"Klątwa ajatollahów" wciąż w mocy. Ceny ropy szaleją. Świat szuka obejść Cieśniny Ormuz
- Iran otwarcie mówi o tym, że celem jest podniesienie kosztów wojny. Ta taktyka przynosi efekty - ocenia w rozmowie z money.pl Tymon Pastucha, analityk ds. polityki energetycznej PISM. Świat szuka obejść cieśniny Ormuz i sposobów obniżenia cen ropy. Izrael postuluje budowę nowych rurociągów. "Klątwa ajatollahów" o 200 dolarach za baryłkę ma szansę się spełnić?
Pomimo rekordowego uwolnienia rezerw ropy naftowej przez 32 kraje, ceny surowca pozostają wysokie, a rynek naftowy niestabilny. Baryłka ropy Brent, po czwartkowych wzrostach do 118 dol. wywołanych kontruderzeniami Iranu w katarskie zakłady LNG w Ras Laffan, izraelską rafinerię w Hajfie oraz ostrzałem rafinerii Saudi Aramco w porcie Yanbu nad Morzem Czerwonym, w piątek sięgała w szczytowym momencie 112 dol. i 108 dol. na zamknięciu sesji.
Cieśnina Ormuz pozostaje sparaliżowana, mimo amerykańskiego uderzenia w podziemne magazyny i stanowiska rakietowe w pobliżu przesmyku.
Jak informuje Międzynarodowa Organizacja Morska, około 3,2 tys. statków handlowych, w tym tankowców i masowców przewożących gaz LNG, utknęło w Zatoce Perskiej. Nie mogą się wydostać na Ocean Indyjski.
Kluczowy szlak, którym jeszcze w ubiegłym roku przepływały jednostki przewożące w sumie 81 mln ton LNG, tj. około 222 tys. ton LNG dziennie (20 proc. światowego handlu) oraz tankowce z 13 milionami baryłek ropy dziennie (31 proc. całego przepływu ropy drogą morską) wciąż pozostaje sparaliżowany groźbą ataków ze strony Iranu.
Ujawniamy. Dokument ws. frankowiczów, którego mieliście nie poznać
"Nawet konwoje nie pomogą"
- Udrożnienie samej cieśniny, choć w założeniu jest konieczne, nie uda się w takiej formie, jaką założyli Amerykanie. Nawet konwoje nie pomogą. To wąskie przejście, wystarczą dwa uszkodzone tankowce, by spowodować zator zamykający cieśninę - stwierdza dr Przemysław Zaleski, ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego Fundacji Pułaskiego i Politechniki Wrocławskiej.
Irańska "klątwa"
Iran od początku nalotów amerykańsko-izraelskich obrał taktykę kontrataków wymierzonych nie tylko w bazy wojskowe, ale również w rafinerie, instalacje i pola naftowe i gazowe w krajach całej Zatoki Perskiej. Paraliżuje tym samym nie tylko transport, ale również produkcję surowców.
To właśnie te działania, obok blokady cieśniny Ormuz, powodują, że ceny surowców, w tym ropy, niebezpiecznie rosną.
- Iran otwarcie mówi o tym, że celem jest podniesienie kosztów wojny. Ta taktyka przynosi już pewne efekty. Widać je w niezadowoleniu sojuszników USA i nastrojach społeczeństwa amerykańskiego. Skoro działania Iranu wywierają skutek, Teheran nie ma powodu, by z nich rezygnować. Będzie wciąż atakował cele energetyczne, rafinerie, pola naftowe i paraliżował cieśninę Ormuz - ocenia w rozmowie z money.pl Tymon Pastucha, analityk ds. polityki energetycznej PISM.
Kolejne skoki cen ropy naftowej do poziomu niemal 120 dol. za baryłkę uderzają w światową gospodarkę. Nefrin, perska klątwa, zgodnie z którą ceny ropy mają sięgnąć 200 dol. za baryłkę, spędza sen z oczu inwestorom i ekonomistom. 11 marca 2026 r. rzucił ją generał Ebrahim Zolfaqari, rzecznik sztabu Khatam al-Anbiya w Teheranie.
Przygotujcie się na ropę po 200 dolarów za baryłkę, bo cena ropy zależy od bezpieczeństwa w regionie, który zdestabilizowaliście
Czy widmo tak wysokich cen jest realne? Analitycy, choć podkreślają powagę sytuacji, nieco tonują te zapowiedzi irańskich przywódców.
Groźba Iranu wywindowania cen ropy do poziomu 200 dol. za baryłkę to figura retoryczna, ale równocześnie obrazuje, z jaką skalą globalnego kryzysu energetycznego się mierzymy. W dyskusjach za punkt odniesienia bierzemy cenę baryłki ropy naftowej, ale wystarczy spojrzeć, jak obecna sytuacja odbija się na kosztach produktów naftowych. Hurtowe ceny diesla wystrzeliły, są potężne wzrosty na paliwie lotniczym czy paliw morskich. Kryzys się rozwija
Zdaniem dra Zaleskiego mimo że rynek naftowy to wiele naczyń połączonych, ceny raczej nie sięgną aż takich poziomów. - Mówimy o lokalnym paraliżu, to około 20 proc. rynku. Iran nie uderzył w światową produkcję nośników energii. Dlatego nie sądzę, aby ten kryzys był w stanie tak podnieść ceny. 200 dol. za baryłkę to raczej blef – mówił analityk Fundacji Pułaskiego w środowej rozmowie z money.pl.
Świat szuka obejść
Wojna trwa 22. dzień (zaczęła się 28 lutego) i nic nie wskazuje na szybkie jej zakończenie. Izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Saar powiedział 17 marca, że działania będą trwały, dopóki cele nie zostaną osiągnięte.
Mimo że Donald Trump zaklina rzeczywistość i przekonywał nawet, że irańska "operacja" niemal jest na ukończeniu, szybkiego zakończenia działań nikt się nie spodziewa - prędzej tego, że może dojść do ich eskalacji. Amerykanie wysyłają w region "potężny sprzęt", jak mówił Trump, a media donoszą, że toczą się rozmowy o ograniczonej operacji lądowej.
Netanjahu chce rurociągów ropy i gazu do izraelskich portów
Świat szuka więc możliwych obejść sparaliżowanej cieśniny Ormuz, aby udrożnić eksport z Zatoki Perskiej. Przypomnijmy, że państwa tego regionu są jednymi z najważniejszych producentów ropy na świecie. Do głównych eksporterów należą Arabia Saudyjska, Iran, Irak, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar. Łącznie posiadają około 50 proc. potwierdzonych światowych rezerw ropy naftowej i dostarczają około 25-30 proc. światowego wydobycia.
Benjamin Netanjahu podczas konferencji prasowej dla zagranicznych mediów w Jerozolimie 19 marca 2026 r. powiedział, że potrzebne są "alternatywne trasy" dla transportu nośników energii zamiast przechodzenia przez wąskie gardła cieśnin Ormuz i Bab al-Mandab.
Oświadczenie premiera Netanjahu dla zagranicznej prasy:
Jak podał "Times of Israel", premier Netanjahu zasugerował budowę rurociągów ropy i gazu biegnących na zachód przez Półwysep Arabski, aż do izraelskich portów nad Morzem Śródziemnym.
Obecnie jednym z kluczowych punktów, po blokadzie cieśniny Ormuz, jest biegnący od Zatoki Perskiej do Morza Czerwonego rurociąg Wschód-Zachód. Umożliwia on transport ropy z pól naftowych na wschodzie Arabii Saudyjskiej do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym.
Jego przepustowość wynosiła pierwotnie ok. 5 mln baryłek dziennie. Niedawno pojawiły się informacje, że w odpowiedzi na zagrożenie dostaw została zwiększona do ok. 7 mln baryłek dziennie.
Dalej ładunek musiałby zostać przetransportowany na tankowce i skierowany na Kanał Sueski. Obecnie istnieje możliwość przeładunku części ropy w porcie Ejlat, w północno-zachodnim czubku Zatoki Akaba na Morzu Czerwonym i transportu pustynnym rurociągiem Ejlat-Negba. Jednak jego przepustowość również nie jest wystarczająca. Pozwala on transportować jedynie około 1,2 miliona baryłek dziennie do izraelskiego portu Aszkelon.
Irackie obejście do Turcji
Z kolei niedawne porozumienie, do jakiego doszedł Irak i autonomiczny Kurdystan (kluczowy gracz, bo trzyma w ręku nie tylko ropę, ale rurociąg Irak-Turcja z Kirkuku do Ceyhan i trasę do Morza Śródziemnego) pozwolić ma na wznowienie eksportu ropy do tureckiego portu Ceyhan, a więc bez przechodzenia przez cieśninę Ormuz.
Jak informował Reuters, strony uzgodniły powołanie wspólnego komitetu, przekazywanie przychodów do federalnego skarbu oraz wdrożenie środków bezpieczeństwa dla pól i infrastruktury eksportowej.
Po porozumieniu Bagdadu z władzami Kurdystanu eksport przez Ceyhan ma ruszyć od poziomu 250 tys. baryłek dziennie, z możliwością wzrostu do ok. 450 tys. baryłek dziennie po dołączeniu ropy z pól kurdyjskich.
Jak ważny to dla rynków sygnał, pokazały krótkotrwałe, ale jednak spadki, cen poniżej 100 dol. po ogłoszeniu porozumienia. Każda dodatkowa ropa płynąca na Morze Śródziemne zmniejsza presję związaną z zakłóceniami w Zatoce Perskiej.
- Rynek naftowy jest rozchwiany i łapie się każdej informacji, która może sugerować pozytywną zmianę. Iracko-kurdyjskie porozumienie w sprawie eksportu ropy do Turcji z obejściem Ormuzu jest tego przykładem. Rynki zareagowały chwilowym spadkiem w środę, ale wciąż presja na wzrosty się utrzymuje - ocenia Tymon Pastucha.
Jak podkreślają jednak analitycy, alternatywne trasy omijające Ormuz mogą dziś przejąć tylko ok. 35 proc. wolumenu, który normalnie płynął przez cieśninę. Przy bardzo optymistycznym założeniu pełnego wykorzystania infrastruktury i uwzględnieniu dostaw poprzez Kirkuk-Ceyhan można dojść do około 46 proc., ale to, jak zaznaczają eksperci, wariant bardziej techniczny niż realny.
Rynek zmienia się i dostosowuje do trudnej sytuacji, ale - jak podkreśla dr Zaleski - przedłużający się konflikt nie przyniesie korzyści nikomu. - Rynek nie lubi próżni. Zmiany będą zachodzić, stale szuka się alternatywy. Niemniej czas będzie grał na korzyść Iranu - ocenia analityk Fundacji Pułaskiego.
- Wszyscy mają nadzieję, że czarne scenariusze jednak się nie sprawdzą, że nastąpi deeskalacja, a transport przez cieśninę Ormuz zostanie przywrócony. Kluczowe pozostaną decyzje polityczne USA i dalsze działania militarne na tym froncie - dodaje Tymon Pastucha z PISM.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl