Iran ma jasny cel. Paraliż gazowy już trwa. Eksperci: Trump nas nie uratuje
USA są potęgą w eksporcie LNG. Mimo że ich zakłady pracują na najwyższych obrotach, amerykański gaz nie pokryje strat w dostawach po tym, jak Katar wstrzymał produkcję, a transporty przez Cieśninę Ormuz zostały sparaliżowane. – Nie mają takiej nadwyżki. Problemem jest też logistyka – oceniają eksperci.
Mija piąty dzień, odkąd ruch statków w Cieśninie Ormuz, najważniejszym przesmyku dla transportu ropy i gazu, został niemal całkowicie wstrzymany. Według analizy Bloomberga tylko jeden tankowiec wpłynął do Zatoki Perskiej późnym wieczorem we wtorek i jeden masowiec wypłynął z niej w środę wieczorem.
W piątek rano pojawiła się nieoficjalna informacja, że dostawy gazu z Kataru do Polski są zagrożone po tym, jak państwowy katarski koncern QatarEnergy – w związku z wojną w Iranie i sytuacją w Cieśninie Ormuz – ogłosił stan "siły wyższej" i wstrzymał produkcję skroplonego gazu LNG.
Według Reutersa spółka poinformowała swoich kontrahentów, że w związku z sytuacją w regionie kolejne ładunki nie dotrą. Taką informację od QatarEnergy dotyczącą dwóch dostaw skroplonego gazu LNG zaplanowanych na kwiecień i początek maja otrzymać miał również Orlen.
Mamy się spodziewać powtórki z Iraku? Generał: "Iran jest gorszy"
– Jeżeli wojna w Zatoce Perskiej będzie się przeciągać, blokada transportu przez Cieśninę Ormuz będzie trwać, to Katar zmuszony będzie utrzymać wstrzymanie produkcji – ocenia w rozmowie z money.pl Agata Łoskot-Strachota, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich.
Przypomnijmy – Iran w ramach kontrataku po amerykańskich i izraelskich uderzeniach posłał drony i rakiety na elektrownie, zakłady LNG i rafinerie w całym regionie. Zakłady Ras Laffan w północnym Katarze należące do QatarEnergy i produkujące gaz na eksport wstrzymały produkcję.
Dodatkowo sytuacja w Cieśninie Ormuz już spowodowała wzrosty cen surowców energetycznych na rynkach. W czwartek 5 marca cena ropy WTI przekroczyła kolejną granicę – 81 dol., w piątek 6 marca kosztuje 80,56 dol. za baryłkę. Ceny gazu ziemnego są na drodze do największego tygodniowego wzrostu od 2023 roku.
Jak pisaliśmy w money.pl, nawet czasowy paraliż Zatoki Perskiej będzie miał konsekwencje. Świat już szuka alternatyw dla dostaw LNG i ropy.
– W skali tylko pierwszego tygodnia zakłócenia w eksporcie przekładają się na braki około 2,2 mld metrów sześc. gazu na światowym rynku. Jest to ilość do zabsorbowania przez rynek, ale jeśli problem będzie się przedłużał, te braki będą rosnąć – mówi Agata Łoskot-Strachota.
Nawet największy na świecie producent nie pomoże
Katar dostarcza około 20 proc. światowego zapotrzebowania na LNG. Rocznie produkuje ok. 106,9 mld metrów sześc. LNG (dane za Energy Institute, Statistical Review of World Energy 2025). Tym samym należy do pierwszej trójki producentów na świecie, za Stanami Zjednoczonymi (115,2 mld metrów sześc. rocznie), ale przed Australią (106,8 mld m sześc. rocznie).
– Katar jest drugim na świecie producentem LNG. Wstrzymanie produkcji i blokada Cieśniny Ormuz jest poważnym problemem. Gazu katarskiego nie da się inaczej wywieźć niż drogą morską – podkreśla w rozmowie z money.pl Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.
Jeśli paraliż będzie trwał dłużej niż miesiąc, zaczniemy odczuwać faktyczne braki wolumenów produkowanych przez Katar. Żeby pokryć tę lukę, potrzebne byłoby drastyczne zwiększenie produkcji LNG w krótkim czasie. Takich możliwości nie mają ani USA ani Australia
A problem z eksportem morskim nie dotyczy jedynie Kataru. – Również Emiratów Arabskich, które eksportują 7,5 mld metrów sześc. gazu rocznie przez Cieśninę Ormuz. Luka do pokrycia jest więc większa. Najwięksi importerzy LNG z Kataru i ZAE: Indie, Bangladesz czy Pakistan już ograniczyły zużycie i dostosowały popyt do sytuacji na rynku – przypomina Agata Łoskot-Strachota.
Potęga USA to za mało. Trudna logistyka
USA są potęgą eksportową skroplonego gazu. Po rewolucji łupkowej stały się poważnym graczem na rynku LNG. Znacznie rozbudowały swoją infrastrukturę i możliwości eksportu gazu na zagraniczne rynki. Główne terminale eksportowe gazu skroplonego to dziś: Sabine Pass w Luizjanie, Cove Point w Maryland, Cameron w Luizjanie, a także Corpus Christi i Freeport w Teksasie.
Mimo że zaraz po zaprzysiężeniu prezydent Donald Trump podpisał szereg rozporządzeń wykonawczych, a wśród nich te pozwalające na wznowienie poszukiwań ropy i gazu na szeroką skalę, potrzeba czasu, aby rozpoczęte projekty przyniosły faktyczną zwyżkę w produkcji.
Według szacunków Reutersa nowa produkcja w USA, która może wkrótce ruszyć, prawdopodobnie nie przekroczy jednak 56,6 mln metrów sześc. dziennie.
– Inwestycje w sektor gazowy zwiększyły możliwości produkcji, przekraczając rocznie poziom 115 mld metrów sześc. Duża część tego gazu jest już zakontraktowana – wskazuje Sikora.
Większość instalacji do skraplania gazu, choć pracuje na wysokim wykorzystaniu, to ma długoterminowe zobowiązania kontraktowe. W 2025 r. producenci z USA podpisali rekordową liczbę długoterminowych umów na 29,5 mln ton LNG (to drugi najwyższy wynik po 2022 r. w historii). Amerykański gaz trafia między innymi do Japonii, Korei Południowej, Malezji, Włoch czy do Polski.
– USA nie są po prostu w stanie pokryć w pełni tej luki. Te rosnące moce eksportowe też są w większości zarezerwowane. Niezakontraktowanych wolumenów jest trochę, ale nie tak wiele – tłumaczy analityczka OSW.
– Elementem łagodzącym te braki jest światowy wzrost mocy eksportowych. Zgodnie z prognozami Międzynarodowej Agencji Energii możliwości dostarczania LNG na rynek miały globalnie wzrastać już od tego roku i w najbliższych kilku latach. W tym roku ten przyrost to około 76 mld metrów sześc., z czego około połowa miała przypadać na USA. To daleko mniej niż dostarcza Katar. Przed wybuchem wojny szacowano, że będziemy mieć w tym roku nadpodaż około 12 mld metrów sześc. – wskazuje ekspertka.
Nawet jeśli tacy amerykańscy producenci jak Venture Global – drugi co do wielkości producent LNG w USA – mają większą elastyczność i zwiększyliby wydobycie o kolejne 7,2 mln ton rocznie, to i tak stanowiłoby ono zaledwie ułamek utraconych mocy produkcyjnych w Katarze.
Do tego dochodzi problem logistyczny. – Wystarczy spojrzeć na mapę. Produkowany w Zatoce Meksykańskiej gaz, aby trafić do Azji, musi pokonać Kanał Panamski. Ten już jest bardzo obciążony dla przejścia dużych tankowców. Wpuszczenie nawet kilku dodatkowych jednostek poza kolejkę jest niemożliwe. Istnieje jeszcze szlak z opłynięciem Ameryki Południowej, ale to znacznie nadkłada drogę, a przez to podnosi koszty – zauważa Sikora.
Jak zaznacza ekspert, łatwiej byłoby dostarczyć gaz od producentów na południowej półkuli, np. z Australii, ale i tam nie ma na tyle dużych mocy produkcyjnych, aby w krótkim czasie zwiększyć dostawy.
Iran będzie potęgował napięcie. Rynek się dostosuje?
Według analityków, z którymi rozmawiał money.pl, irańska strategia rozszerzania konfliktu ma zwiększyć globalne napięcia i koszty operacji przeciwko Teheranowi. Dlatego ataki na infrastrukturę krytyczną w regionie odpowiedzialnym za światowe dostawy surowców energetycznych i logistykę będą kontynuowane.
– Działania Iranu mają na celu podniesienie kosztów ekonomicznych operacji USA i Izraela tak, by te efekty tej operacji odczuwane były globalnie – również w Europie i Azji. Uderzenia w infrastrukturę eksportową i produkcyjną ropy oraz gazu z perspektywy Teheranu stanowią instrument obrony i presji – ocenia Tymon Pastucha, analityk Polskiego Instytutu Spraw Zagranicznych.
Zdaniem Andrzeja Sikory skutków amerykańsko-izraelskiej agresji na Iran doświadczyć mają wszyscy. – Iran idzie drogą bardzo dużej eskalacji konfliktu. Kontrataki Teheranu pokazują, że wbrew deklaracjom USA i Izraela ich zdolności nie zostały zneutralizowane. Przerzucają ten konflikt na inne rejony. Proszę zobaczyć, że nawet Unia Europejska została zaatakowana, Cypr jest w Unii, u wybrzeży Malty na Morzu Śródziemnym uderzony został rosyjski tankowiec. Ta wojna jest znacznie bliżej nas, niż się wydaje. A jej skutki będą rezonować globalnie – ocenia.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl