Pułapka w nowych przepisach o panelach? Minister zachwala, eksperci widzą spore ryzyko

Ministerstwo Energii opublikowało projekt nowelizacji rozporządzenia sieciowego, który przyznaje operatorom sieci dystrybucyjnych szerokie uprawnienia do zdalnego monitorowania, ograniczania i odłączania przydomowych instalacji fotowoltaicznych. Branża OZE alarmuje.

Ministerstwo Miłosza Motyki pracuje nad nowymi przepisamiMinisterstwo Energii Miłosza Motyki pracuje nad nowymi przepisami, w kółkach: Piotr Pająk i Jakub Wiech
Źródło zdjęć: © East News | Filip Naumienko, PIOTR KAMIONKA, REPORTER
Robert Kędzierski

Minister energii Miłosz Motyka pokazał projekt nowego rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków funkcjonowania systemu elektroenergetycznego. Dokument przewiduje objęcie mikroinstalacji fotowoltaicznych o mocy powyżej 0,8 kW obowiązkiem umożliwienia ich zdalnego monitorowania i sterowania.

W praktyce oznacza to, że właściciel paneli słonecznych będzie musiał udostępnić swój falownik, czyli serce systemu fotowoltaicznego, podmiotowi zewnętrznemu - spółce dystrybucyjnej. Uzyska ona prawo do regulowania pracy instalacji. W tym do jej wyłączenia - bez zgody właściciela.

Kosmetyczna zmiana czy przewrót?

Piotr Pająk, redaktor naczelny serwisu Gramwzielone.pl, w komentarzu dla money.pl ocenia, że nowe przepisy zmienią bardzo dużo.

Przyjęcie przepisów przygotowanych przez Ministerstwo Energii będzie skutkować nadaniem bardzo szerokich uprawnień operatorom sieci dystrybucyjnej w zakresie kontroli i sterowania pracą mikroinstalacji fotowoltaicznych i magazynów energii należących do prosumentów.

Ostre słowa o doradcach. Premiera Biznes Klasy o 17:00

Pająk wskazuje, że nowe przepisy tłumaczone są wzrostem wpływu fotowoltaiki na pracę sieci elektroenergetycznych, nad których bezpieczeństwem musi czuwać nie tylko operator systemu przesyłowego PSE, ale także operatorzy sieci dystrybucyjnych. Zaznacza jednak, że właściciele fotowoltaiki mają powody do obaw.

- Nowe przepisy w zaproponowanym kształcie mogą umożliwić bardzo szeroką ingerencję operatorów w domowe systemy energetyczne prosumentów. Uwzględniona w projekcie możliwość zdalnego sterowania pracą mikroinstalacji przez operatorów czy wręcz odłączania mikroinstalacji od sieci podważa sens inwestycji prosumentów w domową fotowoltaikę i magazyny energii - tłumaczy.

Nasz rozmówca zwraca też uwagę na konkretny, wzbudzający wątpliwości w branży wymóg instalowania urządzeń przez operatorów w domach prosumentów.

- Zaproponowane przepisy budzą w branży wiele wątpliwości i pytań. Problematyczną kwestią jest między innymi przewidziane w projekcie instalowanie przez operatorów sieci w domach prosumentów urządzeń, za pomocą których operatorzy będą monitorować pracę mikroinstalacji. Ingerencja w domowe mikroinstalacje przez pracowników operatorów sieci może utrudnić serwisowanie i diagnostykę tych systemów, a także uniemożliwiać egzekwowanie gwarancji - uważa.

Kto będzie objęty nowymi wymogami i co będzie musiał zapewnić

Zgodnie z projektem rozporządzenia, tak zwane moduły wytwarzania energii typu A, czyli prosumenckie instalacje o mocy od 0,8 kW do 50 kW, muszą zapewnić operatorowi możliwość zdalnej regulacji mocy czynnej i biernej, regulacji współczynnika mocy, a także rejestracji i eksportu danych pomiarowych. Urządzenie umożliwiające tę komunikację zainstaluje u prosumenta sam operator sieci dystrybucyjnej.

Właściciel instalacji będzie zobowiązany udostępnić do tego celu port komunikacyjny oraz zapewnić zasilanie dla urządzenia operatora z własnej domowej instalacji elektrycznej. Projekt nakłada też na falowniki obowiązek posiadania niemodyfikowalnego rejestru co najmniej 500 ostatnich zmian parametryzacji wraz z datami ich wprowadzenia. Termin dostosowania instalacji typu A i B do nowych wymogów wyznaczono na 1 stycznia 2028 r., a samo rozporządzenie ma wejść w życie 7 września 2026 r.

Jakub Wiech, dziennikarz specjalizujący się w tematyce energetycznej, prowadzący podkast Elektryfikacja, w rozmowie z money.pl wskazuje, że projekt wzbudza uzasadniony niepokój właścicieli instalacji PV.

Z projektu rozporządzenia wynika, że instalacje fotowoltaiczne o mocy większej niż 800 watów muszą umożliwić monitoring, nadzór i zarządzanie swoją pracą. Oznacza to de facto przeniesienie kontroli nad instalacją na podmiot trzeci - tym podmiotem jest operator systemu dystrybucyjnego. Będzie on mógł regulować moc czynną, bierną, współczynnik mocy oraz pobierać dane dotyczące pracy instalacji. Wszystko to będzie odbywać się za pomocą specjalnie instalowanego urządzenia, któremu właściciel instalacji fotowoltaicznej musi zapewnić port komunikacyjny i zasilanie - ocenia.

Kiedy operator może odłączyć instalację i co to oznacza dla właścicieli

Projekt rozporządzenia wprost przewiduje prawo operatora do odłączenia instalacji od sieci w kilku przypadkach. Może to nastąpić, gdy:

  • instalacja nie spełnia wymagań technicznych,
  • gdy jej praca zagraża bezpieczeństwu sieci,
  • gdy właściciel odmówi zainstalowania urządzenia kontrolnego operatora, dokona jego demontażu lub ingerencji w jego działanie,
  • gdy właściciel nie wykona polecenia operatora dotyczącego ograniczenia produkcji lub gdy dojdzie do przerwania komunikacji między instalacją a systemami operatora.
To wszystko sprawia, że użytkownicy fotowoltaiki mogą czuć się niepewnie co do pracy tych urządzeń - w polskim systemie energetycznym, bardzo nisko nasyconym magazynami energii, typowym zjawiskiem jest bowiem nadpodaż w produkcji prądu. Użytkownicy PV mogą zatem obawiać się, że operatorzy systemów dystrybucyjnych, czyli w przygniatającej większości spółki państwowe, będą działać zapobiegawczo i ograniczać pracę fotowoltaiki, obniżając też rentowność instalacji, a nawet utrudniając funkcjonowanie gospodarstwom domowym, które produkują energię na poczet np. ładowania swoich magazynów lub samochodów elektrycznych - ocenia Wiech.

Jak podkreśla, resort energii tłumaczy, że z takich narzędzi będzie korzystać tylko w sytuacjach kryzysowych, przywołując doświadczenia blackoutu w Hiszpanii czy Portugalii. Sytuacja Polski nie jest jednak taka sama jak w tych krajach. - Dobrze byłoby skorygować nadchodzące przepisy, na przykład podnosząc pułap mocy dla urządzeń objętych taką kontrolą operatorską, albo klarując, w jakich przypadkach operatorzy mogą sięgać po te narzędzia - mówi ekspert w rozmowie z money.pl.

Minister broni zmian. "Tylko w sytuacjach kryzysowych"

Resort energii zapewnia, że nowe przepisy nie są wymierzone w prosumentów. "Projekt nowego rozporządzenia systemowego absolutnie nie ma na celu ograniczenia rozwoju fotowoltaiki czy magazynów energii. W przepisach nie znajdzie się jakakolwiek ingerencja w instalacje prosumenckie" - czytamy w komunikacie zamieszczonym w mediach społecznościowych.

"Przepisy zostały poddane konsultacjom społecznym, a ich ewentualne stosowanie jest brane pod uwagę wyłącznie w najpoważniejszych sytuacjach kryzysowych. Uwzględnione zostaną także uwagi zgłaszane przez stronę społeczną. Sama propozycja rozporządzenia jest oparta na doświadczeniach z blackoutów, które miały miejsce w Hiszpanii i Portugalii. Najważniejszym celem proponowanych przepisów jest znacząca poprawa bezpieczeństwa pracy systemu elektroenergetycznego i zminimalizowanie ryzyka blackoutów w Polsce" - wskazuje ministerstwo.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że już samo dostosowanie instalacji do wymogów rozporządzenia może być bardzo kosztowne dla prosumentów. Przepisy nie są więc neutralne nawet dla właścicieli wytwarzających bardzo mało energii.

Wybrane dla Ciebie