Konsekwencje ustawy o obrocie ziemią. Ceny spadną, rolnictwo przestanie się rozwijać
Konsekwencje ustawy o obrocie ziemią. Ceny spadną, rolnictwo przestanie się rozwijać
Ustawa o obrocie ziemią w wersji proponowanej przez Prawo i Sprawiedliwość doprowadzi do sporych spadków cen w Polsce. To wcale nie jest dobra informacja - rolnicze majątki uszczuplą się, a o grunty wcale nie będzie tak łatwo.
Ustawa o obrocie ziemią w wersji proponowanej przez Prawo i Sprawiedliwość doprowadzi do sporych spadków cen w Polsce. To wcale nie jest dobra informacja - rolnicze majątki uszczuplą się, a o nowe grunty wcale nie będzie tak łatwo. Rafał Trzeciakowski, ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, w programie #dziejesienazywo tłumaczył, że zaostrzenie przepisów oznacza "zahamowanie rozwoju polskiej wsi". Ekspert nie ma wątpliwości, że ustawa zamieni wieś w skansen.
Ustawa o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości zasobu własności rolnej Skarbu Państwa ma wzmocnić ochronę ziemi rolniczej w Polsce przed wykupem spekulacyjnym i kupowaniem przez ludzi, którzy nie gwarantują, że będzie ona uprawiana. Rząd Prawa i Sprawiedliwości musi wprowadzić nowe przepisy w życie przed 1 maja 2016 roku. Dlaczego? To właśnie tego dnia wygasa 12-letni okres ochronny na polską ziemię. W momencie wchodzenia do Unii Europejskiej zagwarantowaliśmy sobie bowiem, że przez ponad dekadę cudzoziemcy nie będą mogli kupować naszych gruntów.
Jak twierdzi minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel po tej dacie cudzoziemcy i spekulanci rzucą się do wykupu Polski. I dlatego rząd chce zaostrzyć przepisy wprowadzone przez poprzednią ekipę (przy wsparciu wszystkich partii).
Jak wygląda ustawa? Przede wszystkim zakłada, że w ciągu najbliższych pięciu lat Skarb Państwa i Agencja Nieruchomości Rolnych nie sprzedadzą ani jednego hektara. Na dodatek od prywatnego rolnika ziemię będzie mógł kupić tylko inny rolnik - osoba z wykształceniem rolniczym, która w danej gminie mieszka co najmniej 5 lat. Na dodatek w posiadaniu rolnik będzie mógł mieć maksymalnie 300 hektarów. I na tym koniec rozwoju gospodarstwa.
Zdaniem Rafała Trzeciakowskiego nie pozostanie to bez wpływu na ceny i sytuację rolników. Po pierwsze - ograniczenie podaży (spadnie liczba działek na rynku) i popytu (90 proc. Polaków nie ma wykształcenia rolniczego) wpłynie na ceny. A te będą spadały. Eksperci nie są w stanie dokładnie określić, o ile, ale przywołują przykład Węgier. Tamtejsze prawodawstwo również wprowadziło podobne ograniczenia, a ceny są dwa-trzy razy niższe niż w Polsce.
- Oczywiście ceny spadną. Konsekwencje dla rolników wcale nie będą dobre. Ci, którzy chcą inwestować i rozwijać gospodarstwo, będą mieli mniej kapitału, więc trudniej będzie im np. zabezpieczyć kredyt. Z kolei ci rolnicy, których dzieci powyjeżdżały do miast na studia, traktują gospodarstwa jako swoiste zabezpieczenie emerytalne. Rolnik, który ma przeciętne 10 ha na Mazowszu w cenie 30 tys. zł za hektar, ma na funduszu emerytalnym 300 tys. zł. Jeżeli ceny spadną o połowę, to będzie tam miał 150 tys. zł. I tak się stanie. Rozwiązania rządu są wzorowane na prawie węgierskim - tłumaczył Trzeciakowski.
Część ekspertów wskazuje, że nie tylko ceny gruntów ulegną zmianie. Niektórzy sugerują, że inwestycje na terenach rolnych przestaną być opłacalne. Właściciel ziemi będzie musiał ją odrolnić przed sprzedażą - a to może być kłopotliwe dla miast takich jak Kraków, czy Warszawa, gdzie spora część ziemi to właśnie grunty rolne. W ten sposób ceny mieszkań i magazynów na tych terenach mogą pójść w górę.
Ceny to jednak niejedyny argument przeciwko rozwiązaniom PiS. Jak tłumaczy Rafał Trzeciakowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju, ograniczenie sprzedaży i kupna ziemi wpłynie na stan polskiej gospodarki. Trzeciakowski jest zdania, że ustawa w obecnej wersji zahamuje rozwój polskiej wsi i wiele miejsc skaże na los skansenów.
W jaki sposób ustawa ma zmniejszyć możliwości rozwoju? Produktywność jest po prostu mocno związana z wielkością gospodarstw. Jak wskazuje ekspert, od 1 maja dalsza konsolidacja i - co za tym idzie - zwiększanie wydajności po prostu będą niemożliwe.
- Polskie rolnictwo po 1989 roku dokonało ogromnego postępu, ale w dalszym ciągu mamy jeden z najmniej produktywnych sektorów rolniczych w Unii Europejskiej. I to jest związane z tym, że mamy jedne z najmniejszych gospodarstw rolniczych w UE. Średnio w Polsce jest to 10 ha, w Niemczech - w okolicach 60 ha. Rozdrobnione gospodarstwa polskie zatrudniają bardzo duży odsetek Polaków - 11,5 procent. W Niemczech jest to 10 razy mniej przy trzykrotnie większej wydajności - tłumaczył ekonomista w programie #dziejesienazywo. Z kolei średni rozmiar gospodarstwa rolnego w całej Wspólnocie jest ponad trzy razy większy.
Źródło: WP na podstawie danych Agencji Nieruchomości Rolnych