Radykalny ruch ZEA. Wracają pytania o koniec epoki [OPINIA]
Jeżeli z OPEC zdecydują się odejść także Irak i Iran, będziemy mogli mówić o końcu pewnej epoki. Nadal pozostanie współpraca w ramach tzw. OPEC+, czyli sojuszu, w którego skład wchodzi Rosja, ale czy łatwiej będzie w tej formule dogadać się co do limitów wydobycia, a tym bardziej ich przestrzegać? Mam wątpliwości - pisze dla money.pl ekspert rynku paliw Dawid Czopek.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
"To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść". Tekst tej popularnej piosenki Elektrycznych Gitar mógłby dziś głośno zabrzmieć w pierwszej dzielnicy Wiednia, gdzie swoją siedzibę ma Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową, znana jako OPEC.
A wszystko to ma miejsce po tym, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) poinformowały we wtorek o opuszczeniu kartelu.
Pokazali, co dzieje się w cieśninie Ormuz. Blokada trwa
Koniec OPEC. Kolejny
Koniec OPEC ogłaszano już wielokrotnie. Kartel ten przeżywał w swojej ponad 60-letniej historii lepsze i gorsze chwile. Skład kartelu zmieniał się kilkukrotnie. Niektóre państwa go opuszczały, inne dołączały, część wracała. Ale nigdy w historii jego składu nie opuścił tak ważny członek jak Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Zacznijmy od początku, czyli od tego, czym jest OPEC. To kartel zrzeszający obecnie 12 państw. Najliczniejszą grupę stanowi sześć państw afrykańskich, ale niewątpliwie najważniejsze są państwa z rejonu Zatoki Perskiej. Skład organizacji uzupełnia Wenezuela.
Każdy, kto kiedykolwiek zetknął się z biznesem naftowym, zdaje sobie sprawę, że takie państwa jak Arabia Saudyjska, Irak, Iran, Kuwejt oraz ZEA to prawdziwe tuzy tego biznesu.
Nawet jeżeli dzisiaj to USA są największym producentem ropy naftowej, Rosja wciąż pozostaje istotnym graczem, a Kanada, Gujana i Brazylia mają poważne ambicje zwiększania swojej produkcji, to państwa Zatoki przez wiele lat decydowały o cenie baryłki.
Szczególnie dzisiaj, w czasie blokady cieśniny Ormuz, dostarczanie przez nie produktów naftowych jest krytyczne dla światowej gospodarki.
Saudowie głównymi architektami
Rola OPEC przez cały czas funkcjonowania podlegała istotnym zmianom. To organizacja, której celem jest utrzymywanie sztucznie zawyżonej ceny produktu poprzez kontrolowanie podaży. Odbywa się ono poprzez nakładanie na jego członków limitów produkcyjnych.
Oczywiście, w gronie kilkunastu państw łatwo o nieporozumienia, ponieważ zawsze istnieje pokusa wykorzystania zawyżonych cen do zwiększenia sprzedaży. Stąd też w historii kartelu zdarzały się lepsze i gorsze momenty — albo, mówiąc wprost, czasy, gdy jego członkowie mniej lub bardziej wzajemnie się oszukiwali.
Najważniejszym krajem OPEC zawsze była Arabia Saudyjska. To jeden z największych na świecie producentów ropy, o olbrzymich złożach, niskich kosztach produkcji i ambicjach, by sprzedawać ropę możliwie drogo.
"Możliwie drogo" w ostatnich latach oznaczało około 100 dol. za baryłkę. Takie były ambicje, ale rzeczywistość okazywała się inna. Przy tej cenie pojawiło się wielu chętnych, aby zająć miejsce Saudyjczyków na światowym rynku. Przede wszystkim mowa tu o graczach z USA, którzy dzięki zwiększeniu efektywności technologii łupkowej zaczęli zajmować miejsce nie tylko Arabii Saudyjskiej, ale także innych krajów należących do OPEC, zmuszanych do przestrzegania limitów produkcyjnych.
Mam też wrażenie, że polityka ta w coraz większym stopniu wywoływała frustrację krajów należących do kartelu. Cena ropy spadała w kierunku 60 dol. za baryłkę. Na rynku pojawiali się nowi gracze, a kontrola produkcji niewiele dawała poza spadkiem udziałów rynkowych członków OPEC. Stąd też ostatnie kwartały to sukcesywne zwiększanie produkcji przez kartel, nawet pomimo stosunkowo niskiej ceny ropy naftowej.
Wtedy jednak nadszedł 1 marca i szokująca informacja o zamknięciu cieśniny Ormuz wraz z równie zaskakującymi doniesieniami o atakach na kraje Zatoki. W gronie zaatakowanych znalazł się Dubaj, jeden z emiratów.
Z punktu widzenia ZEA oznacza to, że państwo członkowskie OPEC — Iran — atakuje inne państwa członkowskie, w tym Emiraty. Chyba nic tak bardzo nie naraża na szwank współpracy wewnątrz kartelu jak działania o charakterze zbrojnym.
Myślę jednak, że przyczyna opuszczenia OPEC przez ZEA jest nieco inna.
ZEA w pułapce ograniczeń
Konflikt w Zatoce powoduje, że każdego dnia miliony baryłek ropy naftowej nie docierają do swoich odbiorców. Jak na razie świat uzupełnia niedobory poprzez rezerwy zmagazynowane na potrzeby techniczne w rafineriach, ropę przechowywaną na statkach czy częściowe uwolnienie rezerw strategicznych.
Szacuje się, że w wyniku konfliktu ze światowej gospodarki może zniknąć nawet 1 mld baryłek ropy. Przy czym nadal nie wiemy, kiedy konflikt wygaśnie, a cieśnina zostanie odblokowana.
Przed wybuchem wojny szacowano, że na świecie wolne moce produkcyjne mogą wynosić około 4 mln baryłek dziennie oraz że część z nich znajdowała się w Emiratach. Nie jest tajemnicą, że ambicją ZEA było zwiększenie produkcji ropy z około 3,5 mln baryłek dziennie do blisko 5 mln. Tyle tylko, że na przeszkodzie stały ograniczenia OPEC, które nakładały na kraj sztywne limity produkcyjne.
Wracając do niedoborów i wolnych mocy produkcyjnych, jeżeli po ustaniu konfliktu zostaną one w pełni wykorzystane, to i tak uzupełnienie braków zajmie około roku. Oznacza to, że co najmniej przez najbliższy rok nie ma szans na powstanie istotnych nadwyżek produkcyjnych, czyli że cena ropy będzie stosunkowo wysoka.
Czy mając duże wolne moce produkcyjne, które nawet przy zwiększeniu wydobycia nie wpływają istotnie na cenę ropy, warto tkwić w sojuszu, którego członkowie wzajemnie się bombardują? To pytanie dość retoryczne. Tym bardziej, jeżeli założymy, że cena baryłki utrzyma się na poziomie 80 dol., a my możemy zwiększyć dzienną produkcję o co najmniej 1,5 mln baryłek. Słabiej liczącym podpowiem — przez rok daje to około 44 mld dol.
Wracając do pytania, czy to koniec OPEC — tego jeszcze nie wiem. Ale odchodzi jeden z najważniejszych członków, odpowiadający za około 12 proc. produkcji OPEC (podobnie jak Irak i Iran), właściwie drugi pod względem produkcji kraj w kartelu — po Arabii Saudyjskiej, która produkuje około 30 proc. ropy wydobywanej przez te kraje i uważana jest za głównego architekta działań.
Z bardziej liczących się państw kartelu zostanie już tylko Kuwejt z produkcją około 8 proc., może Nigeria — około 5 proc. Produkcja pozostałych członków nie przekracza 3 proc.
Jeżeli z kartelu zdecydują się odejść także Irak i Iran, będziemy mogli mówić o końcu pewnej epoki. Nadal pozostanie współpraca w ramach tzw. OPEC+, czyli sojuszu, w którego skład wchodzi także Rosja, ale czy łatwiej będzie w tej formule dogadać się co do limitów wydobycia, a tym bardziej ich przestrzegać — mam wątpliwości.
Autorem jest Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ, ekspert ds. rynku surowców.
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.