Gazowce nie wypłyną z Kataru. Świat szuka alternatyw. Putin przerwał milczenie
Po irańskich uderzeniach w zakłady Ras Laffan produkcja gazu w Katarze została wstrzymana. Ruch masowców wożących LNG i ropę przez Cieśninę Ormuz praktycznie zamarł. Ceny energii rosną. Świat szuka alternatywnych dostaw. - Rosja czeka i patrzy, co zrobi Europa - uważa dr Szymon Kardaś.
Amerykańsko-izraelski atak na Iran i odwet ze strony Teheranu spowodowały poważne zachwianie rynkami energii. Odpowiedź Iranu nie ograniczyła się do amerykańskich baz wojskowych w rejonie. Drony i rakiety zostały posłane na zakłady w Katarze produkujące gaz LNG na eksport, które wstrzymały produkcję (wspomniany wyżej Ras Laffan należący do QatarEnergy) oraz saudyjskie rafinerie i tankowce przewożące ropę i gaz przez Cieśninę Ormuz.
W efekcie ruch przez kluczowy szlak morski na mapie światowego handlu gazem i ropą niemal zamarł. Jeszcze w ubiegłym roku przez Ormuz przepływały masowce przewożące w sumie 81 mln ton LNG, tj. około 222 tys. ton LNG dziennie oraz tankowce transportujące 14 mln baryłek ropy naftowej dziennie.
Groźby irańskiej Gwardii Rewolucyjnej (IRGC), która ogłosiła, że będzie palić każdy statek, próbujący przebyć cieśninę, sprawiły, że u jej bram stanęły setki statków, inne zaś zostały skierowane na okrężne trasy. To spowodowało drastyczny wzrost cen gazu i ropy na rynkach.
Jak pisaliśmy w money.pl, nawet czasowy paraliż Zatoki Perskiej będzie miał konsekwencje. Świat już szuka alternatyw dla dostaw LNG i ropy.
Gaz potrzebny. Wkroczy Rosja? "Nie ma możliwości"
Katar, który ogłosił czasowe wstrzymanie produkcji gazu w uszkodzonych zakładach Ras Laffan, to jeden z najważniejszych dostawców LNG. Rocznie produkuje ok. 106,9 mld metrów sześc. LNG (dane za Energy Institute, Statistical Review of World Energy 2025). Tym samym należy do pierwszej trójki producentów na świecie, za Stanami Zjednoczonymi (115,2 mld metrów sześc. rocznie), ale przed Australią (106,8 mld m sześc. rocznie).
Najbardziej dotknięte ograniczeniami dostaw na rynek gazu z Kataru będą rynki azjatyckie, zwłaszcza Bangladesz, Indie i Pakistan. Jak wskazują analitycy, państwa regionu już szukają alternatywy. W grze pozostają producenci z Australii i USA.
Co znamienne, mimo obaw o braki na rynku LNG, długo nie reagował czwarty producent LNG - Rosja, która, według danych za 2025 r. rocznie produkuje 44,3 mld metrów sześc. płynnego gazu. Nie deklarowała gotowości skierowania dodatkowych dostaw gazu dla Azji w odpowiedzi na kryzys Kataru.
Rosyjskie MSZ ograniczyło się jedynie do protestów dyplomatycznych potępiających atak na Iran i lakonicznie poinformowało w niedzielę, że zamknięcie Cieśniny Ormuz może doprowadzić do znacznych zawirowań na światowych rynkach ropy i gazu.
W środę wieczorem Władimir Putin przerwał milczenie. Zasugerował, że Rosja może już teraz wstrzymać dostawy gazu do Europy i przenieść je gdzie indziej. "Teraz otwierają się inne rynki. Być może bardziej opłacalne dla nas byłoby zaprzestanie dostaw na rynek europejski już teraz. Przejście na te otwierające się rynki i ugruntowanie naszej pozycji właśnie tam" - powiedział państwowej telewizji.
To oczywiście słowa, do których trzeba mieć duży dystans, jak do wszystkiego, co pada z ust przedstawicieli Kremla.
- Rosja nie jest w stanie zaspokoić potrzeb regionu (azjatyckiego - red.) swoimi dostawami płynnego gazu. Zachodnie sankcje skutecznie ograniczyły potencjał rozwoju rosyjskich projektów LNG - wyjaśnia w rozmowie z money.pl dr Szymon Kardaś, analityk European Council on Foreign.
Przypomnijmy, że jeszcze w 2020 roku "Rosja wydała dokument Strategię Energetyczną Federacji Rosyjskiej do 2035 roku", gdzie zakładała, że w nieco ponad dekadę miała produkować od 80 do nawet 140 mln ton LNG rocznie, z czego tylko w Arktyce do 91 mln ton. Pełnoskalową inwazją na Ukrainę Putin zrujnował te plany.
- Sankcje technologiczne zatrzymały rozwój dużych projektów LNG, które oparte były na zachodnich częściach. Własna technologia okazała się fiaskiem - podkreśla dr Kardaś.
Jak dodaje, przez cztery lata trwania wojny w Ukrainie, Rosja dokonała autodegradacji swojej pozycji jako światowego eksportera gazu ziemnego.
- Na razie nie widzę możliwości, aby Rosja dokonała restytucji swojej pozycji do poziomów przed 2022 rokiem. Kluczowym rynkiem była Europa, którą na własne życzenie utraciła. Rosjanie nie zbudowali alternatywnych kanałów. Poza gazociągiem tureckim i Siłą Syberii do Chin, nie mają tam rozbudowanej infrastruktury. Co ciekawe, Iran też był rozważany jako kraj tranzytowy dla rurociągowego przesyłu rosyjskiego gazu do portów morskich. Projekt pozostał w fazie planów. W przypadku LNG jest równie źle. W rejonie Dalekiego Wschodu mają projekt Sachalin 2, ale to ograniczona produkcja zarezerwowana dla Korei, Japonii i Chin - wylicza Kardaś.
Kluczem może być Europa. Putin tylko czeka na sygnały
Jak ocenia Tymon Pastucha, analityk Polskiego Instytutu Spraw Zagranicznych (PISM), napięcia na globalnym rynku gazu budzą jednak pytania o możliwość powrotu Rosji na globalne rynki.
- Nie chodzi nawet o jej możliwości eksportowe do krajów Azji, Rosja w krótkim okresie może i byłaby w stanie przekierować niewielką część produkcji gazu na rynki wschodnie, ale nie ma odpowiednich jednostek do transportowania surowca. Prawdziwym problemem może okazać się potencjalny pomysł przywrócenia dostaw na rynek europejski - zaznacza ekspert.
Według niego przedłużająca się wojna USA i Izraela z Iranem i strategia Teheranu polegająca na wywoływaniu globalnych napięć choćby poprzez paraliż transportu - przez Ormuz czy uderzenia w infrastrukturę gazową i naftową państw w regionie - będzie napędzać ceny gazu, a to może odbić się na zależnej od importu gazu i ropy Europie.
- Wygaśnięcie krótkoterminowych kontraktów na LNG z Rosją przypada na pierwszą połowę roku. Wraz ze wzrostem cen gazu i ograniczeniami produkcji w Zatoce Perskiej mogą wrócić niebezpieczne pomysły przywrócenia dostaw z Rosji - twierdzi Pastucha.
Te obawy nie są odosobnione. Również dr Kardaś zwraca uwagę na pojawiające się co jakiś czas idee powrotu do rosyjskiego gazu.
- Nietrudno sobie wyrazić scenariusz, w którym drastycznie rosnące ceny gazu staną się pretekstem dla tez o zasadniczej zmianie okoliczności, bezpieczeństwie energetycznym i łatwym dostępie do taniego i dostępnego surowca z Rosji - ostrzega.
Jak podkreśla, infrastruktura jest gotowa, wystarczy właściwie tylko wola polityczna. - Putin tylko czeka na taką zmianę narracji. Dla Europy byłoby to natomiast katastrofalnym błędem i poważnym zagrożeniem, niweczącym trudną drogę do niezależności od rosyjskich surowców - ocenia dr Kardaś.
Komisja Europejska co prawda wprowadza stopniowy zakaz importu rosyjskiego gazu obejmujący od 2027 roku zarówno dostawy przez rurociągi, jak i LNG, i jednocześnie poszukuje alternatywnych dostaw z USA, Norwegii, Azerbejdżanu i innych regionów.
Ale mimo tego wśród krajów członkowskich nie brakuje głosów nawołujących do normalizacji stosunków z Moskwą i wznowienia handlu gazem. Nie potrzebują do tego sytuacji kryzysowej, wystarczą argumenty o konieczności przywrócenia konkurencyjności gospodarek europejskich i obniżenia cen energii.
- Pytanie, jak dalej będzie kształtowana polityka energetyczna UE. Jak podejdą do nowej sytuacji państwa członkowskie w najbliższych 2-3 miesiącach - mówi Tymon Pastucha.
Problem w tym, że Bruksela nie musi radykalnie zmieniać swojego stanowiska. Wszystko może dziać się "na miękko". W obliczu potencjalnego kryzysu wystarczy, aby tylko trochę pod presją polityczną opóźniała wejście w życie embarga czy kolejnych sankcji na rosyjskie surowce o kolejne miesiące czy lata.
Jednak scenariusze powrotu do rosyjskich dostaw nie są oderwane od rzeczywistości. Wystarczy wspomnieć, że mimo trwającej ofensywy rosyjskiej w Ukrainie i sankcji, wciąż zakulisowo są prowadzone rozmowy o możliwości przywrócenia gazociągu Nord Stream do eksploatacji pod nową, amerykańską kontrolą.
Jak pisaliśmy w money.pl, sojusz gazowy między USA a Rosją może budzić kontrowersje, ale wcale nie jest niemożliwy. Przypomnijmy, że prezydent USA nie odrzucił takiej możliwości i coś, co wydawało się abstrakcyjną koncepcją jeszcze parę lat temu, zdaje się być opcją.
- Nie sądzę, by Rosja mogła coś ugrać w Azji na ograniczeniach w dostępie do LNG z Zatoki Perskiej. Ryzykiem jest to, że może próbować wykorzystać globalne perturbacje w rozgrywaniu Europy. To, czy się temu poddamy, zależeć będzie jednak od determinacji samych Europejczyków - podkreśla dr Kardaś.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl