379 mln euro wyparowało z Zondy w rok. Nowe ustalenia. Ekspert mówi o "runie"
W trakcie 2025 roku zobowiązania wobec klientów giełdy Zondacrypto spadły o blisko 379 mln euro - wynika z dokumentów właściciela Zondy, do których dotarł money.pl. Ekspert mówi wprost o ucieczce kapitału. Skala odpływu środków rodzi pytania o płynność i sposób zarządzania aktywami klientów.
Na przestrzeni 2025 roku zobowiązania wobec klientów giełdy Zondacrypto spadły z 722 mln do 343 mln euro - wynika z dokumentów finansowych stojącej za Zondą spółki BB Trade Estonia OÜ, do których dotarła redakcja money.pl. W ciągu zaledwie dwunastu miesięcy z platformy wyparowały aktywa o łącznej wartości blisko 379 mln euro. W efekcie skala działalności giełdy skurczyła się o ponad połowę.
- To nie jest fluktuacja sezonowa. To jest "run" w klasycznym rozumieniu (sytuacja, w której bardzo duża liczba klientów jednocześnie próbuje wypłacić swoje środki z obawy, że instytucja ta stanie się niewypłacalna - przyp. red.) - z tą różnicą, że w bankowości tradycyjnej odbywa się on w oddziałach i trwa godziny, a w kryptowalutach odbywa się przez API (zestaw reguł, protokołów i narzędzi, które umożliwiają różnym aplikacjom, systemom lub komponentom oprogramowania komunikowanie się ze sobą - przyp. red.) i trwa tygodnie - twierdzi w rozmowie z money.pl mecenas Robert Nogacki z Kancelarii Skarbiec, który wcześniej przeanalizował i opisał pełne, audytowane sprawozdanie spółki za 2024 r.
O co chodzi w aferze Zondacrypto? "Prezes celowo nam nie odpowiedział"
Dokumenty, do których dotarła redakcja money.pl, obejmują uproszczony rachunek wyników i bilans. Zdaniem eksperta dane są spójne z ostatnim audytowanym sprawozdaniem za 2024 r.
Ostateczną weryfikacją kondycji spółki będzie pełne, zatwierdzone sprawozdanie finansowe za rok 2025. Zgodnie z estońskim kalendarzem obowiązkowym BB Trade Estonia OÜ ma czas na jego złożenie do tamtejszego rejestru do końca czerwca 2026 roku. Dopiero wtedy rynek zyska pełny wgląd w zweryfikowane przez audytorów dane, które ostatecznie potwierdzą skalę opisanych problemów.
Gdzie się podziało 379 mln euro?
Załamanie się rynku kryptowalut mogło częściowo wpłynąć na zmniejszenie zobowiązań wobec klientów. Dane CoinGecko wskazują, że globalna wartość tego rynku obniżyła się z ok. 4,3 bln dolarów w listopadzie 2025 roku do 2,6 bln dolarów obecnie.
W praktyce oznacza to, że jeśli użytkownicy przechowywali na platformie bitcoiny lub inne cyfrowe aktywa, których ceny spadły w 2025 r., to wartość zobowiązań giełdy - liczona w euro - również automatycznie malała. W normalnych warunkach takie zjawisko nie budziłoby wątpliwości i nie wymagałoby dodatkowych wyjaśnień ze strony spółki.
Sytuacja Zondy odbiega jednak od standardowego scenariusza rynkowego. Platforma zaprzestała działalności, klienci zgłaszają problemy z wypłatą środków, a prezes spółki Przemysław Kral opuścił Polskę i według ustaleń Onetu przebywa w Izraelu. W tych okolicznościach kwestia skurczenia się Zondy o 379 mln euro, zdaniem mecenasa Nogackiego, wymaga szczegółowego wyjaśnienia przez policję i prokuraturę, które prowadzą w tej sprawie czynności.
Jak wskazuje nasz rozmówca, ustalenie faktycznego losu tych środków wymaga wyjścia poza tradycyjne sprawozdania finansowe. Kluczowa staje się analiza na poziomie blockchaina - transparentnej i niezmiennej cyfrowej księgi, w której każda transakcja zostaje trwale zapisana. Odtworzenie tych przepływów to zadanie dla organów śledczych oraz wyspecjalizowanych firm zajmujących się cyberanalityką, dysponujących narzędziami do śledzenia ruchu aktywów w sieciach rozproszonych.
Śledczy muszą otagować portfele giełdy i prześledzić przepływy finansowe krok po kroku. Kluczowe pytanie brzmi: do kogo, na jakie portfele i dlaczego trafiły te środki. To pozwoli oddzielić zwykłe wypłaty klientów od ewentualnego wyprowadzania majątku - wskazuje Nogacki.
Szczegółowe prześledzenie transferów z Zondy jest wykonalne, ponieważ każda transakcja w publicznych sieciach blockchain pozostawia trwały cyfrowy odcisk palca. Rejestry Bitcoin czy Ethereum są jawne, co pozwala na wgląd w historię przepływów. Tożsamość użytkowników, choć pierwotnie ukryta za kryptograficznymi adresami, może zostać ujawniona przy pomocy analityków śledczych i organów ścigania.
Możliwe scenariusze
Zdaniem mecenasa Nogackiego gigantyczny odpływ środków z Zondy może oznaczać, że część użytkowników Zondy dowiedziała się o problemach giełdy wcześniej od innych i zaczęła zawczasu wycofywać aktywa.
To może oznaczać selektywne spłacanie wierzycieli, co stanowi przestępstwo i może zostać odwrócone w postępowaniu upadłościowym - uważa Nogacki.
Inny scenariusz zakłada, że giełda działała na zasadzie piramidy finansowej: wypłaty dla jednych klientów finansowano z bieżących wpłat innych. Ponieważ giełda nie posiadała własnych rezerw, musiała utrzymywać pozory wypłacalności, dokupując kryptowaluty na wolnym rynku. Przykładowo: firma musiała kupić bitcoina za 80 tysięcy dolarów, by oddać go klientowi, który kupił go, gdy cena wynosiła zaledwie 15 tysięcy. Taka strategia oznacza systematyczne rujnowanie budżetu firmy i straty.
Na koniec 2025 r. Zonda posiadała 2,8 mln euro gotówki przy 343 mln euro zobowiązań wobec klientów - wynika z dokumentów, do których dotarł money.pl. Oznacza to wskaźnik pokrycia na poziomie zaledwie 0,83 proc. To dramatycznie niski poziom płynności finansowej.
Zyski tąpnęły, biznes się kurczy
Nie tylko bilans, ale i rachunek zysków spółki dostarcza niepokojących danych. W 2025 roku zysk netto BB Trade Estonia OÜ zaliczył drastyczny, 82-procentowy spadek - z 10,6 mln euro w 2024 r. do zaledwie 1,92 mln euro w 2025 r. Ten spadek to czytelny dowód na postępującą erozję bazy użytkowników i kurczące się wolumeny obrotu. Jaskrawą dysproporcję widać w statystykach: choć giełda deklaruje aż 1,35 mln zarejestrowanych kont, w czwartym kwartale 2025 r. - w momencie załamania się rynku kryptowalut - realnie aktywnych było zaledwie 57 tys. z nich. Oznacza to, że z platformy korzystało w tym czasie jedynie 4 proc. wszystkich deklarowanych użytkowników.
Kluczowe przychody z prowizji transakcyjnych skurczyły się o jedną piątą - z 6,08 mln do 4,85 mln euro. Ten 20-procentowy spadek bezpośrednio odzwierciedla mniejszą aktywność inwestorów oraz odpływ kapitału z platformy. Wyniki spółki wpisują się w szerszy trend: po euforycznym 2024 roku cały rynek kryptowalut złapał w roku 2025 zadyszkę.
Token ZND ratował wyniki
Gdy podstawowy silnik przychodowy zaczął tracić impet, spółka musiała poszukać alternatywnego źródła wpływów. Kluczowym elementem wyniku finansowego w ubiegłym roku stał się token ZND - autorska kryptowaluta zaprojektowana jako narzędzie zwiększania zaangażowania użytkowników.
W praktyce oznaczało to aktywo, którego podaż właściciel giełdy mógł kształtować według własnych potrzeb - emitować, sprzedawać lub dystrybuować wśród klientów.
Token nie miał realnego pokrycia w aktywach ani wartości użytkowej. Nie był walutą, a jedynie narzędziem do obsługi mało istotnych funkcji platformy - tłumaczy Nogacki.
Brak realnych fundamentów nadrabiano agresywnym marketingiem sportowym. Pod płaszczem nowoczesnej inżynierii finansowej sprzedawano klientom obietnice zysków, które nie miały żadnego oparcia w rzeczywistości ekonomicznej spółki. Token ZND stał się dla inwestorów problemem. Stracił niemal całą swoją wartość - spadek o 99,7 proc. (do poziomu 0,0006621 dol.) oznacza, że portfele osób trzymających te aktywa stały się dziś praktycznie bezwartościowe.
Koszty rosną mimo oszczędności
Choć koszty własne sprzedaży (m.in. opłaty bankowe, opłaty licencyjne, usługi informatyczne, prowizje partnerskie) spadły z 8,96 mln do 5,73 mln euro, pozostałe koszty operacyjne (m.in. wynagrodzenia, najem pomieszczenia, podatki, koszty handlowe i reklamowe) wzrosły gwałtownie - z 8,43 mln do 32,85 mln euro. Głównym czynnikiem był właśnie spadek wartości tokena ZND. Ujęta w kosztach strata z przeszacowania tej kryptowaluty wynosi blisko 24,7 mln euro.
W rachunku zysków i strat w ubiegłym roku pojawiły się też nowe pozycje kosztowe: usługi doradcze (1,86 mln euro), prowizje dla partnerów (1,30 mln euro) oraz wydzielone koszty IT (3,35 mln euro). Koszty handlowe i reklamowe wyniosły 2,3 mln euro. To efekt przygotowań do nowych regulacji w Europie oraz działań ekspansyjnych spółki. O tym napiszemy w kolejnym artykule.
Karolina Wysota, dziennikarka money.pl