Niemieckie szpitale jeszcze mocniej walczą o polskich lekarzy. "Tylu ogłoszeń jeszcze nie było"

"Co musi zrobić polski lekarz, który chce pracować w Niemczech? - Spakować się" - żartują medycy. Ostatnio podjęcie pracy za zachodnią granicą jest jeszcze prostsze. Wszystko przez zmianę przepisów w przygranicznym regionie.

Lekarze z Polski od dawna są poszukiwani w Niemczech. A teraz ogłoszeń jest wyjątkowo dużo.
Źródło zdjęć: © FORUM | treatmed.pl/Forum
Mateusz Madejski

To, że niemieckie szpitale polują na lekarzy z Polski, nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Jednak teraz popyt na medyków z Polski jest wyjątkowo duży, zwłaszcza w Brandenburgii.

Land ten graniczy z Polską, więc polskim lekarzom z Pomorza Zachodniego czy Ziemi Lubuskiej nietrudno podjąć tam pracę - nawet bez przeprowadzki. Do tego region wyjątkowo cierpi na niedobór lekarzy. Jeden lekarz przypada tam na 250 osób, a to najgorszy wynik w kraju.

Jakby tego było mało, kilka miesięcy temu lokalny rząd zmienił interpretację przepisów dotyczących Niemców, którzy studiowali w Polsce.

Obejrzyj: Przedsiębiorco, co wiesz o białej liście?

Wbrew pozorom takich przypadków było mnóstwo. - Tysiące Niemców, którzy uczyli się na polskich uczelniach medycznych, pracuje teraz w niemieckich szpitalach czy klinikach - donosi gazeta "Tagesspiegel".

Do niedawna wystarczyło Niemcowi skończyć w Polsce medycynę, by podjąć pracę w niemieckim szpitalu. Wynikało to z unijnej dyrektywy o kształceniu medycznym. Tyle, że w kwietniu władze lekarskiego samorządu w Brandenburgii zaczęły dyrektywę interpretować inaczej i od tego momentu żądają od absolwentów medycyny również ukończenia nad Wisłą 13-miesięcznego stażu.

Ta interpretacja do prawdziwy cios dla dyrektorów szpitali w przygranicznym landzie. Bo na przykład na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie co roku kształci się 100 osób w systemie studiów anglojęzycznych. Absolwenci często trafiali do brandenburskiej sieci szpitali Asklepios.

- Od dawna zatrudniamy lekarzy, którzy zostali wykształceni w Szczecinie. Poziom uczelni absolutnie nie odbiega od tych niemieckich - powiedział "Tagesspieglowi" Rüdiger Heicappell, dyrektor jednego ze szpitali należących do Asklepios. Jednak po zmianie interpretacji absolwenci medycyny z polskiej uczelni nie mogą dostać lekarskiego przydziału. Brandenburskie szpitale zaczęły za to intensywniej poszukiwać lekarzy po studiach i po stażu - Polaków.

"Jesteśmy pilnie poszukiwani"

- Nie ma co ukrywać, polscy medycy od dawna są pilnie poszukiwani przez niemieckie szpitale. Ale faktycznie ostatnio ogłoszeń i zapytań jest jakby więcej - słyszymy od szczecińskiego internisty.

I faktycznie - w sieci jest sporo ogłoszeń, zwykle w języku polskim. Lekarzy szuka na przykład sieć Asklepios. Zapewnia kandydatom rozmowę po polsku i zwrot kosztów przejazdu, również jeśli kandydat ostatecznie się nie zdecyduje na podjęcie pracy. Kandydat na neurologa w jednym ze szpitali sieci nie musi przy tym władać perfekcyjnie niemieckim - wystarczy średnio-zaawansowany poziom B2.

Ogłoszenia z Brandenburgii dotyczą specjalistów z niemal każdej dziedziny medycyny - poszukiwani są ortopedzi, chirurdzy, pediatrzy, także asystenci. Firma medyczna Streit GmbH z kolei szuka w Brandenburgii specjalistów od medycyny rodzinnej oraz medycyny pracy.

Czy przez problemy brandenburskiej służby zdrowia więcej polskich medyków decyduje się na pracę za zachodnią granicą? - Chyba nie. Myślę, że liczba osób zdecydowanych na to utrzymuje się na stałym poziomie od lat. Stałym - to znaczy stosunkowo wysokim - mówi nam szczeciński lekarz.

Jan Czarnecki, do niedawna przewodniczący Porozumienia Rezydentów, mówi nam, że każdy medyk w Polsce zna kilka osób, które zdecydowały się na wyjazd. Dodaje, że są specjalne niemieckie organizacje, które zapewniają medykom kursy językowe, znajdują mieszkania i pomagają wybrać pracodawcę.

Zaznacza jednak, że nie zawsze są to "szczęśliwe historie". Bo lekarze za granicą często cierpią na samotność, a czasem mają problemy, żeby przystosować się do niemieckiej kultury. - Trzeba zapłacić naprawdę dużą cenę za pracę w dobrych warunkach - mówi w rozmowie z money.pl.

A co oznaczają "dobre warunki"? Według serwisu Gehalt.de lekarze w Brandenburgii zarabiają zwykle 6,8 tys. euro miesięcznie brutto, a to niemal 30 tys. zł. Tymczasem według portalu wynagrodzenia.pl mediana zarobków polskiego lekarza to obecnie 5,3 tys. zł brutto.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie
Drugie polskie miasto chce mieć metro. Powstał specjalny zespół
Drugie polskie miasto chce mieć metro. Powstał specjalny zespół
Gaz w Europie podrożał w tydzień o 30 proc. To największy skok od ponad dwóch lat
Gaz w Europie podrożał w tydzień o 30 proc. To największy skok od ponad dwóch lat
Coraz częstsze ataki na infrastrukturę krytyczną. Ekspert mówi, co się dzieje w Niemczech
Coraz częstsze ataki na infrastrukturę krytyczną. Ekspert mówi, co się dzieje w Niemczech
Biliony z gazu i ropy? Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na finanse Norwegii
Biliony z gazu i ropy? Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na finanse Norwegii
Trump gra cłami o Grenlandię. "Le Monde" pisze o samolikwidacji NATO
Trump gra cłami o Grenlandię. "Le Monde" pisze o samolikwidacji NATO
Jedyna w kraju rafineria wznowiła pracę. Paliwa wkrótce wrócą na stacje
Jedyna w kraju rafineria wznowiła pracę. Paliwa wkrótce wrócą na stacje
Pekin kontra Tokio. Napięcia uderzają w eksport kluczowych surowców
Pekin kontra Tokio. Napięcia uderzają w eksport kluczowych surowców
Spór o Lisę Cook. Sąd Najwyższy testuje granice władzy Trumpa i niezależności Fed
Spór o Lisę Cook. Sąd Najwyższy testuje granice władzy Trumpa i niezależności Fed
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"