Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
aktualizacja

Gospodarka po pandemii. Wygrywa ten, kto podejmuje strategiczne decyzje

9
Podziel się:

Z kryzysu wychodzi się dzięki dużym inwestycjom, zamówieniom publicznym i napędzaniu koniunktury – nie ma wątpliwości dr Artur Bartoszewicz. Ekonomista zachęca dziś rząd do kontynuacji wieloletnich projektów, w tym m.in. budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Decyzja o budowie CPK jest uzasadniona, port będzie odpowiadał potrzebom jutra - przekonuje dr Artur Bartoszewicz.
Decyzja o budowie CPK jest uzasadniona, port będzie odpowiadał potrzebom jutra - przekonuje dr Artur Bartoszewicz. (Materiały prasowe)

Artykuł powstał we współpracy z PPL Porty Lotnicze

Rozmowa z dr Arturem Bartoszewiczem, ekonomistą ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Mateusz Ratajczak, Money.pl: Polskiej gospodarce udało się przeżyć pandemię?

Dr Artur Bartoszewicz: Jesteśmy wciąż w jej trakcie, nikt w Polsce nie odwoływał pandemii. Jednak to, jak przez to wszystko przechodzimy – z punktu widzenia ekonomicznego i na tle reszty świata – nastraja pozytywnie. Parząc na to, jakie straty odnotowała europejska gospodarka, szczególnie strefa euro, gdzie mówimy o 15-procentowym spadku, czy poszczególne gospodarki, jak Hiszpania i Włochy, gdzie straty w PKB są na poziomie 17-22 proc., to polskie 8,5 proc. jest naprawdę dobrym wynikiem.

Wszystko zależy oczywiście od tego, jak w kolejnych miesiącach będzie się rozwijało to zjawisko, bo niestety pewnych czynników, które determinują przyszłość, wciąż nie widzimy lub nie jesteśmy w stanie prawidłowo zdefiniować. Nadal możliwy jest kryzys finansowy. Przypomnę tylko, że podstawą tego z 2008-2009 roku były toksyczne instrumenty generowane przez banki oraz poziom zadłużenia gospodarki światowej. Te instrumenty nie zniknęły, a poziom zadłużenia krajów jest jeszcze większy. Również sytuacja banków we Włoszech czy Hiszpanii jest dziś dużo gorsza.

Jakimi narzędziami może państwo zabezpieczyć gospodarkę przed kryzysem?

Przede wszystkim powinno dbać o to, aby te sektory, które są zdrowe nadal takie pozostały. Z kolei tym, które zaczynają mieć kłopoty, należy pomóc je zniwelować. I to jest realizowane przez tarcze finansowe i antykryzysowe, które nie są krajowym wymysłem. W USA i Europie realizowane są dziś naprawdę ogromne transfery. Recovery fund, czyli plan odbudowy dla Europy, zakłada wsparcie inwestycji i projektów publicznych, co przełoży się na zlecenia dla przedsiębiorstw.

Dzisiejsze wsparcie sektora cybernetycznego, IT czy medycznego można porównać do tego, co miało miejsce podczas Zimnej Wojny. Powstały wówczas technologie, dzięki którym gospodarka światowa rozwijała się przez następnych 30-40 lat. Może się okazać się, że to, co powstanie przy okazji poszukiwania technologii, które mają nas obronić przed pandemią koronawirusa, będzie napędzało gospodarkę przez następne 10-20 lat.

Pandemia COVID-10 mobilizuje cały świat do wydawania pieniędzy na badania i rozwój, do szukania nowych rozwiązań. To są duże przedsięwzięcia, które doprowadzą do zmian w funkcjonowaniu gospodarki i spowodują jej przeskok na wyższy poziom. I nawet, jeżeli dziś gospodarka jawi nam się jako słaba, podobnie zresztą, jak i kondycja społeczna, to tego rodzaju sytuacje dopingują do pozytywnych zmian, do poszukiwania większej efektywności, sprawności i produktywności.

Jak do tego, co pan mówi mają się duże inwestycje państwowe, w tym m.in. projekt budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego? Mimo pandemii nie został on odłożony na półkę.

I bardzo dobrze. Doświadczenia całego świata wskazują, że z kryzysu wychodzi się poprzez duże inwestycje, zamówienia publiczne, rozkręcenie koniunktury. Budujmy CPK, przekopujemy Mierzeję Wiślaną, realizujemy duże projekty drogowe. Rozwiązania o charakterze lokalnym stwarzają nowe możliwości dla miejscowych dostawców produktów i usług.

Tylko czy pandemia nie zweryfikowała negatywnie projektu budowy CPK? Linie lotnicze, które powoli zaczynają wracać do normalności, co chwilę dostają listę krajów, do których latać nie mogą. Branża bardzo się zmieniła, może więc trzeba sobie ten projekt odpuścić?

Pandemie, które dotychczas nawiedzały świat, trwały dwa, trzy, pięć lat. I w tym czasie – jak wiemy z historii – cały czas poszukiwano rozwiązań, rozwijano technologie, a społeczne zachowania zwiększały migrację. Pandemia nie sprawiła, że projekty inwestycyjne sektora lotniczego przestały być zasadne. W sektorze tym podejmuje się decyzje strategiczne o charakterze wieloletnim. Budowanie lotnisk trwa 10 czy 15 lat, a to sprawia, że już w momencie podejmowania decyzji o budowie inwestorzy muszą przewidywać pewne trendy i kierunki zmian. I to się dziś dzieje. Pandemia co najwyżej wstrzymała pewne tendencje.

Ludzie nadal chcą latać. Gdy otwarto granice i wznowiono loty, to lotniska znów się zapełniły. Gdyby okazało się, że rynek lotniczy został uruchomiony, do wszystkich krajów można już latać, a wypełnienie samolotów pozostaje na poziomie 20 proc. wówczas rzeczywiście miałbym wątpliwości, co do możliwości odbudowy koniunktury. Jednak tak się nie stało. Loty do poszczególnych krajów są dziś zawieszane decyzją władz. Gdyby jej nie było, to ludzie nadal chętnie by latali. Nawet teraz, gdy zagrożenie jest większe niż w marcu czy kwietniu.

Jak dużo czasu będzie potrzebowała branża lotnicza, by wrócić do kondycji sprzed pandemii?

Pierwsze szacunki Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych mówiły już o 2022 roku. Później, bardziej ostrożnie, zaczęto wskazywać na 2023 czy 2024 rok. Myślę, że przełom 2022 i 2023 roku, to będzie ten czas, w którym wrócimy do rzeczywistości sprzed pandemii. Możemy też pozytywnie się zaskoczyć. Jeżeli okaże się, że środki ochrony w postaci poszukiwanej szczepionki czy też leku będą na tyle skuteczne, że koronawirus przestanie być dla nas zagrożeniem, to tak szybko, jak w lotnictwie pojawił się lock down, tak samo szybko sytuacja wróci do normy.

Pamiętajmy, że nowe technologie nie zastąpią nam chęci czy konieczności latania. Te transakcje i biznesy, które trwają możemy obsługiwać za pośrednictwem internetu, ale nowych w ten sposób nie stworzymy. Tu trzeba się spotkać, poznać, szczególnie, gdy w grę wchodzą różnice kulturowe. Pewne sytuacje wymagają, abyśmy przed zainwestowaniem pieniędzy odbyli kilka spotkań z partnerem biznesowym. I to samo ma miejsce w obszarze kultury czy turystyki. Wirtualne spacery, zdjęcia i filmy nie zastąpią wizyty w Luwrze czy na Fuerteventurze.

Wróćmy do Centralnego Portu Komunikacyjnego. Przez lata inwestowaliśmy w porty lokalne, by Polacy mogli latać z lokalizacji, które są blisko ich domów, a dziś stawiamy na jeden, centralny port komunikacyjny. Czy nie zabijemy w ten sposób biznesów, które tak długo tworzyliśmy?

W przeszłości popełniono sporo błędów strategicznych. W pewnym momencie Komisja Europejska odmówiła dalszego finansowania budowy w Polsce lotnisk o charakterze regionalnym, bo każdy samorząd zaczął mieć ambicję i stawianiem lotnisk leczył swoje kompleksy. Część portów była nierentowana już na etapie założeń. Istniały oczywiście dokumenty w postaci biznesplanów, które tworzyły fikcyjną zyskowność, ale szybko okazało się, że nie można w dowolnym miejscu stawiać lotniska i liczyć na to, że to zadziała.
Lotnisko Chopina generuje 40 proc. ruchu lotniczego w Polsce i właśnie osiąga granice swojej przepustowości. To pokazuje wyraźnie, jak potrzebny jest hub. Lotniska nie buduje się w ciągu roku czy dwóch lat. Mówimy o perspektywie 15-20, a nawet 50 lat, bo na taki horyzont czasowy potrzebne nam są lotniska. Decyzja o budowie CPK jest uzasadniona, port będzie odpowiadał potrzebom jutra.

Równocześnie dalszy rozwój Modlina jest biznesowo nieuzasadniony. Ten port jest niewydolny, źle zarządzany, generuje ogromne straty, nie ma też możliwości przeprowadzenia tam inwestycji. Zasadne wydaje się z kolei utrzymanie lotniska Szczecin-Goleniów. Porty w najbardziej oddalonych częściach kraju należy utrzymać. Świetnie sprawdzają się też Katowice czy Kraków, bo tam mamy duże aglomeracje i jest kogo obsługiwać.

Niezależnie od obecnie funkcjonujących lotnisk potrzebny jest hub, z którego będą realizowane loty do bardziej odległych miejsc świata. Mamy szansę stać się portem Europy Środkowo-Wschodniej. Oczywiście wszystko można zanegować. Do podejmowania ważnych decyzji potrzeba odwagi. Zakładam, że gdy budowano Gdynię czy Centralny Okręg Przemysłowy, to toczyły się podobne dyskusje i także wiele osób kwestionowało te inwestycje, uznając, że jest wiele innych potrzeb.

Nie przeczę, to są trudne decyzje, wymagające spojrzenia w odległą przyszłość, ale właśnie strategicznymi decyzjami się wygrywa. Kraje arabskie budowały nowe miasta na pustyni, a Singapur całkowicie przemodelował swoją gospodarkę, budując jedną z najbardziej konkurencyjnych gospodarek świata. Tamtejsze lotnisko jest niesamowite i warto tam polecieć choćby po to, by je zobaczyć. Skoro tam się udało, to dlaczego w Polsce miałoby się nie udać? Zacznijmy wierzyć w siebie. Uznajmy wreszcie, że też możemy konkurować z innymi krajami.

Artykuł powstał we współpracy z PPL Porty Lotnicze

gospodarka
KOMENTARZE
(9)
wolnyrynek
2 lata temu
konczyl szkole komuny -ekonomista
ala
2 lata temu
OOO - to już po pandemii?
Gosc
2 lata temu
Po co w ogóle ryzykować, tylko czemu później są wysokie oczekiwania i zadania podwyżek. Myślicie ze pieniądze rosną na drzewach???
oenone
2 lata temu
A jak tak się nie stanie i nie będzie tych zachwalanych zysków, to pan doktor popełni samobójstwo, czy będzie udawał, że nic nie mówił?
Rafał T
2 lata temu
Po co nam polskie samochody elektryczne, jak niemcy mają co najmniej 5 marek?