"Blokada warta więcej niż bomba atomowa". Światu grozi stagflacja [OPINIA]
Jeśli porozumienia (USA - Iran) nie będzie i wrócimy do działań wojennych, to ceny ropy wystrzelą, a na świecie będzie się mówiło o stagflacji, która jest chyba najgroźniejsza dla gospodarki i dla rynków finansowych - pisze w opinii dla money.pl Piotr Kuczyński, główny analityk rynków Xelion.
Pisanie tekstu o tym, co czeka świat, kiedy sytuacja na froncie wojny Izrael – Iran – USA jest daleka od wyjaśnienia, jest trudne. Komentuję w założeniu, że jakieś porozumienie zostanie osiągnięte.
W niedzielę 10 maja, gdy pisałem ten tekst, niepokoić mogło to, że w środę USA przekazały Iranowi jednostronicową propozycję zakończenia wojny, a Iran od tego czasu milczał. Media informowały, że za chwilę odpowiedź nadejdzie, a jej po prostu nie było. Nie było mimo tego, że Donald Trump twierdził, iż w ciągu 24 godzin dojdzie do porozumienia. Ten długi czas poświęcony na odpowiedź na jednostronicową propozycję sam w sobie był już upokorzeniem USA.
To, że USA wyszły z propozycją, która była kuriozalna, było nieco dziwne. Propozycja de facto spowodowałaby powrót do stanu sprzed wojny, a do tego sankcje na Iran zostałyby zniesione i zamrożone irańskie konta. Pozostawało postawić pytanie: to po co była ta wojna?
Polska bierze od nich ponad połowę ropy. Tak podnieśli ceny po wybuchu wojny
Mnie jednak ta propozycja specjalnie nie zdziwiła. Oczywiste było i jest to, że prezydent Donald Trump ma wiele powodów, dla których chce szybko zakończyć tę bezsensowną wojnę. Są to powody mało poważne i bardzo poważne. Do mniej poważnych zaliczyłbym to, że 14 czerwca są osiemdziesiąte urodziny Donalda Trumpa. Nie byłoby dobrze obchodzić tak okrągłe urodziny podczas wojny, która miała się zakończyć sukcesem w kilka dni.
Powody, dla których USA spieszy się do porozumienia
Bardziej poważnym powodem jest to, że w dniach 14-15 maja Donald Trump ma spotkać się w Chinach z Xi Jinpingiem, przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej, sojusznika Iranu. Takie spotkanie na szczycie musi zakończyć się sukcesem, a o ten sukces może być trudno wtedy, kiedy prowadzi się wojnę z sojusznikiem Chin i uniemożliwia transport ropy przez Cieśninę Ormuz. Ta ropa odpowiada za 7 proc. potrzeb energetycznych Chin.
Jednym z mniej poważnych powodów jest to, że 11 czerwca rozpoczynają się mistrzostwa świata w piłce nożnej, które odbywać się będą w trzech krajach (USA, Meksyk, Kanada). Oznacza to napływ turystów i zagrożenie atakami terrorystycznymi, które mogą być sprowokowane przez toczącą się wojnę. Poza tym teoretycznie Iran ma też uczestniczyć w mistrzostwach. Z tego powodu też warto by tę wojnę zakończyć.
Są też powody lokalne. Przecież 4 lipca USA mają świętować 250 lat swojej państwowości. Można w ciemno założyć, że prezydent USA wolałby wtedy mówić o sukcesach, a nie o wojnie, która drogo kosztowała Amerykę i cały świat. Lokalnym powodem, dla którego wojna musi się szybko zakończyć, są listopadowe wybory do Kongresu USA. Wybrana zostanie cała Izba Reprezentantów i 1/3 Senatu. Tymczasem notowania Donalda Trumpa nurkują.
Trump jest "na musiku". Iran to wie
Średnia liczona przez realclearpolitics.com z wielu sondażowni pokazuje, że politykę Trumpa popiera około 40 proc., a nie popiera ponad 56 proc. Według sondażu Ipsos dla "Washington Post" i ABC News 61 proc. Amerykanów uważa, że atak na Iran był błędem. Podobnie niepopularna była wojna w Iraku w 2006 roku i wojna w Wietnamie na początku lat 70. XX wieku. Mimo sukcesów Republikanów w sądach, które umożliwiają im gerrymandering (manipulowanie kształtem okręgów wyborczych), takie sondaże dają obecnie prawie pewne zwycięstwo Demokratów w Izbie Reprezentantów, a kto wie, czy nie w Senacie.
Można więc powiedzieć, że Donald Trump jest "na musiku". To oczywiście wiedzą władze Iranu. Wiedzą też to, co niedawno podał "The Washington Post". Informuje on, że CIA twierdzi, iż Iran nie odczuje poważnej presji ekonomicznej z powodu blokady irańskich portów przez USA przez kolejne cztery miesiące. Z tego wynika, że wpływ USA na Iran jest bardzo ograniczony. Na domiar złego eksperci twierdzą, że globalne zapasy ropy naftowej wyczerpują się w rekordowym tempie. Jej zapasy są już bliskie najniższego poziomu od 2018 roku, co zmniejsza bufor chroniący świat przed szokami podażowymi.
Blokada Ormuzu warta więcej niż bomba atomowa?
Nie można się więc dziwić, że Iran zwleka z odpowiedzią. Można było z góry założyć, że Irańczycy będą się starali uzyskać więcej niż oferują im USA. Wiedzą już, że jak twierdzą eksperci, blokada Ormuzu jest więcej warta niż hipotetyczne posiadanie bomby atomowej – blokada uderza w cały świat. Poza tym z doświadczenia wiedzą, że USA nie można wierzyć. Przecież zeszłoroczna, czerwcowa, wojna sześciodniowa rozpoczęła się podczas rozmów USA – Iran. Podobnie było w tym roku. Cóż więc może znaczyć jednostronicowy świstek? Nawet taki z podpisem prezydenta USA.
Iran z pewnością odpowie. Być może wtedy, kiedy ten tekst zostanie opublikowany, poznamy tę wielce oczekiwaną odpowiedź. Piszę więc nieco "w ciemno". Donaldowi Trumpowi trudno będzie przyjąć rozwiązanie, które pokaże światu przegraną USA. Rozwiązaniem byłoby porozumienie, które obie strony mogłyby prezentować jako swój sukces. O to będzie trudno, więc w mediach karierę robi akronim "NACHO" (Not A Chance Hormuz Opens, tłum. "nie ma szans na to, że cieśnina Ormuz się otworzy").
Załóżmy jednak, że jakieś porozumienie zostanie osiągnięte. Czy świat będzie miał pewność, że to zakończy wojnę? Według mnie nie. Są przecież siły, którym porozumienie bardzo nie odpowiada. Tajemnicą poliszynela jest to, że Izrael - zarówno jego władze, jak i społeczeństwo - chciałyby wdeptania Iranu w ziemię. Podobno również rywal Iranu w świecie islamu, czyli Arabia Saudyjska, wolałaby kontynuować tę wojnę. Bliżej nas jest Rosja, która korzysta na wysokich cenach ropy i gazu. Również w Iranie politycy niekoniecznie podzielają poglądy IRGC (Korpus Strażników Rewolucji). Skoro tak poważne siły nie chcą pokoju, to czy nie można, wręcz trzeba założyć, że pojawią się prowokacje, które na nowo rozpętają zawieruchę wojenną?
Spójrzmy też na rynki finansowe. Cena ropy spadła w oczekiwaniu na porozumienie, ale nadal jest o około 60 proc. wyższa niż przed wojną. Nie wykluczam, że jeśli NACHO zostanie sfalsyfikowane, to kontrakty na ropę runą. Tak, potężny spadek kontraktów jest możliwy, choćby dlatego, że w portach docelowych zrobi się tłok tankowców czekających na rozładowanie. To nie znaczy jednak, że ceny spot drastycznie spadną. Świat nadal będzie z dużą niepewnością traktował transport przez cieśninę Ormuz, a nie zapominajmy o (jeszcze nie użytej w celach blokady) "Bramie Łez", czyli cieśninie Bab al-Mandab, która oddziela Afrykę i Półwysep Arabski).
Zakładam, że ubezpieczyciele znacznie swoich stawek nie obniżą. To zaś powinno prowadzić do ustabilizowania się ceny ropy gdzieś w okolicach 70 dol. za baryłkę.
Wzrosty na rynkach zachęcają Trumpa do groźnych decyzji
A jak wyglądać będzie rynek akcji, jeśli dojdzie do porozumienia? Na Wall Street zapanowało FOMO (Fear Of the Missing Out), czyli obawa o to, że pociąg odjeżdża, a my nie wsiedliśmy do pociągu. W trakcie jednego miesiąca indeks sektora producentów układów scalonych zyskał ponad 60 proc. Akcje Intela zyskały 170 proc., a AMD 100 proc. To była przesadna reakcja na zapowiedzi inwestycji spółek zajmujących się AI (sztuczną inteligencją) – mają w najbliższym czasie wydać ponad 700 mld dolarów (równowartość 0,7 proc. PKB Polski) na inwestycje. To jest prawdziwa bańka spekulacyjna, która czeka na przebicie. Problem w tym, że takie bańki mogą trwać długo. Nie ma analityka, który przewidzi, jak wysoko zagna ceny ludzka chciwość podczas hossy.
Taka sytuacja jest dla świata groźna. Najgorsze w tym jest to, że rekordy na Wall Street zachęcają Donalda Trumpa do decyzji niebezpiecznych dla całego świata. Nie jest bowiem tajemnicą to, że prezydent USA obserwuje zachowanie indeksów giełdowych i na panikę giełdową reaguje zawsze zgodnie z akronimem TACO (Trump Always Chickens Out, tłum. Trump zawsze w końcu się wycofuje). Hossa na Wall Street daje mu carte blanche – będzie uważał, że może zrobić wszystko, co będzie chciał. Przed wyborami do kongresu USA (listopad 2026) może to spowodować działania, które świat i rynki finansowe mogą drogo kosztować. Tam, nie tylko w cenach ropy, trzeba szukać czarnych łabędzi, które grożą rynkom finansowym.
Piotr Kuczyński, główny analityk domu inwestycyjnego Xelion