Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
tłum. Robert Susło
|

Kamprad - miliarder, który liczy grosze

0
Podziel się:

"Praca bez przyjemności musi być piekłem". Jeden z najbogatszych ludzi opowiada o tym, że sukces zawdzięcza komunistycznej Polsce.

Kamprad - miliarder, który liczy grosze
(PAP / EPA)

"Praca bez przyjemności musi być piekłem" - jeden z najbogatszych ludzi na świecie opowiada o swoich pieniądzach, biznesie, misji społecznej oraz o tym, że swój sukces zawdzięcza komunistycznej Polsce.

Założyciel szwedzkiego koncernu meblowego Ikea, Ingvar Kamprad wymieniany jest przez magazyn "Forbes" na trzecim miejscu listy najbogatszych ludzi świata. Wyprzedzają go tylko Bill Gates i na miejscu drugim Warren Buffett. W wywiadzie opowiada o odpowiedzialności socjalnej, przedsiębiorczości i sukcesie oraz dlaczego w wieku 80 lat nadal odwiedza sklepy Ikea na całym świecie.

Ingvar Kamprad urodził się w Smalandii. Samodzielny siedemnastolatek zaczął biznes sprzedając zapałki z dostawą do domu. Z czasem rozszerzył swą ofertę o dekoracje bożonarodzeniowe, nasiona, a później długopisy i ołówki i w końcu meble.

Obecnie Grupa Ikea zatrudnia 104 000 pracowników w 44 krajach. Ikea of Sweden w Älmhult w Szwecji jest odpowiedzialna za rozwój asortymentu. Jest on taki sam dla wszystkich sklepów na całym świecie i składa się z około 9,5 tys. artykułów. Kamieniem milowym w historii firmy była ekspansja na rynek chiński. Kiedy Ikea (Yi Jia) pojawiła się na tym rynku, w 1998 roku, była pozycjonowana jako luksusowa marka zachodnia. Szybko jednak strategię zmieniono i szwedzka firma zaczęła być postrzegana jako tani magazyn stylowych mebli. Nowy biznesplan wymagał oszczędności, dlatego ceny produktów obniżono o około 30% w stosunku do uśrednionego cennika w większości sklepów, a ponad 50% produkcji pochodzi teraz z chińskiego rynku.

Zmiana szybko się spłaciła. Mimo że ceny produktów rosły średnio 10% rocznie, to sprzedaż rosła o około 35% i ciągle rośnie. Tylko w ostatnim roku sklep w Szanghaju zwiększył obroty o 28%. Szacuje się, że podczas weekendu każdego dnia każdy ze sklepów odwiedza tam ponad 22 tys. klientów.
W związku z tym managerowie przewidują, że do 2020 roku chiński oddział szwedzkiej firmy znajdzie się w pierwszej piątce pod względem sprzedaży.

Zdobycie rynku japońskiego Ikea ma też już w zasadzie za sobą. O mocnej pozycji tam świadczy nie tylko fakt, iż na otwarcie jednego sklepu w Tokio przybyło 35 tys. klientów.
W 2006 roku grupa odnotowała wzrost sprzedaży na poziomie 17%. Na całym świecie otwarto 16 nowych sklepów. Na 2007 rok planuje się otwarcie 24 kolejnych, w tym jeden w Tokio. Handelsblatt: Panie Kamprad, cały świat zastanawia się ile ma Pan pieniędzy. Niektórzy utrzymują, że w roku 2006 był Pan najbogatszym człowiekiem świata. Zdradzi nam Pan tę tajemnicę? *
*
Ingvar Kamprad:
Napisałem do wydawcy Steva Forbsa list. Magazyn plasuje mnie obecnie na trzecim miejscu listy najbogatszych ludzi świata, za założycielem Microsoftu, Billem Gatsem i guru finansowym, Warrenem Buffettem. To wielki zaszczyt.

*Wartość akcji tych panów da się przeliczyć. Koncernu Ikea nie można jednak sprzedać, należy do fundacji Ingka Foundation a nie do Pana. W rękach Pańskiej rodziny znajduje się jednak właściciel marki - Inter Ikea Systems oraz grupa Ikano, które to przedstawiają niewątpliwie pokaźny majątek. *
To zawsze nasza rezerwa na przyszłość. Nie chwalimy się tym. Jeżeli Gates i Buffett chcą mówić o tym głośno, niech to robią. Ja nie muszę.

*Ma pan na myśli ich warte miliardy dolarów fundacje? *
Tak, dla nas, jako przedsiębiorców, widzę przyczynę w misji przejęcia odpowiedzialności społęcznej.

*Co Pan przez to rozumie? *
W tym roku stworzymy 10 000 nowych miejsc pracy. Inwestujemy na potęgę w Chinach. Podniesiemy naszymi produktami poziom życia tamtejszej ludności, nie wiedząc, kiedy zrealizujemy pierwsze zyski. To jest przedsiębiorczość.

Ale to działa tylko dlatego, ponieważ nie jesteśmy przedsiębiorstwem notowanym na giełdzie i nie musimy obawiać się nacisków ze strony inwestorów ani analityków, gdy ponosimy trudne do oszacowania ryzyko.

*I to wszystko finansuje Pan ze swojej „rezerwy na przyszłość”? *
Tak. To co robimy właśnie w Chinach, zrobiliśmy w latach dziewięćdziesiątych w Rosji. To było moim marzeniem. Jadąc z żoną samochodem z Moskwy do Jekaterinburga, zobaczyłem ogromną biedę.

*Jekaterinburg leży na wschód od Uralu, prawie 2 000 kilometrów od Moskwy. Czy takie odcinki pokonuje Pan prowadząc samochód? *
Przy takich drogach odległości te wydają się być jeszcze większe. Jednak tu w głębi kraju widać, czego brakuje ludności.

Zdecydowaliśmy się na inwestycję i nie uciekliśmy także w roku 1998, kiedy Rosja przeżywała duży kryzys gospodarczy. Wybuchła panika. Prawie wszyscy inwestorzy wycofali się z dnia na dzień. Musieliśmy podjąć decyzję: wycofać się? Nigdy, musimy walczyć! Dużo nas to kosztowało. Jednak Rosjanie nie zapomną nam tego nigdy. Moja żona otworzyła właśnie nasz trzecie centrum handlowe w Moskwie i drugi sklep Ikea w St. Petersburgu.

Ikea wykorzystuje oczywiście szybki rozwój gospodarczy Rosji. Widzę w tym jednak również naszą społeczną misję, przysłużyć się możliwie największej liczbie ludzi. Może Pan wierzyć lub nie: Kiedy zdobywamy nowy rynek, stawiam sobie na pierwszym miejscu pytanie, co może być dobre dla kraju naszego gospodarza.

*Bez zamierzonych zysków? *
Z dłuższej perspektywy powinno to przynieść korzyści także dla nas. Ale nie czuliśmy presji czasu.

*I to działa, ponieważ ma pan w rezerwie miliardy. *
Jesteśmy oszczędni. Weźmy np. rynek chiński. W Chinach można tylko dzierżawić tereny budowlane, przy czym dzierżawa jest droższa od ceny kupna gruntów w Szwajcarii. Trudno jest ocenić, kiedy interes będzie rentowny.

*Dlaczego nie omija Pan takich krajów szerokim łukiem? *
To dla mnie większe wyzwanie niż zdobycie rynku japońskiego. Może dlatego, że od dawna musimy ostro walczyć. Kiedy Ikea zaczęła odnosić pierwsze sukcesy w Skandynawii, przemysł meblarski zmówił się przeciw nam.

*Wtedy jako miejsce produkcji odkrył Pan Polskę, co przyniosło koncernowi Ikea zarzuty wspierania systemu komunistycznego. *
Polski minister spraw zagranicznych odwiedził właśnie Szwecję zabiegając Szwedów zlecenia. Zleceń mieliśmy co niemiara, ale z powodu bojkotu producentów mebli nie mogliśmy znaleźć zleceniobiorców. Przypomniałem sobie wtedy, że bracia Thonet produkowali swoje legendarne krzesła kawiarniane właśnie w Polsce. Oznaczało to, że w Polsce dostępne były możliwości do produkcji mebli.

*I podjął Pan decyzję o inwestycji w Polsce. *
Z biegiem czasu wszystko wydaje się być proste. W rzeczywistości czekaliśmy długie tygodnie na pierwszą odpowiedź z ministerstwa handlu a później czekaliśmy długo w warszawskim hotelu.

Chcieliśmy obejrzeć fabrykę w Radomsku. Biurokraci odmówili nam wiz. Dopiero, gdy spakowaliśmy nasze walizki i chcieliśmy już wracać, mogliśmy opuścić Warszawę i jechać jeszcze 200 kilometrów dalej by obejrzeć zakład. I rzeczywiście, produkcja mebli w Polsce pomogła nam obsłużyć naszych klientów mimo bojkotu.

Czytaj więcej na serwisie MANAGER.MONEY.PL.

wiadomości
gospodarka
KOMENTARZE
(0)