Cztery załadowane saudyjską ropą naftową tankowce, które zmierzały do Azji, zawróciły i zamiast na południe Morza Czerwonego obrały kurs na Kanał Sueski. We wtorek podobnie zachowały się trzy inne jednostki.
Z powodu wojny USA i Izraela z Iranem, która rozpoczęła się 28 lutego, Arabia Saudyjska zwiększyła eksport ropy przez port Janbu nad Morzem Czerwonym.
Płynące stamtąd statki w drodze na Ocean Indyjski muszą przejść przez cieśninę Bab al-Mandab. Przesmyk jest położony przy terenach Jemenu, które kontrolują sprzymierzeni z Iranem rebelianci Huti.
Grupa ogłosiła w poniedziałek blokadę morską saudyjskich portów. Huti zagrozili też wcześniej atakami na infrastrukturę naftową Arabii Saudyjskiej, jeżeli to państwo będzie kontynuowało wymierzone w nich naloty.
W Jemenie od 2014 r. trwa wojna domowa, która często postrzegana jest jako konflikt zastępczy sunnickiego Iranu z szyicką Arabią Saudyjską. Teheran wspiera rebeliantów Huti, Saudowie - uznany na arenie międzynarodowej rząd. Od 2022 r. obowiązuje formalny rozejm, a ostatnia wymiana ostrzałów między Arabią Saudyjską a Huti jest najpoważniejszą eskalacją od tego czasu.
Wznowienie tego konfliktu i aktywności Huti jeszcze bardziej komplikuje sytuację na Bliskim Wschodzie i zagraża eksportowi surowców z tego regionu.
Kolejne 7 proc. zablokowane
Wciąż zablokowana jest cieśnina Ormuz, a walka o panowanie nad tym szlakiem stała się centralnym punktem amerykańsko-irańskiej wojny. Przez Ormuz przed wojną przechodziło 20 proc. zużywanej na świecie ropy naftowej. Blokada saudyjskich portów nad Morzem Czerwonym doprowadziłaby do wstrzymania kolejnych 7 proc. - zaznaczył Reuters.
Huti atakowali już statki handlowe płynące szlakiem przez Morze Czerwone, deklarując, że wspierają w ten sposób walkę palestyńskiego Hamasu z Izraelem. Z jemeńskimi rebeliantami walczyły wówczas USA, a także powołana do tego celu unijna misja Aspides.
Trump ostrzega Hutich
Prezydent Donald Trump oświadczył we wtorek, że jeżeli Huti zablokują żeglugę przez Morze Czerwone, USA "się tym zajmą".
Arabia Saudyjska, która od dekad blisko współpracuje ze Stanami Zjednoczonymi, formalnie nie poprosiła Waszyngtonu o pomoc wojskową.
Dla amerykańskich sił zbrojnych konieczność równoczesnej walki z Iranem i Huti byłaby poważnym wyzwaniem logistycznym, dla Trumpa byłaby to komplikacja na poziomie politycznym - napisał w środę Reuters, powołując się na ekspertów i amerykańskich urzędników.