Notowania

Prezes Bitbay dla money.pl: "Kolejne giełdy będą upadać"

- Polski rynek kryptowalut trawią patologie. To przez brak regulacji – mówi money.pl prezes giełdy Bitbay Paweł Sobków. Jego zdaniem to właśnie spekulacje i brak obowiązku raportowania doprowadziły do upadku Bitmarketu.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Money.pl)
Sobków nie zdradza, ile Bitbay ma bitcoinów. Wyjaśnia, że dzienny obrót na giełdzie to 5 tys. BTC, a w ciągu miesiąca ma miejsce kilkaset tysięcy transakcji. (Fot: Money.pl)

Kto będzie następny? To najczęściej padające pytanie w społeczności kryptowalutowej. Spektakularny koniec giełdy Bitmarket ujawnił wiele patologii, które psują ten rynek. Paweł Sobków, prezes Pinewood Hoildings, operatora giełdy Bitbay, mówi wprost: kolejne upadłości są kwestią czasu.

- Bitmarket był spółką naznaczoną elementem ryzyka. Giełda chciała realizować dodatkowe zyski, stąd arbitraż jakiego się dopuściła (transakcja, której celem jest osiąganie zysku bez ponoszenia ryzyka – przyp. red.), a nie tylko zarabiać na prowizjach. To była błędna decyzja. Do tego nie chciała uwiarygodnić się, pokazać sprawozdań. I nie musiała, bo nie ma na to regulacji - tłumaczy money.pl Paweł Sobków.

Od tego – zdaniem Sobkowa – wynikają problemy rynku. Jedyne przepisy w Polsce, które można "podciągnąć" pod giełdy kryptowalut, dotyczą krajowej instytucji płatniczej. O tym, czy taka firma trafi do rejestru instytucji świadczących usługi płatnicze, decyduje Komisja Nadzoru Finansowego. Komisja może też odesłać taką spółkę do swoistego "piekła" instytucji finansowych, czyli na listę ostrzeżeń.

Obejrzyj: Ministerstwo Finansów ma problem z kryptowalutami

Taki "wilczy bilet" otrzymała w 2018 roku giełda Bitbay. W maju ubiegłego roku polskie banki odmówił platformie prowadzenia usług. Bitbay rozwiązał umowy z klientami, aby mogli oni dalej korzystać z usług spółki Pinewood na uregulowanym rynku maltańskim. Było to w czerwcu 2018 roku – bardzo gorącym okresie dla przyszłości kryptowalut. Urząd ds. Usług Finansowych Malty ogłosił w tym czasie trzy ważne ustawy, dotyczące emitentów, giełd i spółek technologicznych.

- Proces zdobywania licencji na Malcie jest niezwykle skomplikowany. Trzeba przedstawić biznesplan, sprawozdania finansowe, transakcje w kryptowalutach, osoby, które zarządzają spółką, udowodnić, że działalność nie finansuje terroryzmu. Jako prezes, musiałem przedstawić własny majątek, poparty aktami notarialnymi, tłumaczonymi przysięgle. Po tej procedurze, komisja daje warunkową zgodę na 12 miesięcy – wyjaśnia prezes Bitbay.

W tym czasie trzeba zakończyć proces przyznania licencji. Jeśli się jej nie otrzyma, spółka nie może dłużej funkcjonować na Malcie. Sobków przekonuje, że zdobycie takiego glejtu jest niesłychanie ważne: - Dzięki temu biznes jest wiarygodny. Nawet jeśli działa się w Polsce, gdzie trwa nagonka na giełdy kryptowalutowe, ale ma się licencję, to w oczach klientów platforma staje się pełnoprawnym uczestnikiem rynku – komentuje Sobków.

Tymczasem Bitmarket nie chciał się uwiarygodnić. Nie było pewności, ile faktycznie ma bitcoinów.

Giełda nigdzie nie podjęła procedury licencyjnej i broniła się przed audytami. Wykonanie ich mogłoby być trudne ze względu na rozproszoną strukturę platformy oraz problemy z raportami finansowymi. Bitmarket to w sumie trzy firmy z siedzibami w Estonii, w Wielkiej Brytanii i na Seszelach. Ale zdaniem Sobkowa, nawet w takiej sytuacji byłoby wyjście.

- Jeśli klienci giełdy mieli rachunki w Polsce, byli obsługiwani przez polskie banki, to wszystkie podmioty Bitmarketu, które działają w branży, powinny mieć obowiązek raportowania – wyjaśnia nasz rozmówca.

Sobków sam jednak nie zdradza, ile jego Bitbay ma bitcoinów. Wyjaśnia, że dzienny obrót na giełdzie to 5 tys. BTC, a w ciągu miesiąca ma miejsce kilkaset tysięcy transakcji.

Upadek Bitmarketu

W 2017 roku Bitmarket informował, że zarobił 17 mln zł. Kolejne dwa lata były równią pochyłą. Dziennie obroty na giełdzie wynosiły kilka BTC. Bitmarket nie miał pieniędzy. Powodem było to, że sam spekulował na innych platformach, używając do tego środków z rachunków klientów. Czyli działając jak klasyczna piramida finansowa.

Gdy trzeba było pokryć stan, to nie było z czego. Spółka najpierw sięgnęła po rezerwy, a potem zaczęła skupywać bitcoina za rekordowe ceny. Wzrost wartości kryptowaluty, paradoksalnie, okazał się gwoździem do trumny Bitmarketu.

- Giełda nie powinna być market makerem (kreować rynku – przyp. red.). Powinna tylko umożliwiać przeprowadzenie transakcji. Taki zakaz powinien pojawić się w prawie, a jego złamanie powinno wywołać sankcje – puentuje przedsiębiorca.

Czy Bitbay był zainteresowany przejęciem Bitmarketu? Paweł Sobków odpowiada, że nie. Choć – jak zaznacza – były próby kontaktu z różnymi giełdami. Do rozmów jednak nie doszło.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
15-07-2019

KroolikCzy może mi ktoś wytłumaczyć, co widzą w BTC jego fani? To coś nie odzwierciedla żadnej realnej wartości, nie ma obligatoryjnej funkcji zwalniania z … Czytaj całość

18-07-2019

marioKrypto-waluty to jedno wielkie oszustwo jakich było już wiele. A głupi ludzie dają się naciągać!

18-07-2019

IgorJa tam obracam złotówką i nigdy nie dam się naciągnąć cwaniakom, ale w narodzie jest dużo naiwnych, a oni na takich polują. Życzę powodzeni bo już … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (94)