Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
strajk
25.11.2019 13:19

Cała branża może zniknąć. Koniec rejsów wędkarskich w polskich portach

Lubisz wędkować? Marzysz o "przygodzie na morzu"? Zapomnij. Od przyszłego roku nie będzie to możliwe. Armatorzy jednostek, którymi zapaleni wędkarze pływają na dorsze, zablokowali na dwie godziny pięć polskich portów. To ostrzeżenie. Protest może się zaostrzyć, bo biznesy wiszą na włosku.

Podziel się
Dodaj komentarz
(WP.PL)
Łódź przygotowana do protestu (Fot: dziejesie.wp.pl)

Jest październikowa sobota. Temperatura powietrza wynosi nie więcej niż 5 stopni. Do wschodu słońca zostało ponad 2 godziny, a port we Władysławowie jest pełen ludzi. "Proszę o zgodę na wyjście w morze z wędkarzami" - słychać co chwilę z radiostacji kutra. I faktycznie, co kilka minut z portu wypływa kolejna jednostka. To była jedna z ostatnich okazji, by obserwować ten poranny rumor. Od stycznia takiego życia w porcie już nie będzie.

Kto korzysta z takich rejsów? Najczęściej po prostu miłośnicy wędkowania, którzy chcą czegoś więcej niż łowienia w jeziorze. To jedna z ważnych nadmorskich atrakcji. Wystarczy wpisać "wyprawy na dorsze" w wyszukiwarkę internetową i widzimy setki ofert. Bezpośrednio na stronach armatorów, na portalach aukcyjnych czy Grouponie. Wkrótce ta atrakcja będzie jednak tylko wspomnieniem.

1 stycznia 2020 r. wchodzą w życie nowe unijne przepisy ws. limitów połowowych dla dorszy. Wyjątkowo restrykcyjne przepisy, o które apelowała m.in. Polska. W końcu od kilku lat jak bumerang powracał temat "chudych dorszy" wyciąganych z morza przez rybaków.

Chude dorsze. Ministerstwo robi, co może, żeby ryb było więcej

Minister gospodarki morskiej wprost przyznawał, że tylko znaczące ograniczenie połowów pozwoli odbudować się populacji tej ryby w naszej części Bałtyku. - Trzeba zawiesić nie tylko połowy dorsza, bo to w poprzednich latach nic nie dało. Trzeba zawiesić połowy pelagiczne, czyli szprota i śledzia - tłumaczył w rozmowie z money.pl. Zdołał nawet przekonać Brukselę do wprowadzenia bardziej restrykcyjnej polityki. Formalnie na rok, ale wiadomo, że zakazy i limity będą przedłużane przez kolejne 4 lata.

Dorszy w Bałtyku jest mało. I tego nikt nie neguje.
Chude dorsze. Rybacy biją na alarm, eksperci uspokajają

W trosce o populację dorszy urzędnicy zapomnieli jednak o... przedsiębiorcach. Osobach, które zarabiają na rejsach wędkarskich na dorsze. Na mocy nowych unijnych przepisów, od 1 stycznia 2020 r. połowy dorsza będą całkowicie zakazane w podrejonach ICES 25 i 26, czyli tych, które przylegają do niemal całego polskiego wybrzeża. Znaczące limity – do pięciu sztuk dorsza na wędkarza dziennie (z zastrzeżeniem, że w lutym i marcu limit spada do dwóch) – obowiązywać będą w podrejonach ICES 22, 23 i 24.

- Ograniczenie połowów dorsza? W obecnej formie to nic nie da. Stado się nie odbuduje, dopóki nie wprowadzimy limitu na połowy szprota i śledzia. Bez tych ryb, które są podstawą diety dorszy, stado się nie odbuduje - mówi nam Andrzej, który pracuje na jednej z jednostek operujących z portu we Władysławowie.

- Wprowadzenie zakazu przyniesie tylko jeden pewny skutek, czyli koniec biznesu wycieczkowych połowów z polskich portów - dodaje i smutno zauważa, że to kolejny cios w polskie wybrzeże.

Choć ciężko o oficjalne dane dotyczące liczby jednostek zajmujących się tym biznesem, to sami protestujący szacują ją na grubo ponad 200. To oznacza, że źródło utrzymania stracą nie tylko ich właściciele, ale i pracownicy. Na każdą łódź przypada ich 3-4. Razem z rodzinami mówimy o grupie kilku tysięcy osób.

Jak tłumaczy pan Andrzej, skoro nie będzie możliwości pływania z wędkarzami, właściciele będą zmuszeni przebranżowić się na rejsy turystyczne (a ten rynek jest jego zdaniem pełny) lub sprzedać jednostki. Problem będzie jednak z kupcami, bo wiele spośród nich to dawne kutry rybackie, uratowane przed złomowaniem, gdy przed ponad dekadą zachęcano rybaków do porzucania zawodu.

- Nie zadbano o nas, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Rybacy dostawali pieniądze za złomowanie jednostek, ale to były grosze w porównaniu do stawek zachodnich. W dodatku inne kraje mogą pływać i łowić. Nie dba się o nas też dziś - dodaje gorzko mechanik z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem.

Resort gospodarki morskiej zrzuca winę za obecny stan rzeczy na Brukselę. Jak poinformował nas Michał Kania, rzecznik Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej , "osoby wykonujące rybołówstwo rekreacyjne nie są beneficjentami Europejskiej Funduszu Morskiego i Rybackiego". Z tego funduszu rekompensaty otrzymają polscy rybacy.

- Nie jest więc obecnie możliwe przyznanie im rekompensat - dodaje Kania i zapewnia, że "Polska zgłosiła do Komisji Europejskiej konieczność objęcia wsparciem tej działalności gospodarczej ze względu na fakt ograniczenia możliwości dochodowych tego sektora".

Zapytaliśmy o losy polskiego wniosku w Brukseli, jednak do chwili publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Wiemy jednak, co się wydarzy, jeśli Bruksela odmówi, a Warszawa nie da nic od siebie. - Wówczas będziemy chcieli zablokować jakiś port handlowy. Jeśli nie będzie rozmów w trakcie protestu poniedziałkowego, pomyślimy, jaki port zostanie zablokowany - przyznał w rozmowie z "Głosem Koszalińskim" Andrzej Anstosik, prezes Bałtyckiego Stowarzyszenia Wędkarstwa Morskiego w Darłowie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
25-11-2019

wędkarzbyłem na dorszach w zeszłym roku i nic nie złapalismy a koledzy z drugiej jednostki 2 małe chude dorszyki !!!!!! ryb po prostu juz nie ma w bałtyku i … Czytaj całość

25-11-2019

miecioNie tu problem. Dorsz się żywi na Bałtyku szprotami, które dla odmiany duże łodzie Duńskie i Szwedzkie łowią masowo i przemysłowo na mączkę rybną i … Czytaj całość

25-11-2019

QJMWędka to nie sieć. Ile ton dorsza można złapać na wędkę???

Rozwiń komentarze (140)