Ambitny plan Polski na gaz. Stajemy się kluczowym graczem. Ale w pełni odporni nie jesteśmy
Ambitny plan Polski na gaz. Stajemy się kluczowym graczem. Ale w pełni odporni nie jesteśmy
Polska ma wszystkie karty, by stać się ważnym graczem na rynku gazu w regionie. Warszawa uzyskała dla tych aspiracji wsparcie USA. Mimo kryzysu w Zatoce Perskiej umacniamy swoją pozycję. Choć sytuacja jest stabilna, w pełni odporni na światowy wzrost cen nie jesteśmy. Dlaczego?
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy
Przed Polską szansa przebudowy architektury bezpieczeństwa gazowego naszego regionu. Przestawiamy zwrotnicę kierunków dostaw ze "wschód-zachód" na model "północ-południe". Współpraca z USA oraz kolejne inwestycje w infrastrukturę importową i przesyłową umożliwiają nam zabezpieczenie nie tylko własnego zapotrzebowania na gaz, ale również dystrybucji błękitnego paliwa na cały region.
Już dziś możemy sprowadzać gaz z różnych kierunków i poprzez tranzyt krajowy dostarczać go również sąsiadom. Dostawy zapewnia gazociąg Baltic Pipe o przepustowości 6,4 mld m sześc. oraz gazoport w Świnoujściu. Polska buduje jednak kolejny pływający terminal FSRU w Zatoce Gdańskiej, któryumożliwi regazyfikację na poziomie 6,1 mld m sześc., a badania rynku potwierdziły opłacalność jego rozbudowy o drugą jednostkę do regazyfikacji LNG.Wówczas gdański pływający gazoport miałby moc 10,6 mld m sześc. gazu rocznie.
DLA CIEBIE
25 lat pracy w McDonald’s. Od pracownika do prezesa - Tomasz Rogacz II Pierwsza Praca #5
Chętnych na gaz sprowadzany przez Polskę nie brakuje. Partnerzy ze Słowacji, Czech, Litwy oraz Ukrainy już w ubiegłym roku łącznie zgłosili zainteresowanie ilością gazu dochodzącą do nawet 9 mld m sześc.Jak poinformował w maju Gaz-System, prezes URE zatwierdził już projekt przepustowości przyrostowej na granicy Polska-Ukraina. To oznacza, że od lipca dostawy będą mogły być zwiększane.
Import gazu przez "bramę północy" i rozbudowa interkonektorów dają możliwość dotarcia również na dalsze rynki. Infrastruktura już teoretycznie umożliwia przesył gazu z naszego kraju przez Słowację, dalej do Austrii, na Litwę albo przez Ukrainę do Mołdawii.
Polska zwiększa własne wydobycie
Obecnie Polska wydobywa w kraju około piątej części potrzebnego nam gazu ziemnego. Według ostatnich danych przekazanych przez Orlen to blisko 3,5 mld m sześc. rocznie. Ta wartość systematycznie rośnie.
Przykład? Pod koniec ubiegłego roku Orlen zwiększył produkcję ze złóż w Różańsku, co umożliwia wzrost wydobycia o 130 mln m sześc. rocznie. Plan jest ambitny, bowiem Polska chce osiągnąć wydobycie własne na poziomie 4 mld m sześc. w 2030 roku.
W 2024 r. z inwestycji w Norwegii pozyskaliśmy prawie 4,6 mld m sześc. gazu przesyłanego do Polski rurociągiem Baltic Pipe. W 2026 r. ten wolumen rośnie dzięki nowym projektom: Ormen Lange, który ma dawać Orlenowi dodatkowo ok. 0,5 mld m sześc. rocznie w szczycie produkcji.
W sumie Polska obecnie pozyskuje mniej więcej 8-9 mld m sześc. własnego gazu rocznie z kraju i Norwegii. Orlen zakłada wzrost wydobycia do 12 mld m sześc. gazu z własnych złóż do końca dekady.
Rynek gazu to system naczyń połączonych i każde zawirowanie w regionach będzie miało pośredni wpływ również na Polskę. Skala jest jednak nieporównywalna do problemów np. w Azji. Mimo tego wzrost cen jest nieunikniony, choć nie będzie drastyczny.
Rynek skroplonego gazu (LNG) ma obecnie charakter globalny: gazowce mogą co do zasady popłynąć do dowolnego terminalu. Wojna w Zatoce Perskiej doprowadziła do załamania dostaw LNG z państw arabskich do głównych odbiorców w krajach Azji Wschodniej. W odpowiedzi niektóre gazowce płynące z USA czy Afryki do Europy zostały przekierowane właśnie do Korei, Indii czy Japonii - wyjaśnia w rozmowie z money.pl Michał Smoleń, kierownik Zespołu Energii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Jak pisaliśmy w money.pl, po wybuchu nowej wojny na Bliskim Wschodzie ceny gazu skoczyły o połowę, a rywalizacja o dostępny na rynku gaz wzrosła.
- Zamiast ostrego wzrostu cen w jednym regionie widzimy ograniczony wzrost na wszystkich rynkach. Ceny importowanego paliwa stanowią w obecnej sytuacji punkt odniesienia dla wyceny lokalnego wydobycia w Europie, więc nie zabezpiecza ono odbiorców przed tego rodzaju wzrostem cen. Nawet w ramach kontraktów terminowych ceny są w dużym stopniu indeksowane do bieżących notowań paliw - przypomina Smoleń.
Blokada cieśniny Ormuz to rozchwianie całego rynku gazu. Nawet jeśli wahnięcia notowań krótkookresowo wskazują na spadek ceny, to w szerszej perspektywie wciąż daleko im do ustabilizowania poziomów sprzed ataku na Iran.
- Ceny gazu mogą być inne w danym regionie, jeżeli występują wąskie gardła. Przykładowo, w 2022 r. Europa potrzebowała więcej gazu, niż była w stanie sprowadzić poprzez LNG - ceny w Europie wzrosły znacznie bardziej niż np. w Azji. Aktualnie w USA dochodzi do sytuacji odwrotnej: w zachodnim Teksasie wzrost wydobycia drożejącej ropy sprawił, że ceny wydobywanego przy okazji gazu ziemnego spadły nawet poniżej zera, ponieważ brakuje infrastruktury, by łatwo dostarczyć go do odbiorców w innych częściach kraju czy świata - tłumaczy Smoleń.
Jak zaznacza analityk PIE, rozwój infrastruktury LNG w UE likwiduje wąskie gardło. - Sprawia, że w przyszłości ceny gazu w Europie nie powinny wzrastać tak bardzo ponad światowe poziomy (chyba że w sytuacji wojny czy sabotażu naszych terminali), ale nie zabezpiecza nas przed zwykłym funkcjonowaniem rynku, który prowadzi do wzrostu globalnych cen w sytuacji zakłócenia eksportu w którymkolwiek z ośrodków produkujących LNG - podsumowuje nasz rozmówca.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl
Przemysław Ciszak
Dziennikarz portalu finansowego money.pl. Wcześniej redaktor prowadzący magazynu dla mężczyzn MenStream.pl. W 2014 roku nominowany do nagrody Grand Press w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne za reportaż o śmiercionośnym wirusie ebola. Specjalizuje się w tematach dotyczących energetyki od atomu, gazu i ropy naftowej po OZE.