"Megauderzenie finansowe". Polska zbrojeniówka mówi, co po podpisaniu umowy ws. SAFE
Zbudowaliśmy moce produkcyjne, zwiększamy zatrudnienie, jesteśmy gotowi - mówią o programie SAFE szefowie najważniejszych polskich firm zbrojeniowych. Prezesi PGZ, Grupy WB i fabryki "Łucznik" w rozmowie z money.pl zgodnie przyznają, że największym wyzwaniem jest ograniczony czas na zawarcie kontraktów.
W piątek Polska jako pierwsza zawarła umowę z Komisją Europejską w sprawie uruchomienia mechanizmu SAFE. Warszawa będzie największym beneficjentem tego unijnego programu pożyczkowego - trafi do nas blisko jedna trzecia całego funduszu, czyli prawie 44 mld euro (ok. 180 mld złotych).
Po uruchomieniu linii kredytowej Polska ma teraz czas do końca miesiąca na sfinalizowanie samodzielnych umów zakupowych z polskimi producentami, bez udziału innych państw członkowskich Unii Europejskiej (po tym terminie będą musiały do każdego zakupu szukać krajów partnerskich). - Nie widzę zagrożenia dla wydatkowania tych pieniędzy, mamy bezpieczniki - przekonywała w piątkowym wywiadzie dla money.pl Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE.
"Będziemy polonizować wiele rozwiązań"
O największych wyzwaniach stojących teraz przed polską branżą zbrojeniową porozmawialiśmy podczas piątkowej uroczystości podpisania umów ws. SAFE z prezesami najważniejszych spółek i koncernów. - To jest radosny dzień, bo mamy wreszcie finał negocjacji - mówi nam Adam Leszkiewicz, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej. - Teraz myślimy o tym, co od jutra będzie działo się w naszych zakładach, bo będzie ze sobą współpracować bardzo wiele firm. Na przykład dziś rano mieliśmy spotkanie w Tarnowie dla małopolskich, prywatnych firm, które chciałyby współdziałać z PGZ. Zgłosiło się do nas w sumie ponad dwieście podmiotów - dodaje w rozmowie z money.pl.
"Rozmawialiśmy ponad rok temu". Uchyla rąbka tajemnicy ws. żołnierzy USA w Polsce
Jesteśmy w trakcie negocjacji kilkudziesięciu umów: nowych i tych, które będą aneksowane. Z dużą dozą przekonania mogę powiedzieć, że zdążymy do końca maja z ich finalizacją. Przed nami trzy tygodnie, kiedy na bieżąco - właściwie codziennie - będziemy wspólnie informować o podpisywaniu kolejnych umów na nowe Borsuki, Kraby, Pioruny i wiele innych produktów, które powstaną dzięki polskiemu przemysłowi do 2030 roku - podkreśla Adam Leszkiewicz.
Nasz rozmówca zaznacza, że tylko sama PGZ zatrudnia łącznie ponad 23 tys. osób, a liczba tych pracowników rośnie - zwłaszcza w obszarze produkcyjnym, inżynierskim i projektowym.
- Przemysł zbrojeniowy staje się motorem rozwojowym gospodarki. Przypomnę, że wyprodukowanie tylko jednego Borsuka wymaga udziału ok. 250 kooperantów. Oczywiście, zawsze znajdzie się jakaś firma, która dostarcza pewne elementy z zagranicy. Ale będziemy starać się "polonizować" kolejne rozwiązania, na tym polega wartość programu SAFE - podkreśla szef Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Zgodnie z zasadami unijnego mechanizmu do polskich firm powinno trafić ok. 89 proc. pieniędzy.
"Olbrzymi zastrzyk środków"
Optymizmu związanego z podpisaniem i uruchomieniem SAFE nie kryje też Seweryn Figurski, prezes zarządu Fabryki Broni "Łucznik". - Nasza fabryka jest na stand-by, czyli w gotowości, żeby wykonać wszystkie zadania, jakie zostaną przed nami postawione. Przygotowywaliśmy się na ten moment, zbudowaliśmy moce produkcyjne. Jesteśmy nowoczesnym zakładem z nowoczesnym produktem. Myśląc dziś ogólnie o uzbrojeniu, nie wyobrażam sobie, żeby pomijać indywidualne wyposażenie żołnierza, jakim jest broń strzelecka - dodaje.
Czas jest tutaj bardzo decydującym elementem, ale wierzę w sprawność Agencji Uzbrojenia. Mają dużo umów do podpisania, ale trzymam za nich kciuki. Nie sądzę, żeby tego "nie dowieźli" i wiem, że pod taką presją dadzą radę - komentuje w rozmowie z nami Seweryn Figurski.
Jak tłumaczy, uruchomienie programu SAFE to również sprawdzian dla całej branży: na ile polski przemysł obronny jest wydolny, by móc sprostać oczekiwaniom, jakie postawił przed przedsiębiorcami Sztab Generalny Wojska Polskiego. - To jest olbrzymi zastrzyk środków, megauderzenie finansowe, które będzie kierowane głównie do polskich zakładów zbrojeniowych, a to napędza polską gospodarkę - podkreśla szef "Łucznika".
"Chcemy transferować nasze technologie"
Piotr Wojciechowski - prezes Grupy WB - podkreśla w rozmowie z money.pl, że podpisanie umowy ws. SAFE to ważny dzień nie tylko dla jego firm czy branży. - To oznacza wielki przełom dla Polski, mamy ogromną szansę na rozwój nowych technologii. Będziemy produkować wszystko to, czego potrzebuje polska armia, a przez to będziemy też budować bezpieczeństwo Polski i Polaków - wyjaśnia.
Nasz rozmówca zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt programu SAFE. - To ogromna promocja polskiego przemysłu w całej Europie, dzięki temu, że mamy mechanizm nie tylko bezpośrednich, pojedynczych zakupów krajowych, ale też mechanizm wspólnych zakupów - podkreśla prezes Grupy WB.
My nie szukamy partnerów po to, żeby kupić coś za granicą. Poszukujemy takich partnerów i odbiorców, którzy wspólnie z Polską będą kupowali nasze rozwiązania. Oczywiście, możemy dyskutować o pewnych komponentach, które nie są u nas w kraju produkowane. Ale w tej chwili mamy czas, żeby o tym pomyśleć i żeby takie technologie też znalazły uzasadnienie w Polsce. Mając odpowiednie zasoby w postaci zamówień, ale też zasoby ludzkie, inżynierskie, jesteśmy w stanie wiele zrobić - mówi nam Piotr Wojciechowski.
- My nie oczekujemy transferów technologii, raczej pracujemy nad tym, żeby nasze technologie były transferowane za granicę - dodaje szef grupy.
Pierwszy przelew w ramach programu SAFE może trafić do Polski jeszcze w tym miesiącu. Na początek, na konto Banku Gospodarstwa Krajowego, wpłynie zaliczka w wysokości 15 proc. należnych środków, czyli ok. 6,5 mld euro. Później Polska będzie się rozliczać z Komisją Europejską w transzach wypłacanych dwa razy do roku: w kwietniu i w październiku.
Tomasz Setta, dziennikarz money.pl