Notowania

biznes mówi
07.11.2019 12:32

Musisz wiedzieć, czego chcesz. A później włączyć walec. O kobiecie w męskim świecie

W powiedzeniu, że chłopaki nie płaczą, jest trochę prawdy. A ja nie lubię patrzeć na łzy – deklaruje prezes Virgin Mobile Polska Grażyna Piotrowska-Oliwa. O tym, dlaczego chętniej pracuje z mężczyznami, czy łatwo przebić szklany sufit i dlaczego nie należy zachowywać się jak niedźwiedź w gawrze, opowiada Kazimierzowi Krupie.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Biznes Mówi)

Jest kobietą w męskim świecie. Jak wynika z badań, w polskich firmach zaledwie co dziesiąty członek zarządu to kobieta. Kobieta-prezes jest niczym czterolistna koniczyna. Mniej więcej co dwudziesta firma jest zarządzana przez szefową, nie szefa. Zawodowa droga Grażyny Piotrowskiej-Oliwy przebiega wbrew temu trendowi.

Prezesem po raz pierwszy została już przed czterdziestką, kiedy objęła stery w PTK Centertel. Później do kolekcji dorzuciła też prezesurę w państwowym gigancie gazowym PGNiG, stanowiska w radach nadzorczych kilku firm, a od 2015 r. – fotel prezesa Virgin Mobile Polska.

Nie jest malowanym prezesem. Stojąc na czele PGNiG twardo negocjowała kontrakt gazowy z Gazpromem, uzyskując obniżkę ceny tego surowca. O tym, że negocjacje z Gazpromem łatwe nie są wie właściwie szef każdego europejskiego rządu.

O przebijaniu sufitu

Piotrowska-Oliwa nie ma najpopularniejszych poglądów. Nie kryje ich i nie przejmuje się, że mogą dla niektórych być niewygodne. Jakie to poglądy? Z pozoru nic kontrowersyjnego. Że do sukcesu dochodzi się ciężką pracą. Że emocjonalność nie jest najlepszym doradcą. Że po każdej porażce trzeba wstać i próbować mocniej. Zresztą efekty takiego nastawienia widać po jej zawodowym życiorysie.

A dlaczego niewygodne? Bo jej zdaniem, szklany sufit – jeśli istnieje – to głównie w głowie.

– Mój przykład pokazuje, że jeśli chce się przebić szklany sufit, to się go przebije. Ale z drugiej strony zauważam, że bardzo często inteligentne, fajne, świetnie wyedukowane menedżerki gdzieś na pewnym etapie swojego rozwoju zawodowego hamują – opowiada w rozmowie z Kazimierzem Krupą w programie „Biznes Mówi”. Dlaczego tak jest? No właśnie. Jej zdaniem może to być strach przed opinią publiczną i strach przed poniesieniem porażki.

Porażka natomiast jej zdaniem nie jest niczym strasznym. Większe znaczenie ma to, jak do niej podchodzimy i jaką naukę wyciągniemy.

- Porażka może się zdarzyć. Ale nie jest po to, by się po niej schować jak niedźwiedź do gawry i wyjść dopiero, jak już wszyscy o tobie zapomną. Po porażce trzeba wstać, otrzepać pióra, alleluja i do przodu – mówi.

Tymczasem z tym podnoszeniem się różnie bywa. – Nie można dramatyzować, posypywać ran solą i oczekiwać, że wszyscy dokoła zauważą, jaka jestem biedna – wytyka prezes. – Choć mężczyznom akurat to też się zdarza – dodaje.

- Moi koledzy mężczyźni mają rywalizację zakodowaną w genach. Dla kobiet wejście do gry, wejście do twardej gry, zagranie va banque, często jest niekobiece, że nie wypada, że bezpieczniej będzie pozostać piętro niżej i nastawić się na strzał – wskazuje. Czy to koniec różnic?

- Kobiety mają tendencję, by wszystko brać do siebie. Każda uwaga, nawet merytoryczna, jest traktowana jako personalny atak – ocenia. - W powiedzeniu, że chłopaki nie płaczą jest trochę prawdy. A ja nie lubię patrzeć na łzy – dodaje.

Na pytanie, czy woli pracować z mężczyznami nie odpowiada jednak wprost. Jak podkreśla, ważniejsze od płci powinno być podejście do pracy, zorientowanie na cel, profesjonalizm.

Siła w drużynie

Profesjonalizm znajduje się zresztą wśród cech, które ceni najwyżej. - Nigdy nie szanowałam zarządzania polegającego na krzyczeniu na podwładnych. W stylu „nie mam wiedzy, nie mam autorytetu, ale potrafię krzyczeć na ludzi, którzy przez przypadek są moimi podwładnymi” – mówi. - Potrzeba zaplecza merytorycznego. Po powiedzenie, że ja chcę i tak ma być, działa może w polityce, ale w biznesie niekoniecznie – dodaje.

Dlatego sam lider daleko nie zajedzie. Siła tkwi w drużynie, która na tego lidera pracuje. I kiedy już tę drużynę się zbuduje, można celować wysoko.

- Najważniejsze w biznesie to wiedzieć, czego się chce. Wiedzieć, jakie dobrać środki i jaka wiedza jest potrzebna. A później włączyć walec i jechać – wyjaśnia prezes.

Nie licząc dwuletniego okresu, gdy prezesowała PGNiG i zajmowała wysokie stanowisko w Orlenie, dwadzieścia lat pracowała w telekomunikacji.

Virgin Mobile Polska to powrót do źródeł. Zadanie, które przed nią stało, gdy obejmowała stanowisko, nie było łatwe. Delikatnie mówiąc.

- Na rynku, gdzie jest czterech wielkich operatorów, pojawia się nagle mały. Wydawało się, że on nie ma prawa urosnąć. Po kilku latach działania, przyszedł do mnie jeden z udziałowców Łukasz Wejchert i powiedział: "słuchaj, nie mamy patentu na rozwój, mamy 140 tysięcy abonentów, a chcielibyśmy mieć więcej” – wspomina.

- A jeśli jest coś, na co zapala mi się taka czerwona lampka, to jest to wyzwanie. Jeśli ktoś mówi, że coś jest niemożliwe. W tym momencie ja tracę zdrowy rozsądek i jedziemy – dodaje.

Za jej czasów liczba abonentów zwiększyła się niemal czterokrotnie. Chęć wykupienia udziałów w Virgin Mobile Polska wyraził Play. O ile spółka wypracuje zyski na określonym poziomie. Póki co, dużo wskazuje na to, że to się uda. Wygląda więc na to, że walec pani prezes dojedzie do celu bez przeszkód.

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
wczoraj (13:17)

jariwiarixTo, że tak mówi, iż nikomu od 5G się mózg nie usmaży, to nie znaczy, że to prawda. niech podeprze swoje teorie konkretnymi badaniami. Na zachodzie już … Czytaj całość

wczoraj (13:50)

cdfgona tyle wie o 5G co i nic.....albo mówi co jej korpo karze

wczoraj (14:02)

nexOwszem nie usmaży się tylko dostanie glejaka, mam nadzieję, że paniusia pójdzie na pierwszy ogień pod promieniowanie, o inwigilacji przez 5G milczy.

Rozwiń komentarze (61)