Wielka gra o gaz tuż przed zimą. Kto faktycznie zarabia na kryzysie?

Ceny gazu na europejskiej giełdzie zbliżają się do 78 euro za MWh. Problem widoczny jest również na giełdach w Azji. To efekt paraliżu dostaw surowca z Zatoki Perskiej. Tuż przed zimą konkurencja o dostawy rośnie. Na tej sytuacji zyskują przede wszystkim wielkie koncerny i Stany Zjednoczone, ale nie tylko one.

GazOd lewej: Władimir Putin, Donald Trump i emir Kataru Tamim bin Hamad Al Thani
Źródło zdjęć: © GETTY | Mark Felix, Nicolas Koutsokostas
Przemysław Ciszak

Ceny gazu w Europie są blisko najwyższego poziomu od 2 tygodni. Benchmarkowe kontrakty w Amsterdamie (TTF) w piątek sięgały 77,73 euro za MWh. Analitycy Bloomberga prognozują, że tej zimy ceny mogą jeszcze wzrosnąć – nawet o 20–25 proc. Rosną obawy, że w związku z tym mogą przebić psychologiczną granicę 100 euro za MWh.

Błękitne paliwo jest drogie również na azjatyckich rynkach. W azjatyckim hubie JKM (Japan Korea Marker, który odzwierciedla ceny spot LNG dostarczanego do Japonii, Korei Południowej, Chin i Tajwanu) cena gazu sięgnęła 26 dol. za 1 mln BTU (brytyjskich jednostek cieplnych), a to w przybliżeniu 79,3 euro za MWh, czyli już tylko nieznacznie drożej niż w Europie.

Europa konkuruje o gaz z Azją

Oba regiony coraz silniej konkurują o dostawy gazu przed zimą, co podbija jego cenę. Do tego dochodzi ryzyko kolejnej eskalacji wojny USA z Iranem i paraliż dostaw przez kluczowe cieśniny Ormuz i Bab al-Mandab.

W wyniku ataków Iranu na katarskie instalacje oraz ostrzału przepływających przez kluczowy szlak tankowców średni przepływ LNG przez cieśninę Ormuz w drugim kwartale 2026 r. spadł do zaledwie 22,7 mln m sześc. dziennie, wobec 311,5 mln m sześc. dziennie wcześniej. To spadek o około 93 proc. – wynika z danych amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA).

Napięta sytuacja w Zatoce Perskiej sprawia, że Katar szybko nie wróci na rynek LNG. Przed konfliktem ten kraj był drugim największym dostawcą LNG na świecie. Teraz spółka QatarEnergy do listopada przedłużyła wobec azjatyckich odbiorców długoterminowy stan siły wyższej, a wobec odbiorców europejskich – do grudnia.

– Dziś nieoficjalnie mówi się, że Katar opłaca się w cieśninie Ormuz i stara się utrzymać eksport, by całkowicie nie wypaść z rynku – wskazuje w rozmowie z money.pl dr Przemysław Zaleski, ekspert od spraw bezpieczeństwa energetycznego, analityk Fundacji Pułaskiego oraz wykładowca Politechniki Wrocławskiej.

Ograniczenie dostaw z regionu, który wcześniej odpowiadał za około piątą część globalnej podaży, zmusza Europę i Azję do rywalizacji o alternatywny gaz głównie ze Stanów Zjednoczonych oraz innych kierunków, w tym z Rosji.

Kto zarabia na kryzysie?

Wojna z Iranem stworzyła sprzyjające warunki dla zwiększonego handlu amerykańskim LNG. Dzięki wysokiemu popytowi na własny gaz i możliwości kierowania dostaw na najbardziej atrakcyjne rynki USA znacznie zyskały na i tak dominującej pozycji na rynku gazu płynnego.

Od rozpoczęcia amerykańsko-izraelskich ataków na Iran pod koniec lutego 2026 r. do września eksport LNG ze Stanów Zjednoczonych wzrósł o około 9,7 proc. – wynika z danych LSEG przytaczanych przez Reutersa.

Wzrosła również jego cena. Według Departamentu Energii USA średnia cena eksportowa LNG w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r. wyniosła 8,18 dol./MMBtu, wobec 7,87 dol./MMBtu rok wcześniej. To wzrost o około 4 proc.

Od marca do lipca Stany Zjednoczone wyeksportowały LNG o wartości około 21 mld dolarów. Część dostaw została przekierowana na rynki najbardziej dotknięte ograniczeniem dostaw z Kataru. Dane LSEG wskazują na niemal trzykrotny wzrost amerykańskich wysyłek LNG do Azji.

Mimo tego Europa pozostała dla Amerykanów najważniejszym odbiorcą. We wrześniu trafiło tam 5,91 mln ton amerykańskiego LNG, czyli 54 proc. całego eksportu USA.

USA zyskują na obecnej sytuacji, ale ich możliwości są ograniczone przez potencjał regazyfikacyjny tego kraju. Amerykańskie terminale już wcześniej pracowały blisko granic swoich możliwości i potrzebują czasu, by je rozszerzyć.

– Stany Zjednoczone i Norwegia to kraje, które są dziś dominatorami na rynku LNG. To one czerpią zyski, ale tylko pośrednio – zaznacza Zaleski. – Tymi, którzy faktycznie zarabiają na obecnej sytuacji na rynkach, są wielkie koncerny z USA i Norwegii – dodaje.

Koncerny liczą zyski

Według danych przytaczanych przez Reutersa głównymi beneficjentami są amerykański eksporter LNG Venture Global, norweski Equinor czy amerykański producent gazu APA Corporation.

Venture Global tylko w drugim kwartale 2026 r. wypracował ok. 1,35 mld dolarów zysku netto, czyli o 266 proc. więcej niż rok wcześniej. Przychody zwiększyły się o 48 proc., do niemal 4,6 mld dolarów.

Bardzo dobrze radzi sobie również Cheniere Energy. Ten amerykański eksporter LNG osiągnął 5,73 mld dol. przychodów i podwyższył prognozę EBITDA na cały rok do 7,9-8,4 mld dol. Zysk netto tej firmy w drugim kwartale roku sięgnął 3,07 mld dol.

Zyski liczy również brytyjski Shell. Zysk spółki to 9,84 mld dol. (w II kw. roku), czyli ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Sam segment zintegrowanego gazu Shella wypracował około 2,7 mld dol. zysku, o 55 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Brytyjska spółka zdecydowanie skorzystała na droższym gazie i handlu LNG i to pomimo zakłóceń produkcji w Katarze.

A co z Rosją?

Na kryzysie gazowym zarabia również Rosja. Eksport rosyjskiego LNG wzrósł w czerwcu do państw UE o niemal 14 proc. rok do roku. Tak wskazują dane Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem, które jest niezależną organizacją badawczą z siedzibą w Finlandii. Jednak jej faktyczne zyski nie mogą być porównywalne z dochodami USA. Sankcje, rabaty i ograniczenia eksportowe zmniejszają jej możliwości zarabiania na gazie.

Wzrost eksportu w całości wchłonęły europejskie porty ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia). Bliskość geograficzna i dostępność LNG powodują, że część krajów UE wciąż kupuje rosyjski gaz. Paradoksalnie, z punktu widzenia przedsiębiorców Rosjanie zaczynają być postrzegani jako bezpieczny i stabilny dostawca – zwraca uwagę dr Zaleski.

Na wzrostach cen LNG zyskują przede wszystkim rosyjskie firmy jak Novatek, kontrolujący projekt Jamał LNG i rozwijający Arctic LNG 2, czy Gazprom, posiadający instalacje skraplania gazu na Sachalinie i nad Bałtykiem.

Z analiz niemieckiej pozarządowej organizacji ekologicznej Urgewald opartych na danych Kpler (platforma analityczna i danych w czasie rzeczywistym, zajmująca się m.in. śledzeniem globalnego handlu surowcami i energią) wynika, że szacunkowa wartość LNG z Jamału dostarczonego do UE sięgnęła w okresie od stycznia do września 7,88 mld euro. Wśród odbiorców są np. Francja, Hiszpania, Belgia, Holandia i Portugalia.

Problem w tym, że choć Jamał LNG dostarcza Europie gaz wart miliardy euro, zysk całej spółki spada.

Jak ocenia dr Zaleski, kolejne sankcje UE zaczną obowiązywać już za parę miesięcy. Bruksela wprowadza całkowity zakaz importu rosyjskiego LNG, również na podstawie kontraktów długoterminowych od stycznia 2027 r.

– Sankcje spowodują konkretne problemy dla Rosji. Moskwa ma świadomość, że traci europejski rynek. Stąd też negocjacje z Indiami i Chinami, aby tam skierować ten gaz. Jak to będzie wyglądało, zobaczymy za kilka miesięcy – zaznacza dr Zaleski.

18 września 2026 r. Donald Trump podpisał tzw. ustawę Grahama, która zakłada nałożenie amerykańskich sankcji również na Jamał LNG, rozszerza restrykcje na projekty Arctic LNG 1, 2 i 3 oraz sankcje wtórne na statki i firmy transportowe uczestniczące w obchodzeniu restrykcji.

– Rosja przy każdym wydłużonym szlaku traci, narażając się na kolejne ryzyka: zwiększone koszty szlaku, dodatkowe pozwolenia, wszelkie techniczne niuanse dla wpływania do nowych portów. To może tąpnąć rosyjskim sektorem gazowym – mówi nasz rozmówca.

Wybrane dla Ciebie