interwencyjne na infolinię telefoniczną PIP. Sprawdzono 20 z nich, pozostały cztery otrzymano zbyt późno i inspektorzy nie zdążyli już dotrzeć na miejsce. Te zgłoszenia będą rozpoznawane w pierwszej kolejności w następną niedzielę objętą zakazem handlu.

- Najwięcej zgłoszeń, bo 17, dotyczyło samego Krakowa. W 15 rozpoznanych przypadkach potwierdziło się naruszenie ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. W 4 przypadkach okazało się, że pracował tam przedsiębiorca będący jednocześnie właścicielem sklepu - mówi money.pl Anna Majerek z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Krakowie.

W tym województwie doszło też do sytuacji, której nikt się nie spodziewał. W jednym przypadku nie wpuszczono też inspektora pracy do sklepu.

- Drzwi pozostały zamknięte, nawet kiedy na miejsce została wezwana policja. Będziemy teraz ustalać, dlaczego tak się stało. Jak stwierdził nasz inspektor w zamkniętym sklepie byli ludzie, ale mogła to być po prostu np. inwentaryzacja - mówi Majerek. Dziś jednak nie można wykluczyć, że odbywał się tam handel, a drzwi zamknięto dopiero przed inspektorem.

Pierwszy mandat

Jak udało nam się dowiedzieć, jest jeszcze jednak zdecydowanie za wcześnie, by mówić o ewentualnych sankcjach i mandatach w każdym z tych przypadków. Wszystko dlatego, że ciągle jeszcze trwają czynności wyjaśniające zapoczątkowane podczas niedzielnej kontroli. Dopiero po podpisaniu ostatecznego protokołu - również przez właściciela sklepu - kontrolerzy podejmą decyzje.

Wyjątkiem jest jeden przypadek z Małopolski, gdzie naruszenie było na tyle oczywiste i rażące, że kontroler wystawił mandat na 1 tys. zł. Nie udało nam się jednak dowiedzieć, czy przedsiębiorca przyjął go z pokorą, czy będzie się w tej sprawie odwoływał i sprawa zakończy się w sądzie. Nie wiemy też, jakiego konkretnego sklepu to dotyczy.

Jednak jak już pisaliśmy w money.pl, inspektorzy mają prawo nałożyć karę w wysokości od tysiąca do 2 tysięcy złotych dla tych, którzy nie dostosują się do zakazu. W skrajnych przypadkach urzędnik będzie mógł też skierować wniosek do sądu o nałożenie kary do 100 tys. złotych. Wszystko zależy tu od skali naruszenia zapisów ustawy.

Z drugiej jednak strony kontrolerzy nie muszą od razu karać przedsiębiorcy mandatem. Nawet w przypadku naruszenia prawa, kontrola może zakończyć się pouczeniem. Co ciekawe, inspektorzy w Małopolsce sprawdzali również czynne sklepy w wyznaczonych rejonach, co do których PIP nie otrzymała zgłoszeń. Tutaj jednak nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości.

Najbliższa rodzina, czyli...

Gorąco było w niedzielę również w województwie kujawsko-pomorskim. - Odebraliśmy 13 telefonów ze zgłoszeniem wątpliwych sytuacji. Część z tych informacji była zasadna. Wszystkich kontroli było dużo więcej, ale o ich liczbie nie będziemy informować, do czasu zebrania kompletu informacji - mówi money.pl Waldemar Adametz z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Bydgoszczy.

Nasz rozmówca również podkreśla, że kontrole, choć już poniedziałek, jeszcze się nie zakończyły. Pierwsza wizyta w sklepie to dopiero początek. Potem jest jeszcze czas na wyjaśnienia. Na pełne dane przyjdzie też nam czekać nieco dłużej niż mogłoby się to wydawać konieczne również z innego prozaicznego powodu.

Inspektorzy, którzy wczoraj byli w pracy, dziś odbierają wolne. Wszelkie bardziej szczegółowe dane przekażą w Bydgoszczy dopiero jutro. Podobnie jest w innych inspektoratach, choć w niektórych z nich pracownicy mogą wybrać inny dzień w miesiącu, kiedy wolne odbiorą. To też nie koniec problemów inspektorów PIP.

- Kwestią problematyczną jest interpretacja tego, kto dla właściciela sklepu jest najbliższą rodziną. Wszystko wskazuje jednak na to, że będziemy za nie uznawać jedynie małżonka, dzieci i rodziców właścicieli sklepów - mówi Adametz.

W opolskim też nieprawidłowości

Podobnych wyłączeń od zakazu jest zresztą więcej. Poza cukierniami, piekarniami czy kwiaciarniami – kupować można bez przeszkód m.in. na stacjach benzynowych, w hotelach i restauracjach, w autobusach, na dworcach, w kioskach z prasą, na pocztach, w hurtowniach rolno-spożywczych, w skupach zbóż, owoców czy mleka. Dozwolone są także zakupy przez Internet.

Wracając do niedzielnych kontroli, ze zgromadzonych przez nas informacji wynika, że zdecydowanie mniej działo się podczas kontroli w województwie opolskim. Tam, jak udało nam się ustalić, na infolinii pojawiło się zaledwie 6 zgłoszeń dotyczących łamania prawa o zakazie. Co więcej, 3 dotyczyły jednej i tej samej placówki.

- W dwóch przypadkach potwierdziliśmy nieprawidłowości w stosowaniu ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Oprócz zgłoszeń inspektorzy prowadzili również rutynowe kontrole, jednak ich wyniki poznamy w najbliższych dniach - powiedział money.pl Dawid Rusak z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Opolu.

W porównaniu do Krakowa i Bydgoszczy również w wojewódzkim podlaskim było stosunkowo spokojnie. Tam na infolinii zgłoszono 2 przypadki. Jak udało nam się dowiedzieć, niedzielna kontrola w jednym z nich wykazała, że w sklepie pracował jego właściciel. Drugi przypadek wymaga jednak odrębnego badania. Podobnie jak w Opolu i Małopolsce - Białystok też nie ma jeszcze pełnej liczby przeprowadzonych, nie wynikających ze zgłoszeń, kontroli.

Ustawa o ograniczeniu handlu w niedzielę obowiązuje od 1 marca. Pierwszą niedziela bez handlu była ta z 11 marca, a kolejna przypada na 18 marca. To oznacza, że w większości sklepów nie będzie można zrobić zakupów.

W większości - nie oznacza jednak, że w ogóle – bowiem ustawodawca zawarł w przepisach szereg wyjątków. Zarówno w datach, kiedy zakaz handlu będzie obowiązywać, jak i w wyjątkach można się pogubić. Dlatego przygotowaliśmy kalendarz, który umożliwi sprawdzenie, kiedy nie warto wybrać się do hipermarketów, a kiedy możemy tam zaledwie pojeździć po pustym parkingu.

kontrole, inspekcja pracy, pip, zakaz handlu, mandaty
Czytaj także
Polecane galerie
Jacek
2018-04-04 14:43
Łamią zakazy zgodnie z naginanym prawem i nikt nic z tym nie robi. Wystarczy przyjrzeć się choćby sieci sklepów monopolowych AS,które nagle stały się podobno sklepami tytoniowymi .Kobiety pracują w nich w dni zakazu ,a w inne objęte limitem czasowym jak sobota 31-go marca do 24-tej.Nie maja się komu poskarżyć na taki wyzysk ,kontrolerzy wchodzą i wychodzą a sklepy dalej otwarte. Ludzie zmuszani w takie dni do pracy bywają na granicy wytrzymałości fizycznej i psychicznej,bo muszą obsłużyć kilka do kilkunastu razy tylu klientów co w normalny dzień i to jeszcze przymuszeni do wydłużonego dnia pracy.
AndrzejII
2018-03-17 21:22
Paranoja, państwo wyznaniowe. Politycy pisu chyba mają coś z deklem (bardzo delikatnie pisząc), że jak za komunę porządkują na życie przy oklasku facetów w sukienkach, bo myślą ci drudzy że wtedy wpływy większe będą mieć w niedziele pracującą!
andrzej
2018-03-14 16:18
Dobrze, że osiedlwoe sklepy mogą być otwarte, to okazaja na zarobek dla drobnych przedsiębiorców i duże dla nich wparcie
Pokaż wszystkie komentarze (1017)