We wrześniowej analizie Polskiego Alarmu Smogowego (PAS), kocioł pelletowy okazał się drugim najdroższym źródłem ciepła dla domu przyjętego za model (czworo domowników, 150 m2, średni standard ciepła, zużycie ciepła 120 kWh/m2/rok). W modelu PAS jego roczny koszt może sięgnąć nawet 13 tys. zł – niemal dwa razy więcej niż ogrzewanie powietrzną pompą ciepła i prawie trzy razy więcej niż gruntową pompą ciepła (obie z podłogówką). Wobec poprzednich analiz PAS ceny pelletu wzrosły o ponad 50 proc. rok do roku.
Porównywarka ofert PelletAlert 18 października podała medianę 2358 zł za tonę pelletu, co według metodologii tego serwisu oznacza, że staniał on o 2 proc. tydzień do tygodnia. Jednocześnie serwis w ostatnich tygodniach notował wzrosty cen rok do roku nawet o 78 proc. (według własnej metodologii).
WIDEOWęgiel czy wiatr? Ile kosztuje prąd?
Wysokie ceny pelletu budzą emocje m.in. dlatego, że w 2025 r. wnioski o dofinansowanie wymiany starych kotłów w ramach programu "Czyste Powietrze" w ok. trzech czwartych dotyczyły właśnie kotłów na pellet i drewno. Korzysta z nich obecnie już ok. 450 tys. gospodarstw domowych. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów badał, czy nie było tu zmowy cenowej. Stwierdził, że nie było, zaś wzrost cen jest efektem "problemów systemowych, a nie praktyk ograniczających konkurencję" a "głównym powodem podwyżek jest rosnąca popularność pieców na pellet przy jednoczesnym ograniczeniu podaży tego paliwa". A instytucje przerzucają się odpowiedzialnością. – Pellet to produkt uboczny pracy z drewnem i jeśli nie ma surowca, nie ma paliwa grzewczego – mówił dla RMF Piotr Poziomski z Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego. Lasy Państwowe, które ostatnio rzeczywiście dostarczały mniej surowca, odpowiadały: pellet powstaje przede wszystkim z produktów ubocznych przerobu drewna, takich jak trociny. "Jeśli przemysł drzewny, w tym meblarski, ogranicza produkcję, powstaje mniej tych produktów ubocznych"
Wiceprezeska Polskiej Rady Pelletu Agnieszka Kędziora-Urbanowicz przyznała z kolei, że przyczyny podwyżek są złożone, ale dodała też, że zapotrzebowanie dynamicznie wzrasta. Ten sam wniosek ma UOKiK, który dodaje, że dodatkową presję na ceny mogą wywierać regulacje unijnego rozporządzenia EUDR.
Również węgiel drożeje i, jeśli ktoś nie uzupełnił zapasów wiosną, to teraz też może zderzyć się nie tylko z wyższymi cenami (ponad 2 tys. zł za tonę), ale nawet z brakami surowca w składach. Według danych Agencji Rozwoju Przemysłu na koniec czerwca 2026 r. zwały węgla przy polskich kopalniach wynosiły 3,1 mln ton, czyli o 41 proc. mniej niż rok wcześniej, a Polska Izba Gospodarcza Sprzedawców Węgla ostrzegała niedawno przed możliwymi opóźnieniami dostaw do Polski węgla z importu.
Niepewny gaz, niepewne mrożenie cen
Jeśli chodzi o gaz, to jego ceny dla gospodarstw domowych, do końca 2026 r. są zamrożone na poziomie 197,29 zł/MWh netto (19,73 gr/kWh). To cena bez pozostałych opłat, w tym dystrybucji. Co będzie po nowym roku – jeszcze nie wiadomo. Dystrybutor, czyli myORLEN, który na ewentualne podwyżki musi mieć zgodę Urzędu Regulacji Energetyki, zapowiada, że o nią wystąpi, jeśli ceny rynkowe utrzymają się na obecnym poziomie. Jak podliczał Michał Grabka, analityk Fundacji Instrat, na początku października ceny gazu w hurcie ponownie przekroczyły bowiem 300 zł/MWh i są dwukrotnie wyższe niż rok temu.
Gaz zaliczył tym samym drugi szok cenowy wywołany wojną w ciągu ostatnich pięciu lat – tym razem na Bliskim Wschodzie. Na ceny hurtowe wpływa też poziom zapasów przed sezonem grzewczym. Według danych Gas Infrastructure Europe z października, w UE wynoszą one 73,6 proc. wobec średniej pięcioletniej o tej porze wynoszącej 88,6 proc. Niższe zapasy zwiększają rolę temperatur i bieżących dostaw, a oba te czynniki są dziś trudne do przewidzenia.
Czy rząd będzie w takim wypadku dalej mroził ceny dla gospodarstw domowych? Minister energii w rozmowie z Zero.pl zastrzegł, że decyzje będą zapadać po poznaniu taryf. – Będziemy reagowali na bieżąco, na pewno żadnych radykalnych podwyżek nie będzie – dodał Miłosz Motyka.
Pompa jest tania, ale nie w każdym domu
– Ktoś, kto w tej chwili rozważa, jaki rodzaj źródła ciepła zainstalować w domu, może mieć rzeczywiście problem z decyzją – komentuje Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego i uzasadnia: – W mediach krąży dużo informacji, które się wzajemnie wykluczają. Z jednej strony mamy anegdotyczne i nieoparte na rzetelnej analizie informacje o tak zwanych "rachunkach grozy" z pomp ciepła. Tymczasem z oceny kosztów ogrzewania domów, którą prowadzimy od wielu lat, wynika, że ogrzewanie się pompami nieodmiennie jest najtańsze albo prawie najtańsze, niezależnie od kubatury. Z drugiej strony mamy rosnące koszty pelletu – we wrześniu podrożał o ponad 50 proc. rok do roku. Słyszymy też o ETS2, że gaz podrożeje, więc i tu jest obawa.
Jak dodaje, rzeczywiście można czuć się zagubionym i myśleć: "to, co ja mam robić?" – Ja jednak ten kierunek dostrzegam, bo jeżeli porównamy sobie ceny nośników energii rok do roku, czyli od września 2025 do września 2026, to pellet podrożał o 52 proc., węgiel o 8 proc., energia elektryczna o 4 proc. i gaz o 1,4 proc. To pokazuje, że ktoś, kto postawił na nośniki ciepła regulowane, czyli energię elektryczną i gaz – wygrał. Tak, mamy dosyć dużą niepewność, ale jednak w tej niepewności pewne reguły można zauważyć – dodaje Siergiej.
We wspomnianej już analizie PAS najlepiej wypadają koszty eksploatacji pracujących na prąd pomp ciepła, wraz z ogrzewaniem podłogowym. Skąd więc "rachunki grozy"? Paweł Lachman z organizacji PORT PC przypomina, że koszt ogrzewania zależy nie tylko od ceny energii elektrycznej, ale też od zapotrzebowania budynku na ciepło i rzeczywistej sezonowej efektywności systemu, czyli tzw. SCOP pompy (Seasonal Coefficient of Performance, Sezonowego Współczynnika Efektywności – przyp. red.).
– Problemy pojawiają się najczęściej wtedy, gdy budynek ma duże straty ciepła, instalacja wymaga wysokiej temperatury zasilania, urządzenie zostało źle dobrane lub ustawione albo zbyt często uruchamia się grzałka elektryczna. Znaczenie SCOP dla pompy ciepła jest bardzo duże. Dla tego samego domu koszt ogrzewania przy SCOP 2,5 może być około dwukrotnie wyższy niż przy SCOP 5 – mówi Lachman i podkreśla, że kluczowe są właściwy dobór urządzenia, poprawny montaż, ustawienia systemu oraz parametry samego budynku.
– Największe ryzyko dotyczy starego, nieocieplonego domu o dużych stratach ciepła, w którym instalacja grzejnikowa wymaga wysokiej temperatury zasilania, np. 60–65°C lub więcej podczas większych mrozów. W takim przypadku warto najpierw sprawdzić, czy prosta termomodernizacja lub wymiana części grzejników nie pozwoli obniżyć wymaganej temperatury pracy instalacji – dodaje ekspert.
Sprzedaż pomp ciepła rośnie
Sprzedaż pomp zaliczyła jakiś czas temu kryzys. Z danych PORT PC wynika jednak, że w 2026 r. rynek się odbudowuje, choć nie wrócił do skali boomu z 2022 r. W I półroczu br. sprzedaż pomp ciepła do ogrzewania budynków wzrosła o ok. 18 proc. r/r, a w II kwartale o ok. 22 proc. – podaje Lachman. Szczególnie dobrze rozwija się zaś segment gruntowych pomp ciepła. – Warto pamiętać, że Czyste Powietrze pokazuje tylko część rynku. Poza programem rośnie sprzedaż pomp powietrze-woda, a bardzo szybko rozwija się także segment pomp powietrze-powietrze, czyli klimatyzatorów z funkcją grzania – dodaje Lachman.
Eksperyment z ogrzewaniem klimatyzacją przeprowadził Bartłomiej Derski z serwisu WysokieNapięcie. Test pompą powietrze-powietrze przeprowadził w mieszkaniu o powierzchni 80 m2 podczas zimy 2026 r., gdy temperatura w Warszawie spadała nawet poniżej −20°C. Mimo że producent deklarował pracę urządzenia do −15°C, klimatyzacja działała bez problemów, a w styczniu zużyła 328 kWh prądu, co przełożyło się na 246 zł kosztu samego ogrzewania. To mniej niż ogrzewanie identycznego sąsiedniego mieszkania ciepłem sieciowym (285 zł przy preferencyjnej stawce spółdzielni, a przy bardziej typowej cenie przekroczyłoby 500 zł).
Najważniejszy dom, nie piec
Piotr Siergiej także podkreśla wagę i priorytet termomodernizacji: – Niezależnie od tego, czym się ogrzewamy, ocieplony dom to są rachunki, powiedzmy, o połowę mniejsze. Zależy oczywiście od standardu ocieplenia i od tego, z jakiego punktu wychodzimy. I tutaj nie ma dyskusji, to jest oczywiste. Eksperci mówią, że jeżeli chcemy wymienić źródło ciepła w domu z jakiegoś starego na nowoczesne, to i tak pierwszym etapem jest ocieplenie budynku, bo potem pod ten ocieplony dom dobieramy właściwe źródło ciepła.
Rzecznik PAS dodaje, że wybór źródła ciepła najpierw, a ocieplenie domu dopiero potem jest błędem, chociaż jest kuszący, bo wymienić źródło ciepła jest zwyczajnie taniej.
Wybór źródła ciepła najpierw, a ocieplenie domu później jest błędem, chociaż jest kuszący, bo to źródło ciepła wymienić jest zawsze nieco taniej niż ocieplić dom. Ale jeżeli popatrzymy na ocieplenie domu jako na wieloletnią inwestycję, to się po prostu opłaca. Mamy już grzejniki, mamy instalację grzewczą, no to wymieniamy jeden piec na inny piec, prawda? A jeszcze potem instalator mówi: "Po co sobie kupujecie takiej małej mocy piec? Ten jest tylko trochę droższy, a ma dużo więcej mocy". Której jednak nie potrzebujemy, jeśli zmodernizujemy dom. Piec jest przeskalowany, nie działa na optymalnych parametrach, więcej spala. To jakbyśmy kupili sobie ciężarówkę, żeby jeździć do sklepu po jajka – dodaje Siergiej.
Zachęca też, by zasięgać opinii audytora energetycznego. – Zachęcam, by zasięgać opinii audytora energetycznego. Nie osoby, która instaluje nam piec, ale rzetelnej osoby z zewnątrz, która obiektywnie oceni stan energetyczny budynku, powie, co trzeba zrobić, jak zrobić, ile zainstalować tej mocy, a przy okazji – jakie oszczędności osiągniemy – podkreśla ekspert.
Żeby zgromadzić więcej danych, symulację możemy przeprowadzić też sami na bazie kalkulatora Porozumienia Branżowego na rzecz Efektywności Energetycznej (POBE), a jeśli rozważamy szersze inwestycje w termomodernizację, nowe formy ogrzewania, zmianę taryfy energii elektrycznej itd., można dodatkowo wesprzeć się symulatorem przygotowanym przez Fundację Instrat. Przy termomodernizacji można wesprzeć się choćby programem "Czyste Powietrze" – zmiany wprowadzone od 20 lipca br. przewidują m.in. wyższe wsparcie właśnie na wybrane prace termomodernizacyjne.
Odporność zależy od nas
Poza wszystkim, jest jeszcze wątek satysfakcji deklarowanej przez samych użytkowników. Polski Alarm Smogowy przeprowadził w maju 2026 r., czyli po poprzednim sezonie grzewczym, badanie opinii wśród 1154 właścicieli domów jednorodzinnych. W najzimniejszym miesiącu ubiegłej zimy koszty użytkowania były do siebie zbliżone: 1361 zł – pompa ciepła, 1454 zł – gaz, 1563 zł – pellet. Największe zadowolenie deklarowali w badaniu użytkownicy pomp ciepła (60 proc.) i kotłów węglowych/drewnianych (58 proc.), a mniej zadowoleni właściciele kotłów pelletowych (47 proc.) i gazowych (46 proc.). Badanie pokazało też duże znaczenie ocieplenia budynku – aż 51 proc. użytkowników pomp ciepła w nieocieplonych domach zgłaszało brak komfortu cieplnego, wobec tylko 14 proc. w domach ocieplonych.
Mówimy tu jednak o użytkownikach domów, natomiast według danych GUS w Polsce aż 44,9 proc. wszystkich mieszkań jest ogrzewanych ciepłem systemowym – przede wszystkim w dużych miastach, gdzie stanowi dominujący nośnik grzewczy (64,3 proc.). Sieć grzewcza się powiększa i w tej materii jesteśmy uzależnieni od cen naszych ciepłowni. Jeszcze do 31 grudnia br. obowiązuje bon ciepłowniczy dla gospodarstw spełniających kryteria dochodowe. Czy analogiczny bon będzie wprowadzony w 2027 r.? W budżecie go nie przewidziano. Oznacza to, że jeżeli nie pojawią się kolejne przepisy osłonowe, w przyszłym roku rachunki gospodarstw domowych będą w jeszcze większym stopniu zależeć od rzeczywistych taryf, cen paliw i kosztów konkretnej ciepłowni.
Fryderyk Karp, analityk w Fundacji Instrat: – Patrząc długofalowo, najbardziej odporne są te źródła ciepła, które zależą od nas, a nie od wydarzeń za granicą. Teoretycznie mógłby nim być krajowy węgiel, ale polskie kopalnie nie są w stanie zabezpieczyć całego zapotrzebowania gospodarstw domowych na węgiel opałowy. Dlatego jesteśmy zależni od importu, który pochodzi głównie z Kazachstanu i wiąże się z problematycznym tranzytem przez Rosję i Białoruś. Najlepszą inwestycją w naszą odporność są dziś pompy ciepła: ich koszty zależą od cen krajowej energii elektrycznej z wiatru, słońca, a także z węgla czy w przyszłości z atomu, a nie od decyzji i konfliktów tysiące kilometrów stąd. Warto jednak uczciwie komunikować, jak kształtują się ceny energii elektrycznej i pamiętać o odpowiednim dopasowaniu instalacji do konkretnego domu, aby uniknąć podwyższonych rachunków – konkluduje ekspert.