Zażarta rywalizacja o gaz. Europa musi napełnić magazyny. "Trudne zadanie"
Według najnowszych danych stowarzyszenia Gas Infrastructure Europe (GIE) średnie europejskie zapasy gazu spadły do 29 proc. Przed UE trudna operacja zapełnienia magazynów. Ceny rosną, a tankowce z przeznaczonym dla Europy LNG zmieniają kurs na Azję. - Jeśli blokada Ormuzu będzie się przedłużać, rywalizacja o gaz jeszcze się zaostrzy - ocenia analityk dr Szymon Kardaś.
Europejskie magazyny gazu są na historycznie niskim poziomie. Kryzys w Iranie może dodatkowo skomplikować ich napełnianie na przyszłą zimę. Według najnowszych danych Gas Infrastructure Europe, czyli stowarzyszenia reprezentującego operatorów infrastruktury gazowej w Europie, uśrednione zapasy składowane w magazynach podziemnych stopniały już do 334,72 TWh (około 30,5 mld m sześc.), co oznacza 29,29 proc. zapełnienia. To stan na 10 marca.
- Prognoza na koniec marca wskazuje, że rezerwy po tej zimie będą na dużo niższym poziomie niż średnia z ostatnich pięciu lat. To oznacza, że będzie trzeba bardzo intensywnie pracować, aby uzupełnić zapasy, a okoliczności nie są sprzyjające - ocenia w rozmowie z money.pl dr Szymon Kardaś, analityk think tanku European Council on Foreign Relations.
Według odczytów z należącej do Gas Infrastructure Europe platformy AGSI największe zapasy pod względem wolumenu mają obecnie Włochy (93,12 TWh), Niemcy (54,04 TWh) i Austria (36,18 TWh). Najwyższy procentowy poziom zapełnienia posiadają natomiast Portugalia (76,72 proc.), Hiszpania (55,75 proc.) i Polska (48,51 proc.). Najniższe odczyty pochodzą z Holandii (8,97 proc.), Chorwacji (10,20 proc.) i Szwecji (14,58 proc.).
UE zaczyna zatłaczać gaz po sezonie zimowego odbioru zwykle od kwietnia. Problem w tym, że kryzys wywołany atakami USA i Iranu na Iran oraz blokada Cieśniny Ormuz doprowadziły do wzrostów cen surowca. Od początku konfliktu, czyli od 28 lutego, ceny gazu wzrosły o 50 proc. W szczytowym momencie ceny na holenderskiej giełdzie TTF, będącej wyznacznikiem dla całej Europy, doszły do 65,79 euro/MWh. W piątek było to około 50,5 euro za MWh.
- Na razie ceny wzrosły, choć nie tak dramatycznie. Są najwyższe od 2023 roku, ale wciąż niższe niż w szczytowym okresie kryzysu w 2022 r. - zaznacza dr Kardaś. - Rynek jest rozchwiany, a każda informacja dotycząca sytuacji w Zatoce Perskiej i Cieśninie Ormuz powoduje wahnięcia. Czeka nas trudny czas - dodaje.
Problem z gazem z Bliskiego Wschodu
Według szacunków Reutersa, aby uzupełnić swoje magazyny, Europa będzie potrzebowała w tym roku o około 180 transportów LNG więcej niż w roku ubiegłym. To około 17 mld m. sześc. gazu.
- Przedłużająca się wojna w Zatoce Perskiej napędzi karuzelę cenową. Luka, jaka powstaje po gazie z Kataru (który wstrzymał produkcję - przyp. red.), powoduje, że rośnie konkurencja między państwami o dostępne jeszcze transporty, a to winduje cenę - wyjaśnia dr Kardaś.
Po irańskich uderzeniach w katarskie zakłady gazowe Ras Laffan produkcja gazu została wstrzymana. A Katar to jeden z najważniejszych dostawców LNG. Rocznie produkuje ok. 106,9 mld metrów sześc. LNG - wynika z ubiegłorocznych danych organizacji Energy Institute.
– Wstrzymanie produkcji i blokada Cieśniny Ormuz są poważnym problemem. Gazu katarskiego nie da się inaczej wywieźć niż drogą morską – podkreślał w ubiegłotygodniowej rozmowie z money.pl Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.
Jeszcze w ubiegłym roku przez Ormuz przepływały masowce przewożące w sumie 81 mln ton LNG, tj. około 222 tys. ton LNG dziennie. Po ataku na Iran ta jednak została sparaliżowana. We wtorek Iran informował o akcji zaminowywania cieśniny. USA odpowiedziały uderzaniami na irańskie jednostki stawiające miny.
To powoduje, że gaz z Kataru już od 10 dni nie dociera na rynek. Najbardziej poszkodowane są rynki azjatyckie, zwłaszcza Bangladesz, Indie i Pakistan. Państwa regionu ograniczają zużycie i pilnie szukają alternatywnych dostaw.
Tankowce zmieniają kurs
Jak wynika z analiz brytyjskiego dziennika "Financial Times", który zebrał aktualne dane serwisu Marine Traffic, dotyczące tras statków, część tankowców wożących gaz już zmieniła cel dostaw. W zeszłym tygodniu tankowiec LNG zmienił kurs z Europy do Azji - donosi "Berliner Zeitung". W tym tygodniu trzy kolejne statki poszły w jego ślady.
- Chłonność azjatyckiego rynku jest bardzo duża. Chiny, Indie, Japonia to gospodarki, które pilnie potrzebują gazu. To samo jednak dotyczy Europy. Poziom zależności UE od importu gazu jest bardzo wysoki i sięga 85 proc. - komentuje dr Kardaś.
Ceny w Azji są obecnie wyższe, a dostępne tankowce z LNG płyną tam, gdzie jest to najbardziej opłacalne w danym momencie. Choć zdecydowana większość skroplonego gazu jest sprzedawana w ramach kontraktów długoterminowych po wcześniej umówionej cenie, a nie na rynku spot (czyli na bieżąco, na giełdzie, po cenie, którą aktualnie kształtuje sytuacja na rynku), to mimo to istnieje ryzyko zmiany miejsc docelowych dostaw.
Dlaczego? Jak wynika z raportu "FT", wraz z eskalacją konfliktu i dalszych ograniczeń dostaw sprzedawcy mogą być gotowi zerwać kontrakty, nawet kosztem kar umownych, jeśli ceny odpowiednio wzrosną. - Takie przypadki miały już przecież miejsce, choćby podczas kryzysu w 2022 roku, kiedy po inwazji na Ukrainę dostawy gazociągami gazu z Rosji do Europy zostały drastycznie ograniczone, a ceny na rynkach poszybowały - przypomina Szymon Kardaś.
Co więcej, jak pisaliśmy, zakontraktowane dostawy również nie docierają do Europy, w tym do Polski. W ubiegłym tygodniu przedstawiciele QatarEnergy poinformowali, że wstrzymują gazyfikację w swoich fabrykach LNG w Zatoce Perskiej. Zamknięcie katarskiej produkcji umotywowano "siłą wyższą", co zwalnia spółkę z kosztów związanych z niedostarczeniem zakontraktowanych transportów LNG. Orlen również otrzymał wiadomość o anulowaniu dwóch dostaw zaplanowanych na kwiecień i maj.
Jak poinformował nas operator polskich gazociągów, firma Gaz-System, jedna z dwóch zaplanowanych dostaw katarskiego gazu została zastąpiona już przez Orlen ładunkiem z innego kierunku. Cały zakontraktowany gaz z Kataru stanowi niecałe 10 proc. wszystkich dostaw błękitnego paliwa do Polski.
UE będzie potrzebować dodatkowych transportów
Po znacznym zmniejszeniu dostaw rosyjskiego gazu rurociągami, Europa jest coraz bardziej zależna od dostaw LNG. Podczas gdy w 2021 roku skroplony gaz ziemny stanowił około 19 proc. europejskich dostaw gazu, według danych Europejskiej Sieci Operatorów Systemów Przesyłowych Gazu ENTSOG obecnie udział ten wzrósł do ponad 43 proc.
- Europa zerwała z zależnością od Rosji. Teraz jest na kursie, aby całkowicie wyrugować rosyjski gaz, który docierał do nas przede wszystkim rurociągami - obecnie jego ułamek stanowią dostawy z południa - oraz LNG. W efekcie musimy zwiększać import morski - tłumaczy Kardaś.
Trzeba domknąć proces derusyfikacji, ale w sytuacji tak dużych niepokojów i niepewności będzie to operacja kosztowna, choć konieczna, ocenia.
Jak podkreśla, do Europy gaz wciąż trafia rurami z Norwegii, Algierii i Azerbejdżanu. Ten ostatni, według deklaracji, ma zwiększyć dostawy z 12,7 mld m sześc. do 20 mld m sześc.
Według analityków z Kpler, Europa wciąż jednak będzie musiała pozyskać jeszcze przed kolejnym okresem grzewczym około 67 mld metrów sześc. gazu, aby mieć magazyny wypełnione na takim poziomie, jaki jest wymagany. Jak policzył Reuters, odpowiada to około 700 transportom LNG (67 mld m sześc.). Jeśli wysokie ceny będą się utrzymywać, do końca lata kosztowałoby to Europę między 11,7 mld euro a 34,5 mld euro.
Polska zabezpieczona
Polski rząd i koncerny energetyczne zapewniają o bezpieczeństwie dostaw LNG do Polski. Jak poinformował nas rzecznik Orlenu Mateusz Witczyński, w ubiegłym roku do gazoportu w Świnoujściu dostarczono 17 transportów LNG znad Zatoki Perskiej na 81 wszystkich dostaw.
Te transporty w razie potrzeby Orlen może uzupełnić ze spotu, czyli upraszczając, kupując niezakontraktowany wcześniej gaz na rynku od innych dostawców.
Głównym dostawcą LNG do Polski są Stany Zjednoczone. To stamtąd w ubiegłym roku odebraliśmy 62 transporty, łącznie 5,62 mld m sześc., czyli 4,07 mln ton LNG – wynika z wyliczeń Instytutu Studiów Energetycznych.
Gaz LNG płynie do Polski również z bardziej egzotycznych kierunków, jak choćby z Trynidadu i Tobago oraz z Egiptu.
"Program procesowego składowania surowca oraz proces regazyfikacji realizowane są bez zakłóceń, a terminal LNG zachowuje ciągłość działania w obszarze zasilania Krajowego Systemu Przesyłowego" - poinformował nas Gaz-System.
Do tego dochodzą dostawy rurociągowe z północy poprzez gazociąg Baltic Pipe. Według raportu z 2024 r. przez "korytarz norweski" 5,76 mld m sześc. sprowadziliśmy z Danii, a 1,22 mld m sześc. z Norwegii. W całym 2025 r. Polska sprowadziła przez Baltic Pipe około 8,2 mld m sześc. gazu.
Nasz system zabezpiecza również wymianę między krajami UE, w tym dostawy z Niemiec i Litwy, a także współpraca z Ukrainą.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl