Polacy na saksach w firmach technologicznych. Jest tęsknota, nie ma mowy o powrocie

Wśród polskiej emigracji rośnie tzw. diaspora technologiczna. To wynalazcy, naukowcy, twórcy startupów, którzy wyjeżdżają dla przygody i w poszukiwaniu możliwości rozwoju. Nie mają kompleksów, że pochodzą z Polski, choć czasem słyszą: "Polak? Polak powinien wyglądać inaczej".

Kim są Polacy, którzy pracują za granicą w innowacyjnych firmach? Większość z nich to bezdzietni 30-40-latkowie związani z IT.
Źródło zdjęć: © materiały własne | Materiały własne
Marcin Łukasik

Osoby o polskich korzeniach tworzyły takie marki jak Apple (Steve Wozniak) czy YouTube (Susan Wojcicki). Za sukcesem giganta handlu internetowego – Wish – stoi Peter Szulczewski, a swój udział w starcie rakiety Falcon Heavy firmy Space X miał programista Piotr Czajka.

Muzeum Emigracji w Gdyni i fundacja PLUGin zbadały, kim są Polacy, którzy pracują zagranicą w innowacyjnych firmach. Większość z nich to bezdzietni 30-, 40-latkowie związani z IT.

Szef… czegoś tam

Michał Gromek, z pochodzenia gdańszczanin, po skończeniu studiów zaczął pracę w samorządzie terytorialnym. - Byłem w zespole, który przyjmował wizyty zagranicznych inwestorów. Moje wynagrodzenie było tak niskie, że jak musiałem zapłacić rachunek za gaz po zimie, to nie miałem nawet środków na oddanie butów do szewca – opowiada.

Obejrzy: Twórcy startupów nie odkładają na emeryturę

- Potem trafiłem do prywatnej firmy, w której czuć było powiew lat 90-tch: miks szklanego sufitu, braku motywacji ze strony pracodawcy, długie godziny pracy bez płacenia nadgodzin oraz brak liderów. To wybiło mnie z orbity - dodaje.

Pan Michał znalazł ofertę pracy w Niemczech w firmie Rocket Internet, która pomaga innym przedsiębiorstwom wystartować na cyfrowym rynku. - Zadzwoniłem do ich działu HR, powiedziałem, że mam kwalifikacje. Poinformowałem ich, że będę za dwa dni w Berlinie i kiedy możemy się spotkać. I dostałem pracę – wspomina.

Michał Gromek pracuje w szwedzkim startupie
© materiały własne | Juliana Wiklund

Potem jego firma została przejęta przesz szwedzkich inwestorów, a pan Michał przeprowadził się z Berlina do Sztokholmu (gdzie zresztą mieszka do dziś). Kilka razy zmieniał zajęcia, m.in. w Malezji szkolił urzędników tamtejszej Komisji Nadzoru Finansowego. Dziś wykłada na uczelni i pracuje w szwedzkim startupie, który zajmuje się kryptowalutami.

- Moje stanowisko to Head of Compliance and Operations. Długa i zabawna nazwa jak na pracę w 10-osobowej firmie. Mój znajomy nazwał swoje stanowisko "Chief of Whatever" (szef czegoś tam – przyp. red.) – mówi pan Michał. W praktyce sprawdza, skąd pochodzą pieniądze użytkowników i partnerów, z którymi współpracuje jego organizacja.

Pytamy, czy w Szwecji czuje się jak u siebie. - Podczas jednego ze spotkań biznesowych pewna miła pani powiedziała: "pan nawet nie wygląda jak Polak". Zapytałem, jak według niej wygląda Polak. Odpowiedziała: "inaczej". Przytacza też inną historię: na spotkaniu ktoś wypalił "dobrze, że są tu Szwedzi i możemy porozmawiać po szwedzku", gdy wtrąciłem, że jestem z Polski, jegomość zrobił się czerwony. - Myślę, że każdy kraj ma ukrytą ksenofobię - mówi.

Sześć wizyt w banku

W badaniu dotyczącym polskiej e-diaspory zapytano ankietowanych, czy myślą o powrocie do ojczyzny. Odpowiedzi podzieliły się niemal równo po połowie. Pani Anna Paczkowska, product manager w firmie IT w Madrycie, raczej nie spieszy się z powrotem.

Anna Paczkowska przekonała się, ile prawy jest w słowach "życie jak w Madrycie".
© materiały własne | Materiały własne

- Wracając ze studiów w Australii, poznałam w samolocie Włoszkę, która powiedziała mi o fajnej międzynarodowej firmie robiącej oprogramowanie dla branży turystycznej, która zatrudnia dużo obcokrajowców. Zaaplikowałam i po kilku miesiącach byłam w Madrycie – mówi pani Anna.

Początki życia w Hiszpanii nie były kolorowe. Pani Anna przyznaje, że dużym problemem była biurokracja i bariera językowa - w urzędach nie załatwi się niczego bez znajomości hiszpańskiego. Wspomina, że gdy podpisywała umowę o pracę dostała całą listę rzeczy do załatwienia, wśród nich - założenie konta w banku, do czego potrzebny był numer NIE (odpowiednik NIP-u dla obcokrajowców.

- Gdy już dostałam numer, poszłam do największego banku w Hiszpanii, licząc na minimum formalności. Tymczasem aby mieć aktywne konto, z dostępem online i kartą, potrzebowałam sześciu osobistych wizyt - opowiada. Wyzwaniem, gdy nie pomoc pracodawcy, mogłoby też być znalezienie mieszkania. Wiele lokali podnajmowanych jest na czarno. Z powodu specyficznej zabudowy Madrytu normą są pokoje bez okien.

- Pierwszy dzień w pracy był sporym szokiem kulturowym. Przede wszystkim, po przekroczeniu progu firmy pani z działu HR zamiast podać mi rękę, pocałowała mnie w policzek. Dwa razy. Coś całkowicie nie do pomyślenia w Polsce. Później poznałam mojego szefa, który zabrał mnie na kawę i opowiadał o tym, co będę robić. Hiszpanie to bardzo mili ludzie i zapewnili mi miękkie lądowanie - wspomina pani Anna.

Zapuszczanie korzeni

Wielka Brytania to najczęstszy kierunek dla polskiej e-diaspory (na drugim miejscu są Niemcy, a trzecim Stany Zjednoczone). Aleksandra Pędraszewska mieszka w Londynie od 2013 roku. Skończyła studia na uniwersytecie w Cambridge. W 2017 roku założyła startup VividQ, który tworzy oprogramowanie dla wyświetlaczy holograficznych.

Aleksandra Pędraszewska założyła w Londynie własną firmę technologiczną
© materiały własne | materiałe własne

Pani Aleksandra mówi, że na początku musiała się mierzyć typowymi wyzwaniami młodego przedsiębiorcy: skąd zdobyć pieniądze, jak sprawić, by firma rosła. - Nie powiem, aby było mi trudniej tylko dlatego, że jestem Polką. Londyn to europejskie miasto. Otoczenie jest międzynarodowe. W świecie biznesów technologicznych nikt nie zwraca uwagi na to, skąd pochodzisz – dodaje.

Dziś jej firma zatrudnia 15 osób, zarejestrowała 2 patenty i zebrała 12 mln złotych od inwestorów. Założycielka VividQ przyznaje, że często myśli o Polsce.

- Brexit trochę daje w kość. Do tego dochodzi tęsknota. Ale na razie nie planuję wracać. Mam brytyjski paszport, zapuszczam korzenie – kwituje nasza rozmówczyni.

Kim czują się Polacy, którzy pracują zagranicą? Większość (67,5 proc.) odpowiada, że Polakiem lub Polką. Co jedenasta osoba czuje się Europejczykiem, a 5 proc. respondentów deklaruje podwójną narodowość.

Masz newsa? Wyślij go do nas przez dziejesie.wp.pl

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"
Cła na pomagających Grenlandii. Kallas: Chiny i Rosja muszą się świetnie bawić
Cła na pomagających Grenlandii. Kallas: Chiny i Rosja muszą się świetnie bawić
Trump zamierza kupczyć miejscami w Radzie Pokoju. Po 1 mld dol za członkostwo
Trump zamierza kupczyć miejscami w Radzie Pokoju. Po 1 mld dol za członkostwo
Umowa z Mercosuru. Dla nich to korzystny układ
Umowa z Mercosuru. Dla nich to korzystny układ
Umowa UE z Mercosurem podpisana. Polski minister: to nie koniec walki
Umowa UE z Mercosurem podpisana. Polski minister: to nie koniec walki
"Najlepsza praca na świecie". Przez 60 lat był dyrektorem
"Najlepsza praca na świecie". Przez 60 lat był dyrektorem
Trump grozi cłami ośmiu europejskim państwom. Za postawę wobec Grenlandii
Trump grozi cłami ośmiu europejskim państwom. Za postawę wobec Grenlandii
Awantura wokół Jantar Unity. Rząd reaguje na krytykę
Awantura wokół Jantar Unity. Rząd reaguje na krytykę
"Jasny sygnał dla świata". Umowa UE z Mercosurem podpisana
"Jasny sygnał dla świata". Umowa UE z Mercosurem podpisana