Deweloper nie miał zgody na wycinkę drzew. To je wyrwał z korzeniami

Deweloper RJ House z Legionowa usunął dęby z terenu budowy w Nowym Dworze Mazowieckim, pomimo zakazu wycinki. - Dostaliśmy materiały, na których widać, że koparki po prostu przewracają drzewa - powiedział burmistrz Sebastian Sosiński, cytowany przez "Gazetę Wyborczą".

Burmistrz mówi o nielegalnym pozbyciu się drzew przez dewelopBurmistrz mówi o nielegalnym pozbyciu się drzew przez dewelopera
Źródło zdjęć: © Facebook | Sebastian Sosiński Burmistrz Nowego Dworu Mazowieckiego
Piotr Bera

Według doniesień warszawskiej "Wyborczej" deweloper, stawiający siedmiopiętrowy budynek, zignorował urzędników, nie dopuścił do kontroli placu budowy oraz uniemożliwił wejście policji i straży miejskiej podczas usuwania drzew.

- To byłaby dominanta w naszym mieście, tak wysokich budynków nie ma. Teren jest objęty planem zagospodarowania, ale opracowanym 20 lat temu, w innym stanie prawnym, z bardzo nieprecyzyjnymi zapisami - tłumaczył Sosiński w rozmowie z "GW".

"Jestem załamany". W Warszawie ruszyła nocna prohibicja

Burmistrz dodał, że starostwo powiatowe nie wydało pozwolenia na budowę, ale inwestor miał odwołać się do wojewody i taką zgodę otrzymać. Natomiast urząd miasta odpowiada za wydanie zgód dotyczących wycinki drzew, które zdaniem urzędników były zdrowe. Dęby miały 200 cm w obwodzie pni. Decyzja w sprawie pozwolenia na wycinkę miała zostać podjęta po dodatkowej ekspertyzie biegłego sądowego, jednak zanim udało się zakończyć procedurę, drzewa zostały usunięte.

"Deweloper nie uzyskał zgody na wycinkę drzew. Jego działanie stanowi samowolę" - napisał na oficjalnym profilu na Facebooku burmistrz Sosiński. Włodarz gminy dodał, że złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.

Burza o wycinkę drzew
Burza o wycinkę drzew © Facebook | Sebastian Sosiński Burmistrz Nowego Dworu Mazowieckiego

Policja potwierdziła, że prowadzi czynności wyjaśniające w związku z podejrzeniem naruszenia art. 181 kodeksu karnego. Przepis ten przewiduje odpowiedzialność karną za spowodowanie znacznych zniszczeń w świecie roślinnym czy zwierzęcym i może skutkować karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

- Nie będziemy tego komentować. Mamy swoje sposoby postępowania - usłyszał dziennikarz "GW" od przedstawicielki RJ House.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Wybrane dla Ciebie