Zondacrypto. Ostatnie dni na zgłoszenie roszczeń. Syndyk odsyła setki wniosków

Wierzyciele upadłej giełdy Zondacrypto mają do 27 października czas na zgłoszenie roszczeń. Dotychczas do estońskiego syndyka trafiły wierzytelności o wartości zaledwie 6 proc. wcześniejszych szacunków, a ponad jedna czwarta z około 5 tys. wniosków zawierała błędy. Spóźnialscy ryzykują utratę pierwszeństwa w kolejce po pieniądze, których w masie upadłości na razie jest niewiele.

Ostatni dzwonek dla poszkodowanych w aferze ZondacryptoOstatni dzwonek dla poszkodowanych w aferze Zondacrypto
Źródło zdjęć: © Getty Images | Jakub Porzycki
Karolina Wysota

Wierzyciele BB Trade Estonia, operatora giełdy kryptowalut Zondacrypto, mają niespełna tydzień na zgłoszenie roszczeń syndykowi w Tallinnie. Termin upływa 27 października. Samo zawiadomienie polskiej prokuratury, nawet po uzyskaniu statusu pokrzywdzonego, nie wystarczy, by uczestniczyć w podziale majątku upadłej spółki. To dwa odrębne postępowania.

Pod koniec sierpnia, gdy estoński sąd ogłosił upadłość BB Trade Estonia, syndyk Margus Lentsius szacował wartość potencjalnych roszczeń na ponad 700 mln euro, czyli około 3 mld zł. Tymczasem z informacji, które money.pl uzyskał od Damiana Przybyłowskiego, członka rady wierzycieli spółki, wynika, że dotychczas zgłoszono wierzytelności o wartości od trzydziestu kilku do 43 mln euro. To zaledwie około 6 proc. wcześniejszych szacunków.

Na koniec września roszczenia zgłosiło około 5 tys. wierzycieli. Aż 1350 wniosków zawierało jednak błędy, które uniemożliwiały ich przyjęcie bez uzupełnienia dokumentacji. To ponad jedna czwarta wszystkich zgłoszeń. Syndyk wzywa do usuwania braków, ale część poszkodowanych może nie zdawać sobie sprawy, że ich dokumenty wymagają poprawienia.

Estońskie przepisy przewidują możliwość poprawienia wadliwych zgłoszeń. Syndyk powinien wyznaczyć na usunięcie braków co najmniej dziesięć dni. Jeśli wierzyciel uzupełni dokumenty w terminie, zgłoszenie zachowuje pierwotną datę złożenia. Poprawienie błędów formalnych nie jest jednak gwarancją uznania roszczenia.

Choć w ostatnim czasie liczba nowych zgłoszeń rośnie, dotyczą one coraz mniejszych kwot. Syndyk szacuje, że przy obecnym tempie łączna wartość dochodzonych roszczeń nie przekroczy 50 mln euro.

Spóźnialscy trafią na koniec kolejki. A pieniędzy prawie nie ma

Przekroczenie terminu nie zamyka drogi do dochodzenia należności, ale może znacznie zmniejszyć szanse na odzyskanie pieniędzy. Zgodnie z estońskim prawem upadłościowym spóźnione zgłoszenia mogą zostać uwzględnione. Jeśli jednak termin nie zostanie przywrócony, uznane roszczenia będą zaspokajane dopiero po wierzytelnościach zgłoszonych na czas.

W praktyce spóźniony wierzyciel może więc nie odzyskać ani grosza, nawet jeśli jego roszczenie zostanie uznane. Tym bardziej że nadal nie wiadomo, ile majątku giełdy uda się odzyskać i przeznaczyć na spłatę zobowiązań.

Jak informowaliśmy w money.pl, podczas wrześniowego zgromadzenia wierzycieli wartość majątku zidentyfikowanego przez syndyka wynosiła zaledwie 167 tys. euro, podczas gdy potencjalne zobowiązania liczono w setkach milionów. Znaczna część aktywów, które mogłyby posłużyć do spłaty wierzycieli, pozostaje poza bezpośrednią kontrolą syndyka lub wymaga dalszych ustaleń.

Z odzyskanego majątku trzeba będzie też pokryć koszty postępowania upadłościowego. Te mogą być wysokie, ponieważ poszukiwanie aktywów wymaga współpracy prawników i instytucji z różnych państw. Na razie nie wiadomo więc, ile pieniędzy ostatecznie pozostanie do podziału.

Syndyk odsyła wnioski. Oto najczęstsze błędy

Nawet wierzyciele, którzy zdążyli już wysłać dokumenty, powinni sprawdzić, czy spełniają one wymogi formalne. Z informacji przekazanych money.pl wynika, że problemy dotyczą zarówno sposobu przygotowania zgłoszeń, jak i wyliczania roszczeń.

Jednym z najczęstszych błędów jest brak wymaganego podpisu. Niektórzy poszkodowani wpisują treść zgłoszenia bezpośrednio do wiadomości e-mail zamiast przygotować osobny dokument. Inni nie dołączają dowodów potwierdzających wysokość należności lub pomijają dane umożliwiające identyfikację konta na giełdzie, takie jak login czy przypisany do niego adres e-mail.

Błędy pojawiają się również przy wyliczaniu należności. Część wierzycieli domaga się jednocześnie zwrotu wpłaconych pieniędzy i równowartości kryptowalut zakupionych za te same środki. Przykładowo: osoba, która kupiła bitcoiny za 100 tys. zł, żąda zarówno zwrotu tej kwoty, jak i wartości nabytych aktywów. W ten sposób dwukrotnie dochodzi tej samej należności.

Do syndyka trafiają także żądania zadośćuczynienia za stres, cierpienie czy krzywdę spowodowaną utratą oszczędności. Jak słyszymy, syndyk co do zasady nie zamierza uznawać tego rodzaju roszczeń.

Oszuści oferują pomoc. Żądają pieniędzy i dostępu do komputerów

Zbliżający się termin wykorzystują również osoby oferujące poszkodowanym odpłatną pomoc w przygotowaniu dokumentów. Na grupach internetowych pojawiają się błędne porady dotyczące estońskiej procedury oraz podejrzane oferty usług.

Niektórzy przekonują, że roszczeń nie trzeba przeliczać na euro albo że wystarczy podpisać dokument polskim profilem zaufanym. Inni proponują przygotowanie zgłoszenia za opłatą z góry, np. 200 zł przekazane BLIK-iem. Zdarzają się też żądania udostępnienia zdalnego pulpitu komputera, co może narazić poszkodowanych na kolejną utratę pieniędzy lub ujawnienie poufnych danych.

Zgłoszenie wierzytelności można jednak przygotować samodzielnie. Korzystanie z płatnej pomocy prawnej nie jest obowiązkowe, choć w bardziej skomplikowanych sprawach może okazać się przydatne.

Syndykiem BB Trade Estonia jest Margus Lentsius z kancelarii Advokaadibüroo Lentsius & CASUS w Tallinnie. Korespondencję dotyczącą postępowania można kierować na adres haldur@lentsius.ee. Dane syndyka oraz szczegóły procedury potwierdzają oficjalne komunikaty Ministerstwa Sprawiedliwości i Prokuratury Krajowej.

Wybrane dla Ciebie