Łukaszenka mówił, że Polacy za kaszą i solą uciekają na Białoruś. Mamy stanowisko Straży Granicznej

W miniony weekend Kościół prawosławny obchodzi Wielkanoc. W związku z tym na mszy w cerkwi we wsi Kopyś na wschodzie kraju orędzie wygłosił Aleksandr Łukaszenka. Kazanie prezydenta Białorusi, wybranego - zdaniem większości europejskich państw - w sfałszowanych wyborach, dotyczyło głównie sytuacji u sąsiednich krajów. W tym w Polsce. Jak twierdzi dyktator, Polacy czekają w długich kolejkach na granicy, by uciec do Białorusi za "kaszą i solą".

GRODNO, BELARUS - NOVEMBER 26: Belarusian President Alexander Lukashenko visits migrants waiting at the closed area allocated by Belarusian government on the Belarusian-Polish border in Grodno, Belarus on November 26, 2021. (Photo by Sefa Karacan/Anadolu Agency via Getty Images)Aleksandr Łukaszenka, prezydent Białorusi, "dostrzegł" na polsko-białoruskiej ruch, którego nie widzi natomiast Straż Graniczna
Źródło zdjęć: © GETTY | Anadolu Agency
oprac.  LOS

- Zobaczcie co dzieje się z sąsiednimi Litwą, Łotwą, Polakami, o Ukrainie już nie wspominam. Oni byli tacy zamożni, żyli w takim szczęśliwym świecie. U nas nic nie było, u nich wszystko. I gdzie są teraz? Stoją przy granicy i proszą, byśmy ich wpuścili na Białoruś. Żeby mogli przynajmniej kupić kaszę gryczaną. Mniejsza o grykę. Soli nie mają. Proszą nas o sól - prawił Aleksandr Łukaszenka w cerkwi we wsi Kopyś, oddalonej ok. 550 km od polsko-białoruskiej granicy.

Dyktator Białorusi zapewnił wiernych, że Białorusini jako "ludzie szlachetni", granice dla głodnych Polaków, Litwinów, Łotyszy i Ukraińców otwierają. - A zwłaszcza w przeddzień świąt religijnych: chodźcie, oto wasi ludzie. Granica nie powinna przeszkadzać w normalnym życiu, a także naszym sąsiadom. Zawsze traktujemy ludzi po sąsiedzku. I jedyne, czego chcę, to abyśmy byli tak traktowani - powiedział Aleksandr Łukaszenka cytowany przez "Wprost".

Poplecznik Władimira Putina jednocześnie gorąco zaapelował o "życie w przyjaźni". – Tu, w tym przytulnym kościele, moim ulubionym kościele, chciałbym zaapelować nie tylko do Białorusinów, ale przede wszystkim do naszych sąsiadów. Apeluję do moich kolegów polityków: nie stwarzajmy problemów naszym ludziom, mają ich wystarczająco dużo – dodał.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Wielkanocne wystąpienie Zełenskiego. "Mocne, symboliczne przemówienie"

Strażnicy nie potwierdzają obserwacji dyktatora

Skonfrontowaliśmy słowa Aleksandra Łukaszenki ze Strażą Graniczną w woj. lubelskim i podlaskim. Spytaliśmy, czy faktycznie widać wzmożony ruch z Polski na Białoruś. Okazuje się, że zjawiska, o którym mówił w niedzielę dyktator, polscy mundurowi nie dostrzegają.

- Nie obserwujemy zmian w liczbie odpraw, czy też większym zainteresowaniem stawienia się do odprawy granicznej po polskiej stronie - odpowiada na pytanie money.pl kpt. Dariusz Sienicki, rzecznik prasowy Komendanta Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej, czyli jednostki operującej na terenie woj. lubelskiego.

Opinię tę potwierdziła nam mjr Katarzyna Zdanowicz rzecznik prasowa Komendanta Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej. Dodała, że ok. 97-98 proc. odpraw na granicy jest z Białorusi do Polski. Czyli zupełnie odwrotnie, niż przedstawia to Łukaszenka.

Por. Anna Michalska, rzecznik prasowa Komendanta Głównego Straży Granicznej, odsyła natomiast z pytaniem o ruch na polsko-białoruskiej granicy do rządu.

Kryzys na granicy z Białorusią

Informacje o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej nie są ogólnodostępne, bo od sztucznie wywołanego przez Mińsk kryzysu migracyjnego, wstęp do pasa przygranicznego jest mocno ograniczony. Bazujemy zatem na danych, które przedstawia Straż Graniczna.

Ostatnio granicy przyglądaliśmy się w kontekście powrotów rosyjskich i białoruskich ciężarówek z terenu Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że w ramach piątego pakietu sankcji zamknęły drogi w UE dla przewoźników z Rosji i Białorusi. "Spóźnialskim" groziły surowe kary i rozładunek towaru. Tak dotkliwe, że - jak informowali strażnicy - maruderów nie było.

Wybrane dla Ciebie
Ceny miedzi biły rekordy, by nagle stopnieć. Teraz notowania się odbijają
Ceny miedzi biły rekordy, by nagle stopnieć. Teraz notowania się odbijają
Sprawa Epsteina. Ujawniono dokumenty ws. miliardera z Doliny Krzemowej
Sprawa Epsteina. Ujawniono dokumenty ws. miliardera z Doliny Krzemowej
72 godziny do odpowiedzi. Zachód szykuje plan dla Ukrainy
72 godziny do odpowiedzi. Zachód szykuje plan dla Ukrainy
Chińskie auta bez ukrytych klamek. Pekin wprowadza zakaz
Chińskie auta bez ukrytych klamek. Pekin wprowadza zakaz
Tajemnice bogactwa Epsteina. Jak zbudował majątek?
Tajemnice bogactwa Epsteina. Jak zbudował majątek?
Machina ruszyła. Rosyjski gaz wypychany z rynków
Machina ruszyła. Rosyjski gaz wypychany z rynków
Iran i Indie w centrum uwagi. Oto co się dzieje z cenami ropy
Iran i Indie w centrum uwagi. Oto co się dzieje z cenami ropy
Koniec eldorado. Rynek pracy w IT się kurczy
Koniec eldorado. Rynek pracy w IT się kurczy
Skandal na Wyspach. Dla Epsteina chciał zmienić politykę rządu
Skandal na Wyspach. Dla Epsteina chciał zmienić politykę rządu
Niemców już nie stać na państwo socjalne. Merz zapowiada cięcia
Niemców już nie stać na państwo socjalne. Merz zapowiada cięcia
Mandaty za pompy ciepła? Te służby mają takie kompetencje
Mandaty za pompy ciepła? Te służby mają takie kompetencje
Blask złota nie zgaśnie? J.P. Morgan: ceny mogą sięgnąć 6300 dol. za uncję
Blask złota nie zgaśnie? J.P. Morgan: ceny mogą sięgnąć 6300 dol. za uncję