Polska mówi gromkie "nie". Spór o pieniądze z ETS

Polska może zablokować unijny budżet na lata 2028–2034, jeśli część jego dochodów miałaby pochodzić z systemu handlu emisjami CO2 – informuje RMF FM. Komisja Europejska chce przekazywać do wspólnej kasy 30 proc. wpływów z aukcji uprawnień. Dla Polski oznaczałoby to około 1,14 mld euro rocznie.

Polska mówi gromkie "nie". Spór o pieniądze z ETSPolska mówi gromkie "nie". Spór o pieniądze z ETS
Źródło zdjęć: © getty images | Dominika Zarzycka, Frank Herrmann | ZipZapic.com
Magda Żugier

Komisja Europejska proponuje, aby 30 proc. wpływów z aukcji uprawnień do emisji CO2, które obecnie trafiają do państw członkowskich, zasilało budżet Unii. Według szacunków KE nowe źródło dochodów przynosiłoby średnio 9,6 mld euro rocznie w latach 2028–2034.

Przy założeniu, że Polska uzyskuje rocznie 3,8 mld euro z aukcji uprawnień, przekazanie 30 proc. tej kwoty oznaczałoby około 1,14 mld euro rocznie dla budżetu UE. Pieniądze, które obecnie pozostają w krajowym systemie finansowania, trafiałyby więc częściowo do wspólnej kasy.

Polski rząd stanowczo sprzeciwia się tej propozycji. Jak wynika z nieoficjalnych informacji RMF FM, Warszawa nie zamierza poprzeć rozwiązania nawet w przypadku złagodzenia jego warunków. Jeden z polskich dyplomatów miał przekazać rozgłośni, że stanowisko Polski jest jednoznaczne, a brak porozumienia może doprowadzić do zablokowania całego budżetu.


DLA CIEBIE
Biznes od środka x Mbank

Prezydencja irlandzka zaproponowała w sobotę stopniowe dochodzenie do pełnej, 30-procentowej stawki dla państw korzystających z Funduszu Modernizacyjnego, wspierającego transformację energetyczną. Polska nie chce jednak zaakceptować takiego rozwiązania.

Rząd wskazuje na koszty transformacji energetycznej

ETS jest dla Polski szczególnie wrażliwą kwestią ze względu na strukturę krajowej energetyki i koszty transformacji. System handlu emisjami jest wskazywany jako jeden z czynników wpływających na ceny energii. Według danych przywołanych w materiale koszty pośrednio związane z ETS odpowiadają za około 16 proc. końcowej ceny prądu na rachunku gospodarstwa domowego.

Wiceminister spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki podkreślał w rozmowie z RMF FM, że Polska nie chce przekazywać dochodów z ETS do budżetu UE. Argumentował, że proponowany mechanizm może relatywnie mocniej obciążyć mniej zamożne państwa, które ponoszą jednocześnie wysokie koszty transformacji energetycznej.

Polski sprzeciw dotyczy jednak tylko części proponowanych nowych źródeł dochodów. Warszawa popiera opłatę graniczną uwzględniającą emisje CO₂ oraz jest zainteresowana wkładem od dużych przedsiębiorstw. Zastrzeżenia ma natomiast do opłaty od niezbieranych elektroodpadów, a także do propozycji dotyczącej części wpływów z akcyzy tytoniowej.

Spór może skomplikować negocjacje budżetowe

Dodatkową przeszkodą może być stanowisko prezydenta Karola Nawrockiego, który krytykuje system ETS i opowiada się za rozpoczęciem przez UE procesu odchodzenia od niego. Ewentualne porozumienie dotyczące nowych zasobów własnych Unii wymaga jednomyślności państw członkowskich, a następnie krajowych procedur zatwierdzających. W Polsce oznaczałoby to konieczność przyjęcia ustawy przez parlament i podpisu prezydenta.

W rezultacie rząd Donalda Tuska musiałby liczyć się nie tylko z negocjacjami na forum UE, ale także z krajowym sporem o przyszłość systemu handlu emisjami. Jak czytamy, przyjęcie rozwiązania przewidującego przekazywanie części wpływów z ETS do unijnego budżetu mogłoby spotkać się ze sprzeciwem zarówno rządu, jak i prezydenta, choć z odmiennych powodów.

Komisja Europejska argumentuje, że nowe źródła dochodów są potrzebne do sfinansowania przyszłego budżetu i ograniczenia presji na składki państw członkowskich. Komisarz ds. budżetu Piotr Serafin wskazuje, że alternatywą dla nowych zasobów własnych byłoby zwiększenie składek krajowych. Ostateczne rozstrzygnięcia dotyczące budżetu na lata 2028–2034 nie zapadną jednak podczas najbliższego szczytu.

Wybrane dla Ciebie