Dlaczego w Hiszpanii prąd jest tańszy niż w Niemczech? Wyjaśniamy
Europa debatuje, jak przejść przez kryzys energetyczny związany z wojną w Iranie. Tymczasem Hiszpania się chwali: u nas prąd jest tani, bo odrobiliśmy lekcję z OZE. Czy niskoemisyjne źródła to gwarancja niskich cen? Odpowiedź nie jest prosta.
Unijny komisarz ds. energii Dan Jørgensen wezwał rządy krajów UE do przygotowania planów ochrony przed kryzysem energetycznym. – Chociaż w UE nie ma bezpośrednich niedoborów ropy naftowej i gazu ziemnego, obserwujemy ograniczenia na rynku niektórych produktów, zwłaszcza oleju napędowego i paliwa lotniczego – mówił jeszcze kilka dni temu.
Dodał jednak, że 30 dni konfliktu w Iranie zwiększyło unijne wydatki na import paliw kopalnych o 14 mld euro i że nie ma co liczyć, że kryzys nas ominie. Przywołał też rekomendacje Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) – m.in. ograniczenie podróży samochodami, samolotami, oszczędzanie domowej energii, a nawet pracę z domu.
Tanio jak w Hiszpanii?
Europa od początku wojny na Bliskim Wschodzie szuka recepty, by jak najmniej odczuć jej skutki w dziedzinie energetyki. Kiedy w drugiej połowie marca debatowano nad tym w Brukseli, premier Pedro Sánchez oświadczył, że Hiszpania stawia na dalszy rozwój OZE, bo to pozwala jej mieszkańcom i przedsiębiorcom mniej odczuć podwyżki cen. Według zajmującego się energią think tanku Ember, w pierwszym półroczu 2025 r. Hiszpania wytwarzała 56 proc. energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i w rankingu procentowego udziału OZE w miksie jest 12. w UE.
Niemcom grozi bankructwo. Ceny paliwa osiągnęły rekord. 10,64 za litr
– W zeszłą sobotę cena za megawatogodzinę energii elektrycznej w Hiszpanii wynosiła 14 euro, podczas gdy we Włoszech, Niemczech i Francji konsumenci płacili ponad 100 euro. Ta różnica w cenie nie była wynikiem przypadku, ale raczej tego, że ten rząd spędził ostatnie osiem lat, pracując nad tym, aby być liderem we wdrażaniu energii odnawialnej – mówił Sánchez.
Sceptycy odnawialnych źródeł ruszyli z kontrprzykładami i nie trzeba było szukać daleko. Z tego samego zestawienia Ember wynika, że Niemcy mają jeszcze większy udział OZE w produkcji energii, bo 59 proc. i są 10. w rankingu UE. Tymczasem mają jedne z najwyższych cen rynkowych, jak i tych dla odbiorców końcowych.
Oprócz Niemiec najwyższe rynkowe ceny energii elektrycznej w pierwszym półroczu 2025 r. (to najnowsze dostępne dane Eurostatu - przyp. red.) odnotowano w Belgii i Danii. Najniższe – na Węgrzech, Malcie i w Bułgarii. Za to ceny dla gospodarstw domowych najwyższe były w Czechach, Polsce i we Włoszech. Najniższe: na Malcie, Węgrzech i w Finlandii. Hiszpania jest w środku stawki. W niemieckim miksie energetycznym dominuje energetyka wiatrowa (ok. 30 proc.) i rośnie udział fotowoltaiki (ok. 17 proc.).
Jak podsumowała Rada Unii Europejskiej: "(...) udział energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych mieści się w przedziale od 96 proc. do 15 proc. Wynika to z warunków geograficznych, posiadanych zasobów naturalnych (np. złóż węgla lub gazu), struktury gospodarki oraz z wyborów politycznych (np. podejścia do energii jądrowej) danego państwa".
Co z tymi cenami?
Ustalmy najpierw, co oznaczają "ceny". Premier Hiszpanii nie mówił bowiem o cenach dla odbiorców końcowych. Podawane w megawatogodzinach wartości odnoszą się do cen na rynku hurtowym spot (gdzie kontrakty na energię zawierane są z jednodniowym wyprzedzeniem). Ceny dla odbiorców liczone są zwykle w kilowatogodzinach. Ceny na giełdzie różnią się zaś od siebie nawet w ciągu dnia: rosną w szczytach zapotrzebowania i jeśli brakuje wtedy najtańszego źródła wytwarzania energii, czyli OZE, system sięga po droższe źródła.
Tu kolejne pojęcie: mechanizm merit order, który jest kluczowy w kształtowaniu się cen w UE. Jest też powszechny dla większości rynków energii na świecie. To mechanizm, w którym cena energii nie wynika ze średniego kosztu jej produkcji, lecz z kosztu najdroższej jeszcze potrzebnej elektrowni w danej strefie rynku (np. w Polsce, Niemczech czy Hiszpanii), przy uwzględnieniu dostępnych połączeń transgranicznych. To tzw. cena krańcowa (marginal pricing), która staje się punktem odniesienia dla wszystkich transakcji zawieranych na tym rynku.
Mówiąc prościej: załóżmy, że w osiedlowym warzywniaku mamy trzy rodzaje pomidorów: takie za 3 zł/kg, 5 zł/kg oraz 10 zł/kg. Te pierwsze wyprzedały się z samego rana i nie będzie już dziś dostawy, te drugie kończą się koło południa. Oznacza to, że po południu cenę pomidorów dla wszystkich klientów wyznaczają te najdroższe. Jeśli więc na pokrycie dziennego zapotrzebowania energii wystarczą tanie źródła (np. dużo wiatru i słońca) – ceny są niższe, jeśli trzeba uruchomić drogie źródła (węgiel, a potem najdroższy z nich wszystkich gaz) – ceny rosną.
Od wybuchu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku UE ograniczyła zależność od rosyjskich surowców energetycznych. Problem w tym, że zależność od gazu nie zniknęła, lecz zmieniła kierunek. Dziś Europa bazuje na dostawach z Norwegii i – przede wszystkim – USA. Niemcy pozyskują ze Stanów Zjednoczonych ok. 96 proc. LNG, co zwiększa ich zależność od amerykańskich dostaw (i podwyżek). LNG jest paliwem przejściowym w procesie dekarbonizacji (w wielu godzinach, gdy produkcja z wiatru i słońca jest niewystarczająca, to właśnie elektrownie gazowe są ostatnią potrzebną technologią do pokrycia popytu i wtedy ich koszt ustala cenę dla całego rynku). Niemniej to, co dziś dzieje się w Cieśninie Ormuz, pokazuje, jak uzależnienie od importu może wpędzić Europę w kryzys. Przez cieśninę trafia do nas wprawdzie tylko ok. 6 proc. LNG, lecz – jak mówią eksperci – i tak wkrótce będziemy konkurować o gaz z zależną od przesyłu przez Ormuz Azją.
Hiszpania robi to dobrze?
Liczy się więc nie tylko udział OZE, ale też to, jak bardzo gospodarce uda się odciąć od drogich, importowanych źródeł kopalnych, na których ceny wpływają m.in. konflikty. Dane Ember, na które powołuje się serwis Carbon Brief, pokazują, że Hiszpania odcina się od gazu coraz mocniej. Jeszcze w 2021 r. ceny energii elektrycznej były tam wyższe niż koszt energii gazowej przez 52 proc. godzin w roku, ale do 2026 r. odsetek ten spadł do 15 proc. godzin!
Ember analizował szerzej przykład Hiszpanii i to, jak energia wiatrowa i słoneczna mogą pomóc krajowi uniezależnić się od wahań cen paliw kopalnych. W ciągu ostatnich kilku lat znacząco zwiększono tam moce wytwórcze energii odnawialnej – między grudniem 2019 a czerwcem 2025 roku aż o 40 GW (głównie z energii słonecznej i wiatrowej). To więcej niż w jakimkolwiek innym kraju UE z wyjątkiem Niemiec. Zanim rząd Pedro Sáncheza ruszył z transformacją energetyczną, Hiszpania miała jedne z najwyższych cen energii na kontynencie. Do 2025 roku wypracowano taki model, by były one o ponad 30 proc. niższe od średniej europejskiej.
Częściowo stabilność tego systemu gwarantują oczywiście słoneczne hiszpańskie niebo i silne wiatry. W Niemczech produkcja z OZE na średnim poziomie jest zbliżona do Hiszpanii, w czasie rzeczywistym jednak bardzo się waha – może wynieść 70 proc., ale może być też znacznie niższa i wtedy jest uzupełniana węglem brunatnym, kamiennym czy gazem. Ponadto hiszpańska sieć energetyczna jest stosunkowo odizolowana, co sprawia, że jest mniej podatna na wstrząsy rynkowe niż niemiecka i łatwiej jej też odizolować wpływ cen gazu od ceny całościowej.
Za co płacimy?
Także jeśli chodzi o końcowe ceny prądu, różnice między krajami europejskimi są znaczące. – Odbiorcy końcowi nie płacą wyłącznie za dostarczoną energię – podkreśla Tobiasz Adamczewski, wiceprezes Forum Energii. – W rachunku znajdują się również opłaty, np. mocowa, OZE czy kogeneracyjna, które wspierają rozwój nowych mocy, w tym źródeł gazowych, magazynów energii i źródeł odnawialnych. Dużą część rachunku stanowi także koszt dystrybucji energii, który wspiera utrzymanie i rozwój infrastruktury sieciowej. Do tego dochodzą podatki – wylicza ekspert.
Udział samych podatków i opłat w rachunkach gospodarstw domowych w Unii wynosił w pierwszej połowie 2025 r. średnio ok. 27 proc. (ale były też wartości ujemne, np. w Luksemburgu, Holandii i Irlandii ze względu na subsydia).
Na cenę wpływają też koszty produkcji, w tym ceny samych paliw oraz uprawnień do emisji CO2 w systemie ETS. Istotne są koszty sieci przesyłowych, magazynów i infrastruktury oraz bilansowania systemu. W Polsce znamy mechanizm ujemnych cen energii wytworzonej z OZE. Oznaczają, że produkcja energii z danego źródła jest zbyt duża w stosunku do możliwości sieci, więc by jej nie marnować, trzeba spowolnić produkcję, eksportować lub magazynować. Doświadcza tego także Hiszpania: magazyny energii, których wciąż jest tam za mało, też wpływają na jej 12. miejsce w europejskim rankingu, co mieszkańcy zresztą pośrednio odczuli podczas blackoutu w kwietniu 2025 r.
– W celu obniżania cen energii w systemie, gdzie jest duży udział źródeł odnawialnych, należy zwiększać elastyczność systemu, czyli skorelowanie poboru taniej energii z OZE w godzinach jej wytwarzania, np. w słoneczne i wietrzne dni – tłumaczy Tobiasz Adamczewski. Z analizy Forum Energii wynika np., że w Polsce korzystanie z taryf dynamicznych mogłoby oszczędzić odbiorcom nawet 40 proc. w rachunkach za prąd w porównaniu z taryfą G11 (grupa G to taryfy dla gospodarstw domowych – red.). – Bez źródeł odnawialnych nie byłoby takiej możliwości – podkreśla ekspert.
Słońce i wiatr nie utkną w Cieśninie Ormuz
– Odnawialne źródła energii przyczyniają się do obniżania hurtowych cen energii. Widać to chociażby na przykładzie Polski. Na wykresie "Udział OZE w produkcji a ceny energii elektrycznej na RDN" obserwujemy bezpośrednią korelację – podkreśla wiceprezes Forum Energii. Z modelowania, jakie prowadzi jego think tank, wynika, że w latach 30., gdy udział OZE w produkcji energii przekroczy w Polsce 60 proc., koszt jej wytwarzania spadnie z obecnych ok. 500 zł/MWh do ok. 400 zł/MWh. – Rozwój OZE może też przyczynić się do obniżenia kosztów energii dla odbiorców końcowych, ale ostateczny efekt zależy także od polityki wsparcia, podatków i doboru źródeł – dodaje Adamczewski.
Dave Jones, główny analityk Ember, podkreślił z kolei w rozmowie z Politico, że inne europejskie kraje mogą powtórzyć podejście Hiszpanii m.in. poprzez rozbudowę potencjału elektrowni wiatrowych na Morzu Północnym lub wykorzystanie potencjału geotermalnego Europy Środkowej. Niemniej, przyznał: – Hiszpania jest o krok przed innymi.
Oprócz cen chodzi tu bowiem po prostu o bezpieczeństwo energetyczne, co podkreślił niedawno niemiecki minister środowiska Carsten Schneider, domagając się przyspieszenia rozwoju OZE w swoim kraju. Sara Aagesen, ministra ds. transformacji ekologicznej w hiszpańskim rządzie, w rozmowie z Politico powiedziała zaś: – Musimy nadal przyspieszać transformację, ponieważ jedno jest niezaprzeczalne: ani słońce, ani wiatr nie mogą zostać zablokowane w Cieśninie Ormuz.
Aleksandra Majda, vice president ESG Impact Network, ekspertka ds. zrównoważonego rozwoju