Szok cenowy na stacjach paliw w USA. Amerykanie wskazali winnego
Choć prezydent Trump próbuje przekonywać Amerykanów, że jest inaczej, konflikt na Bliskim Wschodzie uderza w ich portfele. Więcej wydają na tankowanie samochodów, rosną też ogólne koszty utrzymania. To odbija się na poparciu dla Donalda Trumpa i Partii Republikańskiej.
Od początku wojny w Iranie średnia cena benzyny w USA wzrosła o prawie dolara za galon – z 2,9 do 3,7 dol. (11-14 zł; jeden galon to ok. 3,8 litra) – wynika z danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA). To drugi co do wielkości czterotygodniowy wzrost od co najmniej 30 lat – podkreśla "The New York Times". Co ciekawe, jest większy niż ten na początku wojny w Ukrainie w 2022 r., recesji z 2009 r. i cięciach produkcji OPEC ogłoszonych w 1999 r.
Typowy kierowca w Stanach Zjednoczonych pokonuje miesięcznie około 1000 mil (ok. 1600 km), co przy obecnych wzrostach cen benzyny przekłada się na 50 dol. miesięcznie więcej w rachunkach za tankowanie samochodu.
Zatankowaliśmy na rządowej stacji paliw. Tyle zapłaciliśmy
Cena amerykańskiej ropy w górę
Konflikt na Bliskim Wschodzie zakłócił światowe dostawy ropy naftowej po blokadzie Cieśniny Ormuz przez Iran. Zareagowały nawet te rynki, które nie importują paliwa z Bliskiego Wschodu. Cena amerykańskiej ropy (WTI) przekroczyła 100 dol. za baryłkę po raz pierwszy od wybuchu wojny w Ukrainie. Olej napędowy w USA kosztuje już ponad 5 dol. za galon, notując najwyższe poziomy od końca 2022 r.
Donald Trump twierdzi, że kryzys związany z ropą USA nie dotyczy, bo Stany Zjednoczone są największymi producentami ropy na świecie. Amerykanie widzą jednak drożyznę na stacjach. W ostatnim czasie Trump wielokrotnie powtarzał też, że wyższe koszty energii to niewielka cena za unieszkodliwienie Iranu. We wtorek ponownie stwierdził, że po zakończeniu konfliktu ceny energii "spadną jak kamień".
– Powrót tych cen do poprzedniego poziomu zajmie trochę czasu – ocenia tymczasem Matt Smith, analityk z firmy konsultingowej Kpler.
Trump nie radzi sobie z cenami benzyny
Agencja Reutera przypomina, że jeśli ceny paliw utrzymają się na wysokim poziomie przez całe lato, wyborcy mogą obarczyć Partię Republikańską odpowiedzialnością za nadwyrężenie budżetów domowych i politycznie ukarać jej kandydatów w listopadowych wyborach uzupełniających. Sondaże wskazują, że Amerykanie martwią się rosnącymi kosztami utrzymania.
Najnowszy sondaż przeprowadzony przez Yahoo i YouGov wskazuje, że amerykański prezydent już dziś może zacząć ponosić polityczne konsekwencje rosnących cen benzyny w USA. 66 proc. ankietowanych stwierdziło, że nie popiera sposobu, w jaki Trump radzi sobie z rosnącymi cenami benzyny. Z kolei poparcie dla niego w tym obszarze wyraziło 27 proc. Amerykanów biorących udział w badaniu.
Niemal identyczne odsetki respondentów nie popierają (67 proc.) i popierają (26 proc.) podejście Trumpa do kwestii kosztów utrzymania. Wynik 26 proc. to najniższy dotychczasowy wskaźnik poparcia dla Trumpa w tym temacie.
W innym badaniu (Morning Consult) 74 proc. Amerykanów powiedziało, że ceny benzyny w tym roku wzrosły, a pytani, kto ponosi za to największą odpowiedzialność, 48 proc. respondentów wskazało prezydenta i jego administrację.
16 proc. wskazało na firmy z branży naftowej i gazowej, 13 proc. obwiniało globalny rynek, a 11 proc. wymieniło byłego prezydenta Joe Bidena.
Źródło: "The New York Times", Yahoo, Reuters, Axios