WAŻNE
TERAZ

Trump ogłasza trzydniowe zawieszenie broni w Ukrainie

Co najmniej rok dochodzenia rynku do normalności. Oto skutki wojny z Iranem [OPINIA]

Szacuje się, że w wyniku konfliktu na Bliskim Wschodzie świat utraci łącznie około miliard baryłek ropy naftowej. Śmiało można założyć, że ze skutkami tego kryzysu będziemy zmagać się przez co najmniej rok - pisze dla money.pl Dawid Czopek, ekspert rynku paliw.

Co najmniej rok dochodzenia rynku do normalności. Oto skutki wojny z Iranem [OPINIA]Co najmniej rok dochodzenia rynku do normalności. Oto skutki wojny z Iranem [OPINIA]
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | ZipZapic.com, chitsanupong, moofushi
Dawid Czopek
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Pomimo pojawiających się informacji o możliwym zakończeniu konfliktu w Zatoce Perskiej oraz przywróceniu stanu sprzed 28 lutego 2026 roku, czyli sprzed dnia pierwszych ataków na Iran, z punktu widzenia rynku ropy naftowej wciąż zmienia się niewiele.

Teoretycznie od 7 kwietnia trwa zawieszenie broni pomiędzy USAIranem i choć docierają sygnały o jego naruszeniu, nie dochodzi do znacznych incydentów zbrojnych. To oczywiście dobra wiadomość, ponieważ brak intensywnych działań oszczędza ludzkie zdrowie i życie. W wielu regionach świata takie zawieszenia broni trwają przez wiele lat i stają się specyficzną formą pokoju. Najlepszym przykładem są obie Koree, które nigdy nie podpisały traktatu pokojowego, a rozejm między nimi trwa od lat 50. ubiegłego wieku. Nie przeszkodziło to Korei Południowej stać się jednym z najbardziej rozwiniętych krajów świata.

"Zamknęliśmy 20 rafinerii w Europie". Oto dlaczego wojna w Zatoce ma takie znaczenie

Ile ropy ubyło z rynku

Jednak sytuacja związana z konfliktem w Zatoce jest zgoła odmienna, przynajmniej do czasu uregulowania statusu cieśniny Ormuz. Przypomnę, że pomimo zawieszenia broni, cieśnina jest nadal w praktyce zamknięta. Choć można założyć, że pewien poziom żeglugi wciąż się tam odbywa, to stanowi on maksymalnie 10–20 proc. normalnego stanu. Uregulowanie statusu tego szlaku jest o tyle istotne, że świat potrzebuje niemal 20 mln baryłek dziennie, które przed marcem tego roku przepływały przez cieśninę, aby przywrócić równowagę na rynku ropy i jej produktów.

Armatorzy jasno deklarują: dopóki nie zostanie zawarte jasne porozumienie pokojowe, a nie tylko zawieszenie broni, nie będą wysyłać swoich jednostek do Zatoki. Wynika to z wielu względów, ale kluczową rolę odgrywają kwestie kosztów ubezpieczeń.

Pojawia się zatem pytanie: co to wszystko oznacza dla rynku ropy?

Szacuje się, że w wyniku konfliktu świat utraci łącznie około 1 mld baryłek ropy naftowej. Oczywiście ostateczny bilans zależy od czasu trwania blokady, ale pewne koszty możemy oszacować już dzisiaj. Standardowo przez cieśninę Ormuz przepływa ok. 20 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie. Blokadę można częściowo ominąć dwoma rurociągami. Jeden prowadzi z rejonu Zatoki Perskiej nad Morze Czerwone (jego przepustowość to 7 mln baryłek dziennie, przy czym netto może on wyprowadzić ok. 5 mln, gdyż 2 mln były wykorzystywane już wcześniej). Drugi prowadzi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich do Zatoki Omańskiej i może przesyłać do 2 mln baryłek.

Jeśli założymy, że ok. 10 proc. przedwojennego transportu nadal odbywa się drogą morską (czyli około 2 mln baryłek dziennie), to możliwości eksportu z regionu Cieśniny wynoszą maksymalnie 9 mln baryłek. Oznacza to, że w stosunku do stanu sprzed wojny na rynku brakuje nawet 11 mln baryłek dziennie. Różne źródła szacują ten deficyt na poziomie 11–14 mln baryłek, co wynika także z zakłóceń spowodowanych atakami na wspomniane rurociągi oraz ogólnej niepewności.

Wojna trwa już 70 dni, zatem świat utracił do tej pory prawie 800 mln baryłek. Nawet jeśli konflikt zakończyłby się jutro, przywrócenie pełnych zdolności produkcyjno-transportowych potrwa kilka tygodni. Przy optymistycznym założeniu, że zajmie to miesiąc, a w tym czasie ograniczenia dotkną połowy wolumenów, otrzymujemy kolejne 150 mln baryłek strat (5 mln baryłek razy 30 dni). To sumarycznie sprowadza nas do poziomu blisko miliarda baryłek.

Warto pamiętać, że im dłużej trwa konflikt, tym trudniejszy może być powrót do pełnej produkcji. Nieeksploatowane złoża mogą ulegać degradacji wskutek spadku ciśnienia lub zawodnienia.

Co najmniej rok zmagań ze skutkami kryzysu na rynku

Znamy straty, zastanówmy się więc, jak i kiedy będzie można je uzupełnić. Na świecie zużywa się codziennie około 105 mln baryłek ropy. Choć wzrost cen ograniczył popyt, dane szczątkowe sugerują, że nie jest to znaczący spadek. Można zatem przyjąć, że brakujące miliony baryłek pochodziły z zapasów: technicznych w rafineriach, z magazynów handlowych oraz z rezerw strategicznych. Wykorzystywano także ropę rosyjską i irańską z tzw. "floty cieni", która po lutym stanowiła istotne uzupełnienie dla wielu krajów. Po zawarciu pokoju wszystkie te rezerwy będą musiały zostać odbudowane.

Przed wojną wolne moce produkcyjne na świecie szacowano na 3–4 mln baryłek dziennie. Ironią losu jest to, że znajdowały się one głównie w Arabii Saudyjskiej oraz ZEA, przez co są obecnie równie niedostępne, jak reszta tamtejszej produkcji. Nawet przy powrocie do normalności i uruchomieniu pełnych wolnych mocy (zakładając 3,5 mln baryłek dziennie ponad bieżącą konsumpcję), uzupełnienie miliarda baryłek strat potrwa blisko 300 dni – czyli prawie rok.

Choć to wyliczenie teoretyczne (nie istnieje "magiczny guzik" natychmiastowo uruchamiający wydobycie), śmiało można założyć, że ze skutkami tego kryzysu będziemy zmagać się przez co najmniej rok. Potwierdzają to kontrakty terminowe. Kontrakt wygasający w maju 2027 roku wycenia dziś ropę na poziomie ok. 80 dol. za baryłkę, podczas gdy na początku roku rynek zakładał cenę 60 dol. Te 20 dolarów różnicy to bezpośredni, długoterminowy koszt wojny w Zatoce.

Nawet kontrakty z terminem zapadalności na lata 2029–2030 nie wskazują już cen poniżej 70 dol. (wcześniej było to ok. 65 dol.). Choć wielu analityków podchodzi do długoterminowych prognoz sceptycznie, fakt pozostaje faktem – producenci, którzy zawrą takie kontrakty dzisiaj, mają zagwarantowane wyższe ceny w przyszłości. Na koniec warto zaznaczyć, że nie poruszyłem kwestii produktów ropopochodnych, gdzie problem z dostępnością może okazać się jeszcze poważniejszy.

Autorem jest Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ, ekspert ds. rynku surowców.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Wybrane dla Ciebie