Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Karolina Wysota
|
aktualizacja

Kolejny cios w banki. Wyrok Trybunału wzmacnia frankowiczów

26
Podziel się:

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, będący drogowskazem dla sądów krajowych, wydał kolejne orzeczenie w sprawach frankowych. Wytrąca ono z ręki oręż tym bankom, które dążyły do zamiany kredytu walutowego na złotowy. Jednocześnie wzmacnia kredytobiorców, którzy walczą głównie o unieważnienia umowy, bo mogą na tym zyskać najwięcej.

Kolejny cios w banki. Wyrok Trybunału wzmacnia frankowiczów
Przed 2015 rokiem, czyli przed tzw. czarnym czwartkiem, gdy kurs CHF wystrzelił, zaledwie garstka frankowiczów szła do sądu z bankiem (Getty images, STEFAN WERMUTH)

W ubiegłym tygodniu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok w trzech połączonych sprawach dotyczących kredytów frankowych (dwóch denominowanych: C-81/21 i C-82/21 oraz indeksowanego: C-80/21). Orzeczenie jest odpowiedzią na pytanie prejudycjalne warszawskiego sądu, które ma rozwiać wątpliwości sędziego w tych konkretnych sprawach, ale również może być punktem odniesienia dla innych sędziów mających podobne wątpliwości.

Od ogółu do szczegółu. Czego dotyczyły sprawy?

Upraszczając, w sprawie C-80/21 sąd krajowy pyta sąd unijny o to, czy może usunąć z umowy kredytu tylko część nieuczciwego paragrafu, czy musi usunąć całość. Sąd zastanawia się też nad tym, co w sytuacji, gdy usunięcie takiego zapisu z umowy powoduje, że nie może ona dalej funkcjonować: czy sąd może ratować taką umowę, zastępując klauzule abuzywne nowymi? Przechodząc dalej, przedmiot sprawy C-81/21 jest zbliżony do wcześniejszej kwestii. Z kolei sprawa C-82/21 dotyczy kwestii przedawnienia roszczeń konsumentów i ustalenia momentu, od kiedy należy liczyć rozpoczęcie jego biegu (sprawa przedawnia się po 10 latach).

O komentarz do wyroku Trybunału poprosiliśmy adwokata z kancelarii specjalizującej się w prowadzeniu sporów frankowych.

Z orzeczenia TSUE wynika, że co do zasady nie można usuwać fragmentu postanowienia umowy. Innymi słowy: nie można dzielić paragrafu na dobry i zły. Trzeba usunąć cały zapis, gdy jest wadliwy. Jeśli bez niego umowa nie może dalej funkcjonować, to należy stwierdzić jej nieważność – wyjaśnia adwokat Nicholas Cieslewicz z Kancelarii SCBP Cieslewicz i Partnerzy, która reprezentuje frankowiczów w ponad 300 sprawach przeciwko bankom.

Nasz rozmówca jako przykład podaje kredyt indeksowany kursem franka szwajcarskiego, udzielanego przez bank BPH (GE Money Bank). Zgodnie z treścią umowy, do wyliczenia kursów kupna/sprzedaży zastosowano kurs złotego w relacji do waluty obcej, ogłoszony w tabeli kursów średnich NBP w danym dniu roboczym i skorygowany o marże kupna/sprzedaży banku. Pytanie brzmi: czy można usunąć z umowy tylko część dotyczącą marży banku, zostawiając zapis o kursie średnim NBP?

Z orzeczenia TSUE wynika, że nie można tego zrobić. Należy usunąć cały zapis, bez którego de facto umowa nie może funkcjonować. Sąd może zbadać, czy dany zapis jest ważny, ale nie jest uprawniony do tego, żeby ratować lub naprawiać umowę – mówi Nicholas Cieslewicz.

Wyjątek od reguły

Od zasady bywają jednak wyjątki. TSUE taki dopuszcza. – Wyjątkiem od tej zasady jest krzywda konsumenta spowodowana unieważnieniem umowy kredytu. Wyjaśnię to na przykładzie. Załóżmy czysto hipotetycznie, że kredytobiorca spłacił 50 z 300 tys. zł kredytu. Jego umowa spełnia przesłanki do unieważnienia, ale nie stać go na spłatę pozostałych 250 tys. zł bankowi. Grozi mu utrata domu. W tej wyjątkowej sytuacji sąd może ratować umowę kredytu, zastępując nieważne postanowienia nowymi pod warunkiem, że kredytobiorca nie wyrazi zgody na stwierdzenie nieważności umowy kredytowej. Natomiast jeśli zgodę wyrazi, to bezwarunkowo należy stwierdzić nieważność takiej umowy – wyjaśnia adw. Cieslewicz.

Dodaje, że większość kredytobiorców frankowych godzi się na stwierdzenie nieważności umowy z prostego powodu. Kredyty spłacają od wielu lat i w większości przypadków zobowiązania w większej części spłacili. Procesy w niektórych przypadkach mogą ciągnąć się latami, co przybliża ich do końca spłaty kredytu.

Gra na czas

Z obserwacji naszego rozmówcy wynika, że najgorzej pod względem przeładowania sprawami frankowymi wypadają sądy warszawskie, gdzie sprawy mogą trwać nawet do ośmiu lat. Jego zdaniem najszybsze są sądy w Bydgoszczy (sądy pierwszoinstancyjne potrafią uporać się ze sprawą w kilka miesięcy).

Z perspektywy mecenasa najtrudniej jest we Wrocławiu, gdzie szanse frankowiczów na uzyskanie korzystnego wyroku (wyroku stwierdzającego nieważność umowy kredytowej) są najmniejsze w pierwszej instancji. Warto dodać, że kredytobiorca może wybrać, gdzie będzie toczyła się jego sprawa (po miejscu siedziby banku albo miejscu zamieszkania).

Pozostał nam wątek przedawnienia. Według adw. Cieslewicza Trybunał wypowiedział się w tej kwestii jasno.

Dziesięcioletni okres przedawnienia należy liczyć od chwili, w której kredytobiorca dowiedział się o skutkach prawnych stwierdzenia nieważności umowy. Sądy krajowe ustalają ten moment we własnym zakresie. Przyjmują datę wysłania bankowi wezwania do zapłaty, datę złożenia pozwu lub datę doręczenia kredytobiorcy informacji dotyczącej konsekwencji stwierdzenia nieważności umowy wysłanej kredytobiorcy przez sąd już po złożeniu pozwu przeciwko bankowi. Nie ma jednolitego stanowiska – wyjaśnia Nicholas Cieslewicz.

Orzeczenia TSUE – kamienie milowe w sprawach frankowych

Jak dotąd, tysiące frankowiczów zdecydowało się na batalię z bankami przed wymiarem sprawiedliwości — przed rokiem 2015, czyli przed umocnieniem się kursu franka szwajcarskiego względem złotego, na ten krok wykonała zaledwie garstka kredytobiorców walutowych. Szacuje się, że z ok. 750 tys. wszystkich udzielonych kredytów frankowych swój finał w sądzie miało jak dotąd ponad 120 tys.

Dotychczasowe orzecznictwo nie postawia złudzeń: banki przegrywają z klientami. Na orzeczenie TSUE, które jest drogowskazem dla sądów powszechnych, czekają jak na zbawienie, licząc, że języczek u wagi przechyli się na ich stronę. Jak zapatrują się na opisywane przez nas orzeczenie TSUE?

Według Związku Banków Polskich (ZBP), wyrok jest neutralny i potwierdza dotychczasowe orzecznictwo Trybunału. W oficjalnym komentarzu ZBP pisze, że sektor bankowy spodziewał się takiego orzeczenia, nie stanowi ono przełomu. Zaznacza, że orzeczenie zawiera także fragmenty, które pozwalają liczyć na sprawiedliwe rozstrzygnięcie w kluczowej dla sektora bankowego sprawie toczącej się obecnie przed Trybunałem, dotyczącej zapłaty za bezumowne korzystanie z kapitału.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: W Polskę uderzyło jednocześnie kilka kryzysów. Prezes ZBP kreśli czarny scenariusz i apeluje o dialog

Innego zdania jest Wojciech Bochenek, radca prawny z kancelarii Bochenek i Wspólnicy, działającej w interesie frankowiczów.

TSUE ponownie opowiedział się po stronie polskich frankowiczów, definitywnie przesądzając kwestię braku możliwości ingerowania w treść umowy kredytowej przez sąd krajowy – ocenia w rozmowie z money.pl

Podkreśla, że Trybunał po raz pierwszy w polskiej sprawie frankowej jednoznacznie wskazał, że w polskim porządku prawnym nie występuje żaden przepis o charakterze dyspozytywnym (czyli dopuszczający inne uregulowanie na mocy umowy stron), który dawałby możliwość zamiany kursu banku np. na kurs średni NBP.

– Z pewnością takim przepisem nie będzie forsowany przez banki art. 358 k.c. W ocenie Trybunału, sąd krajowy nie ma także możliwości częściowego modyfikowania treści umowy, co jednoznacznie przekreśla szanse banków na wprowadzenie do umowy kursu średniego NBP. W zakresie tych zagadnień Trybunał podtrzymał swoje dotychczasowe stanowisko przedstawione np. w wyrokach C-70/17 i C-179/17 oraz C-618/10 – komentuje mec. Bochenek.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(26)
Nick
2 miesiące temu
Najszybsze sądy w Bydgoszczy w pierwszej instancji do kilku miesięcy... W Bielsku-Białej część spraw się kończy na pierwszej rozprawie wprawiając w zakłopotanie nawet adwokatów powodów :D
Nabici
3 miesiące temu
We Franka pójdą teraz do bardziej szanujących się kancelarii. Po 7 latach - wg obecnych szacunków - uzyskają prawomocny wyrok sądu poświadczający brak jakiegokolwiek zobowiązania i będą mogli usnąć swoje wpisy w BIKu. O to warto zawalczyć, żeby znów mieć czystą historię kredytową. Oczywiście, perfidne banki zrobią to w pierwszej kolejności, tzn. doniosą na tzw. nieuczciwych kredytobiorców którzy logicznie rzecz biorąc zaprzestaną spłacać te niespłacalne kredyty. Co ciekawe, to nie tylko kredytobiorca będzie miał zerową zdolność kredytową na te 7 lat poprzez wpis w BIKu ale także bank utraci potencjalnego klienta na 7 lat. Zatem, banki same sobie ukręcą sznur na własne szyje, bo żaden kredytobiorca nie przyjdzie do nich po kolejny kredyt z nieczystą historią kredytową. Jasne, że dzisiaj banki mają to w doooopie, bo liczy się tu i teraz. Ale za to wyyyyją i liczą swoje zwiększające się w zastraszającym tempie pasywa, bo na każdy pozew doręczony przez sąd muszą zrobić rezerwę tzn. odpis aktualizujący ich należności od kredytobiorców. Wszystko przez to, że żyjemy w tym dziwnym kraju gdzie Premier pozwolił sprzedawać instrument wysokiego ryzyka nazwany kredytem. W kraju w którym on teraz będzie bronić swojaków do upadłego, natomiast my nie pozostając im dłużni powinniśmy bronić własnych interesów i oddać wszystkie sprawy z CHF do sądów. Zatem, prezesie związku banków w Polsce - nie mylić tutaj z prezesem banków polskich - wkrótce będziesz wył tak jak twoje służalcze banki, które - co ciekawe - utrzymywały płynność finansową swoich korporacji kosztem kredytobiorców w Polsce. Wypracowywały zysk na tych cholernych kredytach ratują dooopę swoich mocodawców za granicą. I za to wam - drogie banki - my Frankowicze podziękujemy w sądach z nawiązką.
Nikopol
3 miesiące temu
Skowyt bankowych troli wskazuje na zawalenie się piramidy frankowej, inaczej nazywanej przekrętem na franka. Banksterzy w panice straszą pozwami za "nieumowne korzystanie z kapitału". Jak na razie polskie sądy odrzuciły wszystkie te pozwy. W październiku TSUE zapewne potwierdzi stanowisko polskich sądów, że banki nie mogą czerpać korzyści z nieuczciwych umów, które przecież same tworzyły i dawały do podpisania Polakom. I stąd ten skowyt troli na usługach banków, i straszenie pozwami, żeby jak najmniej kredytobiorców poszło do sądu... Ale już za późno - machina sprawiedliwości, wolno bo wolno, ale staje po stronie oszukanych kredytobiorców...
okoń
3 miesiące temu
Nie chcę oceniać, ale gros komentarzy krytykujących frankowiczów wynika prawdopodobnie z ignorancji. W przypadku umów frankwoych banki często nie informowały kredytobiorców o ryzykach, lub jak ocenia część środowiska prawniczego (m.in. mecenas Piotr Truszkowski) celowo wprowadzały w błąd. To między innymi stąd się wzięła fala pozwów, które w 95% przypadków są przez sądy uznawane za zasadne. Umowy są unieważniane a kredyty odfrankowywane.
Przekręt
3 miesiące temu
Każdy może sobie pozwolić na emocje i napisać tu szczerze co myśli, zarówno ten co wziął kredyt w CHF jak i ten co wziął kredyt w PLN. Pytanie cały czas bez odpowiedzi jest takie: kto - z imienia i nazwiska - zezwolił na udostępnienie instrumentów finansowych wysokiego ryzyka dla 38 mln ludzi w tym kraju a w konsekwencji na zadłużenie 700 tys. ludzi bez możliwości spłaty zobowiązania zwanego potocznie kredytem? Kluczowym argumentem w rozprawie sądowej z bankiem jest to, że każda umowa indeksowana do CHF jest niezgodna z zasadą współżycia społecznego, tzn. jest zwyczajnym szwindlem, oszustwem, poświadczeniem nieprawdy a w konsekwencji jest karalne z kodeksu cywilnego. Fakt ten wynika z tego, że w tych umowach są zapisy na mocy których tylko bank może dowolnie zmieniać wartość kwot do spłaty na przestrzeni całego okresu kredytowania właśnie dzięki indeksacji, natomiast kredytobiorca nie może nic. I to jeszcze nie koniec na tym: bank po wytoczeniu mu sprawy przez kredytobiorcę stosuje mobbing i zastraszanie najmując tzw. radców prawnych którzy nachodzą ludzi w domach z nakazem bankowym, z różnej treści wezwaniami do zapłaty, zastrasza koniecznością rozwiązania umowy i natychmiastowe j spłaty reszty zobowiązania. Pomyślcie tylko, że 700 tys. ludzi jest w chwili obecnej w takiej sytuacji, gdzie radcy prawni są używani do takich podłych i niezgodnych z prawem działań jak mobbing i zastraszanie. To działanie jest nieetyczne w myśl prawniczego kodeksu i jak uczą teraz bardziej doświadczone już kancelarie, podlega ściganiu z ramienia prawa np. poprzez wezwanie Policji. Reasumując, jak myślicie co zrobiło 700 tys. ludzi gdyby osoba która wpakowała ich w to wielkie g...o została nazwana z imienia i nazwiska. Publicznie. Spotkana na ulicy. Bez zbędnego zasłaniania się immunitetem oraz bez możliwości ucieczki za granicę. Ja nie mam wątpliwości. Także mogę sobie wyobrazić nagłówki gazet w PL, Europie i na świecie. Jak naród dokonał publicznego linczu na Premierze demokratycznego kraju oraz Prezesie związku banków w tym kraju. Na BBC i CNN byłby materiał z nagłówkiem - disturbing - czyli sceny drastyczne. Na ZDFie - audycja nie jest wskazana dla dzieci i młodzieży poniżej 18 lat. W USA - program nie jest wskazany dla widzów o słabej psychice i nerwach. Na szczęście żyjemy w - uwaga - normalnym kraju i nikt do tego nie dopuści, a dramat kredytobiorcy to jego dramat, a nie osoby winnej tych wszystkich tragedii rodzin nie potrafiących spłacić tych niespłacanych kredytów, upadłości konsumenckich, chorób psychicznych aż do samobójstw włącznie. W tym kraju przecież rządzi się prawie i sprawiedliwie.
...
Następna strona