Trump uwalnia "krwawą ropę". Ma plan? "To nie ma większego sensu"
Stany Zjednoczone najpierw zniosły część sankcji z rosyjskiej ropy, a następnie uwolniły irański surowiec załadowany już na tankowce. Po "krwawą ropę" już ustawiają się chętni. To przede wszystkim stali klienci: Indie i Chiny, ale nie tylko. - To nie ma większego sensu. To oznaka słabości USA - ocenia decyzje Białego Domu Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.
Donald Trump wprowadza w życie przewrotny plan, który ma spowodować obniżenie cen ropy naftowej. Jej notowania drastycznie wzrosły w związku z izraelsko-amerykańskimi atakami i działaniami odwetowymi Iranu.
Prezydent USA zdecydował o uwolnieniu spod amerykańskich sankcji irańskiej ropy, która jest już na morzu. Chodzi o 171,6 mln baryłek, które według ostatnich odczytów firmy Kpler znajdują się na tankowcach. Wyłączenie to ma pozostać w mocy przez 30 dni. A po irańską ropę już ustawia się kolejka.
Od kasetek do 300 mln zł. Polska firma ogrywa chińską konkurencję
Według ustaleń Bloomberga już nie tylko prywatne firmy z Chin zainteresowane są pozyskaniem tego surowca, ale również państwowe rafinerie rozważają umowy na irańską ropę. Do tej pory państwowi giganci trzymali się z daleka od surowca z Iranu, obawiając się amerykańskich sankcji. Oprócz nich według Reutersa również indyjskie rafinerie planują wznowić zakupy, a za nimi rafinerie w innych częściach Azji rozważają taki krok.
Według wyjaśnień Scotta Bessenta, sekretarza skarbu USA, amerykański plan zakłada użycie irańskiej ropy przeciwko Iranowi za pomocą poluzowania sankcji. - W istocie użyjemy irańskich baryłek przeciwko Iranowi, aby utrzymać niską cenę przez najbliższe 10-14 dni, kontynuując kampanię - tłumaczył w ubiegły czwartek Bessent.
Czy taki plan ma szansę zadziałać? Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, jest przekonany, że to nic nie da. W rozmowie z money.pl stwierdza wręcz, że jedynie umożliwi to Iranowi pozyskanie dodatkowych środków ze sprzedaży ropy.
Podobną decyzję wydał Trump, kiedy uwolnił rosyjską ropę spod sankcji. Nic się nie wydarzyło. Cena ropy nie spadła - przypomina Andrzej Sikora.
"Krwawa ropa" uwolniona
Przypomnijmy - w połowie marca Trump zdecydował się na wyłom w rosyjskich sankcjach. Wówczas również chodziło o tę ropę, która była już załadowana na tankowce. To wyłączenie pozostanie w mocy jeszcze do 11 kwietnia.
Według rosyjskiego wysłannika Kiriłła Dmitrijewa mowa była o 100 mln baryłek rosyjskiej ropy (wypowiedź z 13 marca cytowana przez Reutersa). Z kolei 19 marca sekretarz skarbu USA Scott Bessent mówił już o ok. 130 mln baryłek rosyjskiej ropy znajdującej się na tankowcach.
Jak podawał Reuters, państwowe rafinerie Indian Oil Corp (IOC), Bharat Petroleum (BPCL), Hindustan Petroleum (HPCL) i Mangalore Refinery and Petrochemicals (MRPL), kupiły łącznie ok. 20 mln baryłek rosyjskiej ropy.
Jeśli więc zsumować ten wolumen z irańskim surowcem, to na rynek powinno trafić nieco ponad 300 mln baryłek "krwawej" ropy, dochód z której reżimy mogą przeznaczyć na finansowanie działań wojennych.
- To desperacka próba obniżenia ceny. Rynek jest rozchwiany, a konflikt eskaluje. Ceny w Azji już sięgnęły 170-180 dol. za baryłkę. Zniesienie sankcji na rosyjską ropę sprzed ponad tygodnia nie przyniosło efektu, rekordowe uwolnienie rezerw (przez Międzynarodową Agencję Energetyczną - przyp. red.) również nie poskutkowało. Podobnie nie zadziała też uwolnienie irańskiej ropy - ocenia Sikora.
Iran, który wciąż bez przeszkód eksportuje ropę (największy irański punkt eksportowy zlokalizowany na wyspie Chark wciąż funkcjonuje, mimo że wyspa była bombardowana), twierdzi, że znajdujące się na morzu ładunki już zostały wyprzedane.
Zdaniem prezesa Instytutu Studiów Energetycznych Rosja, ale przede wszystkim Iran, to kraje, które znalazły się pod trudnymi sankcjami, a mimo to potrafiły sprzedać ropę, skutecznie omijając obostrzenia. - Uwolnienie spod sankcji to bardzo zły sygnał. Dopuszczamy to, co było kategoryczne zabronione, szarą flotę, tę samą, która jeszcze kilka tygodni temu miała być zwalczana. To nie ma większego sensu. To oznaka słabości Amerykanów - komentuje Sikora.
Iran podbija stawkę wojny
Ceny ropy naftowej i gazu drastycznie rosną w związku z uderzeniami Iranu na rafinerie, instalacje naftowe i zakłady produkcji gazu w sąsiednich krajach Zatoki Perskiej. Tym samym Teheran niszczy część mocy produkcyjnych na Bliskim Wchodzie. Co prawda w poniedziałek doszło do sporej obniżki ceny surowca, ale przyczyną nie było poluzowanie sankcji, a to, że Donald Trump wstrzymał się z rozpoczęciem ataków na irańskie elektrownie, które zapowiedział w sobotę (o czym więcej w dalszej części tekstu). W rezultacie w poniedziałek wieczorem za baryłkę ropy rodzaju WTI trzeba było płacić 89 dol., a za ropę Brent - 96 dol.
Dodatkowym problemem jest paraliż głównego szlaku żeglugowego przez cieśninę Ormuz. Jak pisaliśmy w money.pl, jeszcze w ubiegłym roku przepływały jednostki, które przewiozły w sumie 81 mln ton LNG, tj. około 222 tys. ton LNG dziennie (20 proc. światowego handlu) oraz tankowce z 13 milionami baryłek ropy dziennie (31 proc. całego transportu ropy drogą morską).
Ten wąski przesmyk pozostaje pod kontrolą Iranu, który gotowy jest przepuszczać przez niego wybrane tylko jednostki. W razie nieautoryzowanej próby przejścia przez cieśninę grozi spaleniem tankowca.
Donald Trump ustanowił w sobotę 48-godzinne ultimatum na pełne otwarcie cieśniny Ormuz. W przeciwnym razie zapowiedział ataki na irańskie elektrownie, a nawet wkroczenie wojsk do Iranu. W poniedziałek jednak przedłużył termin o kolejne 5 dni.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zapowiedział, że odpowie uderzeniami w elektrownie zasilające amerykańskie bazy i Izrael, a Rada Obrony Iranu ostrzegła w poniedziałek, że cała Zatoka Perska zostanie zaminowana w razie amerykańskiego desantu na irańskie wybrzeże lub wyspy. W poniedziałek Trump poinformował, że poinstruował Pentagon, by o pięć dni odroczył ataki na irańskie elektrownie.
- Iran wciąż nie powiedział ostatniego słowa. Od początku ataków skutecznie uderza w infrastrukturę energetyczną ościennych krajów. A przecież wola testamentu (zabitego przez USA najwyższego przywódcy kraju - przyp. red.) Alego Chameneiego jeszcze nie została wypełniona. Mówię o zapowiedzi ataków bojowników islamskich na całym świecie - wylicza Sikora.
Sytuacja jest napięta w całym regionie. Wojna, którą Trump liczył zakończyć w krótkiej perspektywie, już rozszerzyła się na niemal cały Bliski Wschód. Rakiety irańskie dosięgnęły już Arabii Saudyjskiej, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Iraku, Omanu czy Bahrajnu.
Choć paraliż Ormuzu odbija się przede wszystkim na dostawach do krajów azjatyckich, mocno zależnych od dostaw z Zatoki Perskiej, to pośrednio kryzys odbija się na całym świecie. Rozpoczyna się wyścig o dostawy energii. Kolejne kraje skupują z rynku dostępne tankowce, a cena frachtu i samego surowca wzrasta. Kolejne posunięcia Donalda Trumpa, mające ograniczyć rajd cenowy, nie przynoszą efektów.
- Panika zaczyna grać rolę, to nie jest już racjonalne podejmowanie decyzji - ocenia Andrzej Sikora.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl