Polska polityka wobec rosnących cen paliw zwróciła uwagę niemieckiej prasy. "Berliner Zeitung", na który powołuje się "Deutsche Welle" pozytywnie ocenia działania rządu Donalda Tuska, który wprowadził ceny maksymalne na stacjach, i porównuje je z podejściem niemieckiego gabinetu Friedricha Merza. Zdaniem dziennika różnica polega na tym, że Warszawa zdecydowała się na wiążące regulacje, podczas gdy Berlin postawił na apele do koncernów.
Podczas gdy niemieckie ministerstwo finansów i urząd antymonopolowy uprzejmie apelują do koncernów paliwowych, aby uwzględniły w cenach dla klientów obniżki podatków, do czego jednak nie są zobligowane, władze Polski wprowadziły ceny maksymalne, których naruszenie pociąga za sobą kary dla koncernów – czytamy w niemieckiej gazecie.
Tusk kontra Merz. Dwa podejścia do cen paliw
Według "Berliner Zeitung" niemiecki rząd obawia się potężnych koncernów paliwowych i lobbystów gospodarczych. Polski premier miał natomiast pozbawić przedsiębiorstwa możliwości czerpania ponadprzeciętnych zysków kosztem konsumentów. Dziennik interpretuje to jako działanie w interesie obywateli.
Gazeta zwraca uwagę, że Tusk mierzy się również z krytyką w kraju. Część przeciwników zarzuca mu nieuprawnioną ingerencję w wolny rynek. Zdaniem komentatorów "Berliner Zeitung" premier nie pozwala jednak, by te głosy powstrzymały go przed działaniami.
Dziennik wskazuje też na doświadczenie polityczne Tuska, zdobyte zarówno w Warszawie, jak i w Brukseli. W jego ocenie szef polskiego rządu wyciągnął również wnioski z polityki gospodarczej i społecznej prowadzonej przez Prawo i Sprawiedliwość w latach 2015–2023, która zakładała większą rolę państwa w gospodarce.
Większe wydatki i wzrost gospodarczy
"Berliner Zeitung" zauważa, że po powrocie do władzy w 2023 r. Tusk nie zdecydował się na ograniczenie wydatków publicznych. Przeciwnie, rząd zwiększył nakłady i inwestycje, nie tylko w sektorze zbrojeniowym. Według gazety taka polityka sprzyja wzrostowi gospodarczemu przekraczającemu 3 proc. PKB i przeciwdziała bezrobociu, choć jednocześnie prowadzi do wzrostu zadłużenia.
Niemiecki dziennik ocenia, że premier kieruje się zasadą "It's economy, stupid", koncentrując się na sprawach istotnych dla obywateli. Zwraca też uwagę na aktywność Tuska w mediach społecznościowych, którą interpretuje jako element budowania wizerunku przywódcy i zabiegania o utrzymanie władzy.
W odmienny sposób gazeta przedstawia Friedricha Merza. Według jej oceny niemiecki kanclerz sprawia wrażenie technokraty, który nie potrafi ukryć bliskich związków z wielkim kapitałem. Dziennik dopuszcza również możliwość, że niemiecki rząd nie dotrwa do końca kadencji w 2029 r.
"Berliner Zeitung" zwraca uwagę, że po podpisaniu ustawy wprowadzającej ceny maksymalne Karol Nawrocki skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, jednak zdaniem gazety nie osłabiło to znacząco działań rządu. Dziennik ocenia, że Tusk, podobnie jak wcześniej PiS, dopuszcza szerszą ingerencję państwa w gospodarkę. Podkreśla, że polityka ta przynosi korzyści konsumentom, a zarazem może wzmacniać pozycję premiera w sondażach.