Iran realizuje taktyczny plan. USA grożą. Kolejne obiekty strefie rażenia
To już wojna na wyniszczenie. Iran skutecznie realizuje taktykę uderzeń w infrastrukturę produkującą ropę i gaz w całym regionie, podnosząc koszty wojny. Ciosem za cios odpowiada Izrael, bombardując irańskie rafinerie i pola surowce. Trump dorzuca kolejne groźby ataku. Lista obiektów zagrożonych wzrasta.
Iran przeprowadził kolejne uderzenie, ponownie biorąc na cel katarskie zagłębie produkcji gazu LNG w Ras Laffan, uszkadzając wrażliwą infrastrukturę. Jak poinformował QatarEnergy, odpowiedzialny za 20 proc. światowej produkcji i eksportu skroplonego gazu, irańskie ataki na ich infrastrukturę zniszczyły 17 proc. potencjału eksportowego kraju. Naprawa instalacji potrwa 3-5 lat. Roczne szkody oszacowane zostały na 20 mld dolarów z tytułu utraconego dochodu.
Uderzenie w Ras Laffan było odpowiedzią Teheranu na izraelskie uderzenie w irańską infrastrukturę energetyczną, które nastąpiło 18 marca. Izrael zaatakował irańskie pole gazowe South Pars, niszcząc irańską infrastrukturę wydobywczą w tym przetwórnię gazu w Asaluyeh.
Co znamienne, pole to należy ono do największej na świecie struktury złożowej, której północną część tzw. North Dome obsługuje QatarEnergy, wydobywając katarski gaz dla zakładów Ras Laffan.
Jak pisaliśmy w money.pl, Iran precyzyjnie dobiera cele. Uderzając zarówno w tankowce przepływające przez kluczową dla eksportu ropy i gazu Cieśninę Ormuz, jak i w rafinerie, zakłady gazowe, infrastrukturę gazową i naftową paraliżuje nie tylko transport, ale również produkcję surowców.
Punktów uderzeń przybywa z dnia na dzień. W czwartek 19 marca irańskie drony sięgnęły kolejnych celów. Oprócz Ras Laffan, drony wycelowane zostały również w rafinerię Samref w porcie Yanbu nad Morzem Czerwonym, należącą do Saudi Aramco.
Pożary również wybuchły w rafineriach Mina al-Ahmadi i Mina Abdullah w Kuwejcie. Odłamki przechwyconych pocisków uszkodziły instalacje gazowe Habshan w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Części zniszczonych rakiet spadły również na pole naftowe Bab.
Późnym popołudniem irański pocisk trafił również w zakład izraelską rafinerię w Hajfie. Według izraelskiego resortu energii, cytowanego przez Reutersa, szkody nie były jednak znaczące.
Jak mówił money.pl dr Przemysław Zaleski, ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego z Fundacji Pułaskiego oraz Politechniki Wrocławskiej, Iran uderza punktowo, w miejsca, które nawet niewielkim kosztem można uszkodzić i wyłączyć z pracy na wiele tygodni. - To dlatego drony posyłane są na rafinerie, zakłady gazowe i delikatną infrastrukturę obsługującą pola surowcowe - wyliczał analityk.
Wcześniej bezpośredni irański ostrzał dosięgnął również Arabii Saudyjskiej, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Iraku, czy Bahrajnu. W ostatnich dniach (14 i 16 marca) miały miejsce również ataki na zakłady Fujairah Oil Industry Zone. Celem były terminale ropy w Fujairah (ZEA) oraz zbiorniki paliwowe w porcie Salalah w Omanie.
Zakłady wstrzymują produkcję
Już samo zagrożenie sprawiło, że część zakładów powołało się na "siłę wyższą" - warunek, który zwalnia ich z odpowiedzialności za niewywiązanie się z umów - i po atakach wstrzymało produkcję.
Tak było we wspomnianym Ras Laffan w Katarze, ale także później, 9 marca, przedsiębiorstwo petrochemiczne Bapco Oil z Bahrajnu ogłosiło "force majeure" po ataku na kompleks rafineryjny na wyspie Sitra, o czym donosiła agencja Reutera.
Przypomnijmy, że już kolejnego dnia, po ataku dronowym i pożarze Abu Dhabi National Oil Company (ADNOC) zamknął swoją rafinerię Ruwais.
Promień zagrożenia może być jeszcze szerszy, jeśli włączymy inne grupy sympatyzujące z Iranem. W Jemenie wciąż działają bojownicy Huti, a z terytorium Libanu ataki na Izrael przeprowadza Hezbollah.
To sprawia, że na cel mogą zostać obrane także porty i terminale tak w Zatoce Perskiej, jak i nad Morzem Czerwonym. Ropociągi łączce oba te akweny i pozwalające ominąć Cieśninę Ormuz.
Trump grozi kolejnymi atakami
Donald Trump zapowiada, że gotów jest uderzyć na irańską infrastrukturę naftową, jeśli Teheran nie zaprzestanie blokowania Cieśniny Ormuz.
Do tej pory USA unikały uderzeń w rafinerie, pola naftowe i terminale. Największy irański punkt eksportowy zlokalizowany na wyspie Chark wciąż funkcjonuje, mimo że wyspa była bombardowana.
Pete Hegseth, minister wojny USA twierdzi jednak, że wyspa Chark będącą strategicznym odpowiadająca za 90 proc. eksportu irańskiej ropy, jest kluczowym elementem w konflikcie i powinna znów być celem ataku.
To tu znajduje się największy terminal naftowy Iranu o przepustowości 7 mln baryłek dziennie. Około dziewięć na dziesięć baryłek trafia głównie do Chin.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl