Notowania

internet
25.08.2006 12:17

Granice wolności w internecie

Niekontrolowane wpisy na internetowych forach nie tylko mogą zaszkodzić reputacji serwisu, ale też skończyć się dla wydawcy sądem. Dlatego nad ich treścią często sprawują pieczę całe zespoły wyszkolonych moderatorów. Co mówi na ten temat prawo? Co wolno w sieci, a czego nie? O tym w raporcie Money.pl.

Podziel się
Dodaj komentarz

Niekontrolowane wpisy na internetowych forach nie tylko mogą zaszkodzić reputacji serwisu, ale też skończyć się dla wydawcy sądem. Dlatego nad ich treścią często sprawują pieczę całe zespoły wyszkolonych moderatorów. Co mówi na ten temat prawo? Co wolno w sieci, a czego nie? O tym w raporcie Money.pl.

Nie jest tajemnicą, że Money.pl stara się nie ingerować w treść komentarzy zamieszczanych na stronach serwisu. Możemy sobie na to pozwolić, bo nasi czytelnicy w zdecydowanej większości piszą rzeczowo i na temat.

Interweniujemy bardzo rzadko, tylko w określonych przypadkach, np. jeśli ktoś wysyła 10 takich samych komentarzy do różnych wątków, pisze zupełnie nie na temat, albo rzuca jawne oszczerstwa lub wulgaryzmy. Nie wszędzie tak jest...

Tną wszyscy

„Na największych portalach przy artykułach, które mogą wzbudzić kontrowersje stosuje się tzw. podwójną moderację. Z jednej strony automat wyłapuje wulgaryzmy, z drugiej niepożądane posty usuwa się ręcznie” – mówi Magda Górak z serwisu Internet Standard.

Praktyki są różne. Na przykład na Wirtualnej Polsce komentarz może zamieścić każdy, jednak zanim post pojawi się na stronach portalu, często trzeba odczekać nawet kilka minut. Z kolei Gazeta.pl przy bardziej kontrowersyjnych wątkach wymaga rejestracji. Zdarza się, że przy niektórych tekstach, np. Adama Michnika nie ma możliwości komentowania. „Funkcji tej były pozbawione ostatnio niektóre teksty o Gunterze Grassie albo o ks. Czajkowskim” – zauważa Górak.

Chociaż zarządzanie ogromną liczbą forów, na których pojawia się nawet kilkaset komentarzy, sporo kosztuje, portale nie szczędzą grosza. „Moderacja to skomplikowana sprawa, bo w wielu przypadkach nie wiadomo, co powinno się usunąć, a co nie” – mówi Górak. Jednak serwisy internetowe traktują zarządzanie forum, jako nieodzowną część polityki redakcyjnej. Czasem wycina się krytyczne uwagi o tekście, nieprzychylne komentarze albo zwyczajnie - wypowiedzi nie na temat. „Nic dziwnego, że portale dbają o swój wizerunek, jednak z wycinaniem wypowiedzi nie można przesadzać, bo zbyt rygorystyczne może podważyć wiarygodność serwisu” – zauważa Górak.

Do sądu za wpisy na forum

Fora dyskusyjne to nie tylko problem wizerunkowy, ale też prawny. Wydawcy internetowi, tak samo jak prasy drukowanej, odpowiadają za treść zamieszczaną na ich serwisach. Fora dyskusyjne mają taki charakter prawny, jak np. listy do redakcji, zamieszczane w czasopismach. Dlatego wydawcy mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności cywilnej za naruszenie dóbr osobistych.

Jednak charakter elektronicznego medium komplikuje sytuację. „W ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną jest przepis, który mówi, że usługodawca nie ponosi odpowiedzialności, jeśli nie ma wpływu na przekaz informacji” – zauważa Piotr Waglowski, autor serwisu VaGla.pl - Prawo i Internet. „Dlatego wydawcy, którzy moderują fora w razie pozwu mają trudniejszą pozycję do obrony” – tłumaczy. Wszystko zależy od interpretacji sądu.

Kwestia dotyczy nie tylko profesjonalnych wydawców, ale też autorów blogów. W zeszłym roku w USA głośna była sprawa Aarona Walla, który na swoim blogu SEOBook.com dopuszcza anonimowe komentarze. Został pozwany przez firmę Traffic-Power.com, właściciela wyszukiwarki, za to, że na forum pojawiły się poufne informacje dotyczące działania jej produktu. Chociaż Wall usunął feralne posty, jednak nadal jest odpowiedzialny za ich treść.

Złapać oszczercę

Inaczej jest, gdy wpis narusza kodeks karny. „W tym przypadku ewentualnej karze podlega już nie wydawca, ale autor komentarza na forum, jednak tylko jeśli można mu przypisać winę” – mówi Waglowski. Problem w tym, że aby skutecznie ukryć swoją tożsamość w internecie, nie trzeba być hackerem – wystarczy znaleźć w sieci odpowiednie instrukcje. Poza tym wydawcy serwisu nie muszą zgodzić się na udostępnienie danych swoich klientów.

Na lokalnym portalu inoonline.pl, pojawiły się na początku roku wpisy oskarżające o łapówkarstwo wiceprezydenta Inowrocławia Jacka Olecha. Urzędnik złożył zawiadomienie w prokuraturze. Ta sprawdziła komputery, z których wysłano posty, ale sprawcy jak dotąd nie znalazła.

„Policja na całym świecie chciałaby mieć szybki dostęp do danych. Jest przyzwyczajona, że na miejscu zbrodni bada np. ślady na śniegu, które nie należą do nikogo” – mówi Waglowski. „Tymczasem ślady w internecie często stanowią tajemnicę handlową usługodawcy, który chce bronić prywatności swoich użytkowników” – dodaje.

Niebezpieczny precedens

Okazuje się, że wbrew opinii Waglowskiego, w Polsce wydawca może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej za komentarze użytkowników. Na początku tego roku jedna z lokalnych gazet opublikowała serię krytycznych artykułów o komorniku, którego oskarżała o łamanie prawa. Pod polemicznym tekstem na stronie internetowej czasopisma kilku forumowiczów obraźliwie zwyzywało urzędnika.

Prokurator, o którym gazeta wcześniej również zamieściła krytyczne teksty, wszczął postępowanie przeciwko wydawcy. „Zarzucono mu znieważanie funkcjonariusza publicznego” – mówi Michał Jaszewski, prawnik Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które pomaga oskarżonemu wydawcy. Sprawa jest w toku.

„Twórcy błędnie wychodzą z założenia, że na forum nie podlega kodeksowi karnemu. Tymczasem jeśli ktoś nie usunie nielegalnych treści może odpowiadać za współsprawstwo” – komentuje Jaszewski. „Nie znam przypadku skazania wydawcy za wypowiedzi na forum, ale trzeba być ostrożnym” – radzi.

Innego zdania jest Miłosz Marczuk, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. „Właściciel portalu nie może odpowiadać za forumowiczów. Nie można go zobowiązać do zatrudniania moderatora. Po pierwsze podwyższa to koszty prowadzenia serwisu. Po drugie, często nie ma technicznych możliwości, żeby to zrobić” – twierdzi.

Z jednej strony przedstawiciele prasy są przekonani, że nie odpowiadają za fora. Z drugiej potrafią się zagalopować i oskarżają redakcje za wpisy, na które nie mogły mieć wpływu. „W sprawach związanych z dyskusjami na forum brakuje orzecznictwa Sądu Najwyższego. Efekt jest taki, że duży portal nie odpowiada za wyzwiska na forum a mała gazeta tak” – komentuje Jaszewski.

Co złego to nie my

O tym, że wydawcy nie ponoszą karnej odpowiedzialności za treści forum świadczy przykład z jednego z czołowych portali. W sierpniu „Gazeta Wyborcza” opisała sprawę kieleckiego urzędnika, który na forum Gazeta.pl wypisywał kontrowersyjne opinie pod tekstem o 60. rocznicy pogromu Żydów w Kielcach. „Kielce to oczywista prowokacja zydo-komunistyczna majaca na celu odwórcenie uwagi swiatowej opinii od sfałszowania referendum na korzysc komunistów i nakłonienie zydów do emigracji do Izraela” – napisał. Przy poście pojawił się IP urzędu miejskiego – um.kielce.pl.

Choć Federacja Młodych Socjaldemokratów domagała się, by prezydent Kielc złożył zawiadomienie do prokuratury o publicznym pochwalaniu przestępstwa i znieważaniu pomnika lub innego miejsca spoczynku zmarłego, afera skończyła się upomnieniem urzędnika przez przełożonych. Co ciekawe, chociaż „Gazeta Wyborcza” nagłośniła sprawę jako skandal, to kontrowersyjne wypowiedzi nadal można znaleźć na forum Gazeta.pl.

Masowe, czy nie masowe

Internet jest bez wątpienia medium masowym. Jednak różnice w popularności poszczególnych serwisów są ogromne. Problem w tym, że w systemie prawnym nie istnieją takie pojęcia jak wortal, portal, blog, strona domowa czy firmowa. „Wyróżnia się za to termin pomówienia masowego, które jest traktowane inaczej niż np. pomówienie w kolejce po mleko” – zauważa Waglowski.

Dlatego sądy za każdym razem powinny ocenić szkodliwość czynu. Może zdarzyć się, że ktoś na blogu przedstawi fałszywe oskarżenia pod czyimś adresem. Pomówienie jest wtedy dostępne dla każdego internauty, ale na stronę mogły zajrzeć zaledwie dwie, trzy osoby.

„Sąd może w takim przypadku złagodzić karę” – mówi Waglowski. Może postanowić, że ten kto jest komentatorem, albo ten kto ma bloga musi usunąć dany wpis, a dodatkowo złożyć oświadczenie danej treści.

Na razie przypadki pozwów w sprawie wypowiedzi są bardzo rzadkie. Z jednej strony moderatorzy mogą szybko naprawić błąd, z drugiej nadal traktujemy internet jak dzikie pola, nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować.

„ Nie można tego pozostawić, ale regulacje nie mogą być zbyt szczegółowe"– mówi Jaszewski. „Trzeba zmienić prawo prasowe. Należałoby rozdzielić odpowiedzialność tego, kto wpisuje opinię od tego, kto organizuje medium".

Obecnie Unia Europejska stara się unormować kwestie prawne związane z internetem. – Fora dyskusyjne też zasługują na odpowiednią regulację, ale z tym lepiej poczekać na bardziej kompleksowe zmiany przystosowujące prawo do społeczeństwa informacyjnego – kończy Jaszewski.

„Sprawą powinny zająć się oficjalne organizacje dziennikarskie. Potrzebny jest lobbing i naciski na elity rządzące, zmierzające do uregulowania kwestii prawnych związanych z wolnością słowa w polskim internecie" - mówi redaktor naczelny jednego z czołowych portali.

Gdzie są granice wolności w internecie? Czy wszystkie fora powinny być moderowane? Zachęcamy do dyskusji na ten temat na forum Money.pl

Tagi: internet, giełda, wiadomości, gospodarka, raport, raporty gospodarcze, porady, najważniejsze, e-biznes
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz