Notowania

wiadomości
22.02.2020 09:20

Pakiet mobilności dobije polskie firmy transportowe. Zapłacimy za to wszyscy wyższymi cenami

Sprzeciw Polski, która jest logistycznym gigantem w UE, i siedmiu innych państw nie powstrzymał Brukseli. Nowe przepisy wypchną polskich transportowców z rynków zachodniej Europy. - Wygrał protekcjonizm tzw. starej UE. Decyzja Brukseli to problem dla konsumentów w całej Europie - mówi Maciej Wroński, reprezentujący pracodawców z branży transportowej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)
Polskie ciężarówki już nie tak częśto pojawiać się będą na zachodnich autostradach. (Fot: Wojciech Strozyk/REPORTER)

- Pakiet mamy już praktycznie uchwalony, brakuje tylko dopełnienia formalności. Oczywiście jest okres przejściowy i większość przepisów będzie egzekwowana dopiero na przełomie 2021-2022 r - mówi money.pl Maciej Wroński, prezes organizacji pracodawców Transport i Logistyka Polska.

Rzeczywiście, przepisy będą musiały jeszcze być zaakceptowane przez Parlament Europejski, ale to tylko formalność. W czwartek kraje członkowskie UE przyjęły nowe prawo dotyczące firm transportowych, zwane również pakietem mobilności.

Sprzeciw Polski i siedmiu innych krajów to było za mało, by powstrzymać tzw. stare państwa Unii, z Francją na czele, przed przeforsowaniem przepisów. Pakiet mobilności wprowadza m.in. obowiązkowe i regularne powroty tirów do kraju macierzystego, nawet jeśli stale pracują poza granicami.

Firmy budowalne dyktują warunki. "Niektóre mają tyle zamówień, że mają w nosie"

Puste przebieg

Zasada nakazująca ciężarówkom wracać co osiem tygodni do kraju, gdzie mieści się siedziba firmy, jest szkodliwa ekonomicznie i środowiskowo. Puste samochody będą przejeżdżały tysiące kilometrów, generując koszty i niepotrzebnie zanieczyszczając środowisko.

- Szkoda, że wygrał protekcjonizm. Pokazują to fakty i liczby. Dla nas zrobił takie wyliczenie profesor Peter Klaus z Uniwersytetu w Norymberdze. Dowiódł w raporcie, że obecność na drogach zachodniej Europy polskich, węgierskich, rumuńskich, bułgarskich czy litewskich kierowców to nie jest dumping, a gospodarcza konieczność - przekonuje Wroński.

W Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, krajach Beneluxu czy Włoszech odbywa się 80 proc. produkcji UE. Przewóz towarów jest niezbędny. Problem w tym, że brakuje tam 520 tys. kierowców. Jak przekonuje prezes TiLP, odcinając nas od tych rynków, wylewa się dziecko z kąpielą.

- Korzystanie z firm z dawnego bloku wschodniego to konieczność gospodarcza. Argument o niskich zarobkach naszych kierowców też jest nieprawdziwy. Oczywiście bułgarscy kierowcy zarabiają najmniej w Europie, ale bardzo dużo na tle zarobków w swoim kraju. Polscy kierowcy w transporcie międzynarodowym zarabiają ok. 2 tys. euro. To nie są złe pieniądze - przekonuje nasz rozmówca.

Rząd robił, co mógł

Polska jeszcze we wtorek zaproponowała wprowadzenie zmian w pakiecie mobilności. - Projektowane przepisy UE nakładają administracyjne ograniczenia na usługi transportowe, sztucznie zmniejszają efektywność tych usług oraz wprost wymuszają na przewoźnikach wykonywanie zbędnych przejazdów - powiedział minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, cytowany w rządowym komunikacie.

Jak podkreślał, konieczne jest wyeliminowanie złych przepisów przed ich wejściem w życie. Polska kontrofensywa okazała się jednak nieskuteczna.

- Rząd miał tu ograniczone pole działania i nie wynika to z relacji polsko-niemieckich czy polsko-francuskich, ale ze względu na tzw. sojusz paryski. Ze względów politycznych silne państwa UE forsowały ten pakiet. To cyniczna gra. Macron ma problemy społeczne i ze związkami zawodowymi - komentuje Wroński. W jego ocenie francuski prezydent nie może niczego specjalnego zaproponować protestującym, dlatego sięga po inicjatywy, które może tłumaczyć "ochroną rynku".

Protekcjonizm ma się świetnie

- To protekcjonizm w czystej postaci, nie można inaczej postrzegać pakietu mobilności jak tylko jako mechanizmu do zapewnienia głosów w wyborach. W tym roku nic to nie zmieni dla branży. W przyszłym też nie, dopiero w okolicach 2022 - mówi prezes TiLP. Wtedy polskie firmy będą uczestniczyć tylko w eksporcie i imporcie do Polski. Nie będzie już przewozów między np. Francją a Niemcami, gdzie obecnie 40 proc. frachtów wykonują Polacy.

Oznacza problem dla konsumentów w całej Europie. Branża i tak jest w trudnej sytuacji. - Do tego, żeby transport padł nie trzeba tego pakietu. W tej chwili branża transportowa pod względem liczby upadłości i zagrożonych płatności zajmuje pierwsze miejsce. Ograniczamy zatrudnienie, liczbę przewozów - mówi Maciej Wroński.

Jak pakiet mobilności wpłynie na koszty producentów i ostatecznie ceny, nikt nie próbuje nawet przewidywać. Trudno jednak spodziewać się, by droższy transport realizowany jedynie przez zachodnie firmy, którym brakuje kierowców, nie spowodował wzrostu cen.

Sektor transportu i logistyki generuje ok. 6 proc. polskiego PKB. Pełni także istotną rolę pod względem wpływów budżetowych i jest ważnym pracodawcą.

Od 2012 r. Polacy dzierżą palmę pierwszeństwa, gdy chodzi o tonaż przewożonych ładunków w operacjach typu cross trade, czyli między państwami UE. Polscy przewoźnicy międzynarodowi na koniec 2019 r. dysponowali potężna flotą 244 tys. ciężarówek, zatrudniali ok. 300 tys. pracowników i przewozili 28,5 proc. wszystkich ładunków na terenie UE.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: wiadomości, gospodarka, transport, unia europejska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
21-02-2020

JUANto wynik buty i arogancji polskiego rządu w ostatnich 5 latach prawie!!!!!!!!

22-02-2020

A. RUnia Europejska wbija sobie gwóźdź do trumny, po tego typu ustawach to jest powolny początek końca Unii Europejskiej....

23-02-2020

ExitTrzeba wyjść z tej unii. Nic dobrego dla Nas tam nie ma. Są tylko interesy Francji i Niemiec, co to za unia pod dyktando w/w krajów. Czas na Polexit!

Rozwiń komentarze (1638)