Kryzys w Azji to ostrzeżenie dla Europy. Ekspert: będziemy konkurować o gaz
Azja mocno oberwała rykoszetem w wyniku wojny w Iranie. Rządy nakładają limity na paliwa, mieszkańcom coraz trudniej jest zdobyć niezbędne w ich kuchniach butle z gazem. Kryzys paliwowy szybko i nieuchronnie przeradza się w kryzys elektroenergetyczny. Co to oznacza dla Europy i czego nas to uczy?
Azja jest potężnym importerem paliw kopalnych z Zatoki Perskiej. Trafia do niej ok. 60 proc. bliskowschodniej ropy naftowej i 80 proc. skroplonego gazu ziemnego (LNG). Japonia np. transportuje tędy ok. 93 proc. całego swojego importu ropy naftowej. Korea Południowa – ok. 70 proc. ropy naftowej i 20 proc. LNG. Dla porównania: do Europy przez Ormuz trafia ok. 6 proc. LNG, co jednak długofalowo i tak może nas nie uchronić przed kryzysem.
Końca konfliktu bowiem nie widać. Pomimo pierwszych od tygodni słów prezydenta USA o tym, że rzekomo toczą się "produktywne rozmowy" z Iranem.
W trakcie tej trwającej 25 dni wojny celem została infrastruktura energetyczna regionu. Iran przeprowadził atak z powietrza na katarskie zagłębie produkcji gazu LNG w Ras Laffan. Jak informował koncern QatarEnergy, odpowiedzialny za 20 proc. światowej produkcji i eksportu LNG, irańskie ataki zdążyły uszczuplić potencjał eksportowy kraju już o 17 proc.
Zatankowaliśmy na rządowej stacji paliw. Tyle zapłaciliśmy
Azja racjonuje paliwo i wyłącza klimatyzację
O gazie rozpisują się media na całym świecie. Także dlatego, że przerwanie ciągłości jego dostaw uderzyło natychmiast i wprost w obywateli. W Indiach, Pakistanie, Bangladeszu, Nepalu, Sri Lance czy Tajlandii LPG jest kluczowym paliwem do codziennego gotowania. Jak relacjonował niedawno brytyjski "The Guardian", mieszkańcy Indii stoją w kolejkach po butle z gazem i często czekają na nie kilka dni.
Skok cen ropy naftowej zwiastuje podwyżki cen żywności, transportu oraz pozyskiwanej głównie z paliw kopalnych energii elektrycznej. Od Nowego Delhi po Bangkok rządy przygotowują się na falę inflacji i potencjalne blackouty, napędzane kryzysem w Zatoce Perskiej.
- Sri Lanka racjonuje paliwo, wprowadzając tygodniowe limity dla kierowców.
- Bangladesz zamyka uczelnie i szuka dostaw oleju napędowego m.in. w Chinach i Indiach.
- Pakistan zamyka szkoły na dwa tygodnie i o połowę ogranicza przydziały darmowego paliwa dla pojazdów rządowych.
- Filipiny i Wietnam skracają tydzień pracy w sektorze publicznym i apelują o oszczędzanie energii.
- Tajlandia wprowadza pracę zdalną w administracji, a nawet zaleca pracownikom noszenie koszul zamiast garniturów, by oszczędzić na kosztach klimatyzacji.
- Korea Południowa wzywa obywateli w całym kraju do oszczędzania energii. Wprowadza system rotacyjny dla służbowych aut i planuje dodatkowy budżet w wysokości 25 bln wonów (16,6 mld dol.) na walkę z kryzysem.
UE będzie konkurować z Azją o gaz
Kryzys obnażył wyraźną słabość: region o rosnącym zapotrzebowaniu na energię, jakim jest Azja, pozostaje silnie zależny od szlaków dostaw i ogromnie czuły na – nawet odległe – wstrząsy geopolityczne.
– Indie zbudowały strategiczne rezerwy ropy naftowej, ale nie stworzyły odpowiednich buforów dla LPG – mówi Akhtar Malik, analityk Brief India, cytowany przez "Guardiana".
– Globalnie systemy energetyczne zazwyczaj utrzymują rezerwy na paliwa krytyczne na poziomie od 40 do 60 dni. Indie, dla porównania, dysponują zapasami LPG wystarczającymi na nieco ponad 20 dni – wyjaśnia ekspert.
A jak jest w Unii Europejskiej? Nasze prawo zobowiązuje każde państwo członkowskie do zabezpieczenia zapasów ropy naftowej odpowiadających co najmniej 90 dniom średniego dziennego importu netto lub 61 dniom krajowego zużycia. Jeśli chodzi o gaz ziemny (i jest to lekcja, którą UE wyniosła z rosyjskiej inwazji na Ukrainę) – magazyny muszą być wypełnione do zimy (1 listopada każdego roku) w 90 procentach. Ostatnia, dość mroźna zima nadszarpnęła te zapasy, stąd presja na ich szybką odbudowę.
– Obawiam się, że wojna w Iranie w pierwszej kolejności wpłynie na to, że państwa członkowskie UE będą się koncentrować na zapewnieniu niezakłóconych dostaw gazu w kolejnych miesiącach roku – komentuje Szymon Kardaś z European Council of Foreign Relations.
Jak zauważa, wstrzymanie produkcji i eksportu LNG przez Katar może poważnie wpłynąć na wzrost konkurencji o dostęp do niego w kolejnych miesiącach roku. A konkurentami Unii będą właśnie kraje azjatyckie.
– Należy się więc spodziewać, że w kolejnych miesiącach roku UE będzie konkurować z odbiorcami azjatyckimi o LNG – mówi Kardaś.
Iść ścieżką Chin, stawiać na elektryfikację
To oznacza presję cenową, która finalnie zawsze przekłada się na końcowego konsumenta energii i paliw. Co Unia Europejska może z tym zrobić? W jednej ze swoich publikacji Szymon Kardaś wskazuje: "Powinna poprzeć działania mające na celu ograniczenie amerykańskich i izraelskich działań militarnych oraz inicjatywy mające na celu przywrócenie bezpiecznego przepływu eksportu paliw kopalnych przez Cieśninę Ormuz". Sugeruje, by dyplomaci wykorzystali sytuację krajów azjatyckich, którym na uspokojeniu konfliktu – jak widać – będzie zależeć szczególnie mocno.
Dodaje także, że UE powinna trzymać się planu stopniowego wycofywania importu paliw kopalnych z Rosji. "Władimir Putin już teraz próbuje powstrzymać Europejczyków przed kontynuowaniem tego planu, grożąc przekierowaniem pozostałych dostaw LNG z Europy i kusząc Europejczyków zwiększonym eksportem energii, jeśli wykażą gotowość do wznowienia długoterminowej współpracy" – zauważa ekspert.
W dłuższej perspektywie UE i jej państwa członkowskie powinny kontynuować odchodzenie od ropy naftowej i gazu – konkluduje Kardaś.
Przypomina, że to naprawdę długa perspektywa, bo wolumen importu gazu (313 mld m sześc.) i ropy (460 mln ton) do UE jest wciąż bardzo duży.
W rozmowie podkreśla:
Konflikt w Iranie powinien być wykorzystany do tego, by zintensyfikować działania w UE na rzecz zmniejszania zależności od paliw kopalnych oraz zwiększania inwestycji w rozwój elektryfikacji.
Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat, dodaje: – Jesteśmy skazani na import surowców energetycznych i powinniśmy nie ze względów klimatycznych, ale przede wszystkim geopolitycznych, iść ścieżką Chin. Ten kraj dla swojego strategicznego celu, czyli wzrostu i dominacji handlowej, ogranicza import ropy, który zaspokaja 3/4 krajowego zapotrzebowania. Ale to zapotrzebowanie na energię w transporcie u nich zaspokaja w coraz większym stopniu elektryfikacja transportu – tłumaczy.
Jak podkreśla Hetmański, w Europie paliw kopalnych nie ma już w takiej skali jak jeszcze 100 lat temu i ta sytuacja się nie zmieni. – Nawet sukces kilku projektów wydobywczych węgla, gazu i ropy w kilku wybranych państwach europejskich nie zmieni bilansu handlowego Europy – ocenia ekspert.
Energia elektryczna jak nowa ropa naftowa?
Zapotrzebowanie na energię elektryczną rośnie na świecie w bezprecedensowym tempie. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej do 2030 roku będzie rosło co najmniej 2,5 raza szybciej niż ogólne zapotrzebowanie na energię. To nie jest tylko europejski trend, ale Europa robi coraz więcej, żeby inwestować w elektryfikację domów i przemysłu, a także w zasilające ją odnawialne źródła energii (OZE).
Ogłoszony niedawno przez Komisję Europejską Industrial Accelerator Act (IAA), wśród wielu regulacji mających na celu wzmocnienie europejskiej gospodarki, priorytet w finansowaniu i wsparciu daje niskoemisyjnym przemysłom: energochłonnemu (producentom cementu, stali, chemii), motoryzacyjnemu, bateryjnemu i w końcu OZE.
UE uznaje elektryfikację za najtańszą i najbardziej efektywną ścieżkę dekarbonizacji i rozwoju przemysłu. Dostęp do niedrogiej i czystej energii elektrycznej zaś – co zostało podkreślone już w Czystym Ładzie Przemysłowym (Clean Industrial Deal) – jest kluczowym warunkiem konkurencyjności przemysłu w Europie.
O elektryfikacji coraz częściej mówi się nie tylko w kontekście klimatu, ale bezpieczeństwa. Prąd wytwarzany lokalnie, mało zależny od importu, może stać się tym, czym ropa naftowa była przez długie dekady: fundamentem bezpieczeństwa energetycznego i rozwoju gospodarczego.
Aleksandra Majda, vicepresident ESG Impact Network, ekspertka ds. zrównoważonego rozwoju