Szef NBP wyjaśnia, dlaczego rosną ceny. "To byłby szkolny błąd"

Za wzrost cen w Polsce odpowiadają czynniki, na które bank centralny nie ma wpływu, powiedział szef NBP Adam Glapiński podczas konferencji w czwartek. Co zrobi bank centralny? Nic. – To byłby szkolny błąd – mówi o podwyżce stóp procentowych prezes banku centralnego i przypomina, że "nie ma darmowych obiadów".

Adam Glapiński, szef NBP, odpowiadał m.in. na pytania o inflacjęAdam Glapiński, szef NBP, odpowiadał m.in. na pytania o inflację
Źródło zdjęć: © PAP | Radek Pietruszka

Mimo szybko rosnących cen, Rada Polityki Pieniężnej nie podniosła w środę stóp procentowych. W sierpniu inflacja wyniosła 5,4 proc. w skali roku, co oznacza, że ceny rosły najszybciej od dwóch dekad.

- Jest to poziom daleki od tego, jaki chcielibyśmy widzieć (…). Bardzo nas zasmucił ten wskaźnik. Jednak poziom ten jest efektem czynników niezależnych od polityki Narodowego Banku Polskiego – powiedział w czwartek Adam Glapiński.

- Jest to efekt szoku podażowego, na który niestety nie mamy żadnego wpływu. Ewentualny wpływ na takie czynniki mogą mieć jedynie działania po stronie polityki fiskalnej, akcyzowej – dodał.

Inflacja najwyższa od lat. Balcerowicz ostro komentuje tłumaczenie wiceministra

Szef banku centralnego powtórzył to, co słyszymy od miesięcy: wskazał na droższą energię, paliwa czy wywóz śmieci, jako głównie przyczyny inflacji. Podkreślił, że wkład cen energii do wskaźnika inflacji w Polsce jest "miażdżący".

Jak powiedział Glapiński, łączny wkład cen paliw, energii i innych cen administrowanych, niezależnych od działań banku centralnego, odpowiada za połowę wzrostu wskaźnika inflacji.

Jednak takie szacunki nie pokrywają się z danymi opublikowanymi do tej pory przez NBP. W lipcu inflacja konsumencka w Polsce wyniosła 5 proc. w skali roku. Natomiast obliczana przez bank centralny inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła 3,7 proc. Z kolei po wyłączeniu cen administrowanych (podlegających kontroli państwa) wyniosła 4,7 proc.

Co zatem zrobi bank centralny z rosnącymi cenami w Polsce? Nic. – Na negatywne szoki podażowe bank centralny nie powinien reagować podwyższeniem stóp. To byłby szkolny błąd prowadzący do stłumienia wzrostu gospodarczego – powiedział Glapiński.

Jednocześnie szef banku centralnego mocno wierzy w skuteczność i trafność działań NBP. - Zapewniam Państwa, że gdyby zarząd NBP i RPP zarządzały światem, żylibyśmy w o wiele lepszym świecie - powiedział.

Wzrost cen. Kiedy podwyżka stóp?

Zdaniem szefa NBP, bieżący rok upłynie pod znakiem podwyższonej inflacji. Natomiast prognozy wskazują, że przyszłym roku inflacja znacząco się obniży.

- Oczywiście nadal od strony czynników podbijających inflację w górę pozostaną wzrosty cen energii elektrycznej. I prawdopodobne dalsze podwyżki cen gazu. Czyli negatywne szoki podażowe, na które bank centralny nie ma żadnego wpływu – powiedział Glapiński.

- Wpływ może mieć ewentualnie rząd od strony podatkowej. Ale oczywiście kosztem firm, które dostarczają te surowce. I kosztem budżetu. Coś za coś. Nie ma darmowych obiadów, jak mówił Milton Friedman – dodał.

Zapowiedział, że RPP będzie zacieśniać politykę pieniężną, jeśli inflacja będzie trwale wyższa od celu inflacyjnego NBP, ale na skutek trwałej presji popytowej, a nie szoków podażowych. Przypomnijmy, że cel inflacyjny NBP wynosi 2,5 proc. z możliwością odchylenia o 1 pkt. proc. w górę lub w dół.

Glapiński ocenił, że obecnie podwyższenie stóp byłoby niekorzystne dla gospodarki, która odbudowuje się po pandemii.

- Gdybyśmy w tym momencie zacieśnili, tak żeby było to odczuwalne dla gospodarki, to byśmy zdusili wzrost kiełkujący po pandemii, a nie uzyskalibyśmy żadnego spowolnienia inflacji - powiedział.

Szef banku centralnego chętnie mówił o wzroście cen na świecie, co - jego zdaniem - jest spowodowane wzrostem cen surowców i transportu, a także ograniczeniami podażowymi (braki półprzewodników czy mikroprocesorów).

Podkreślał, że ceny rosną również w innych krajach, jak USA czy Niemcy. Natomiast u naszych sąsiadów, nie wywołuje to "szumu informacyjnego".

Rynek pracy

Zdaniem szefa NBP, w Polsce nie występuje obecnie presja inflacyjna ze strony kosztów pracy. Wzrost wydajności pracy jest bardzo duży w Polsce, zwłaszcza w przemyśle, znacząco przekracza wzrost wynagrodzeń. Nie ma zatem mowy o spirali płacowo-cenowej.

Jednak ekonomiści uważają, że wraz z rosnącą inflacją pracownicy coraz częściej myślą o podwyżkach. W najbliższym czasie część pracowników będzie zatem oczekiwała od pracodawców podwyżek.

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Bogactwo zaczyna się od tej kwoty. Polacy wskazali "widełki"
Bogactwo zaczyna się od tej kwoty. Polacy wskazali "widełki"
Dolar traci na potęgę. Pierwszy rok drugiej kadencji Trumpa mocno go osłabił
Dolar traci na potęgę. Pierwszy rok drugiej kadencji Trumpa mocno go osłabił
Bessent ucina spekulacje o finansowej wojnie z Europą: "To przeczy logice"
Bessent ucina spekulacje o finansowej wojnie z Europą: "To przeczy logice"
Orlen odkrył nowe złoże gazu na Morzu Północnym
Orlen odkrył nowe złoże gazu na Morzu Północnym
Trump grozi Francji 200-proc. cłami. Jest odpowiedź Paryża
Trump grozi Francji 200-proc. cłami. Jest odpowiedź Paryża
Nowe cła USA. Najwięcej stracić mogą Niemcy
Nowe cła USA. Najwięcej stracić mogą Niemcy
Prezes ZUS wezwany do dymisji. Związkowcy mówią o złamaniu prawa
Prezes ZUS wezwany do dymisji. Związkowcy mówią o złamaniu prawa
Tąpnięcie w handlu zagranicznym Niemiec. USA tracą pozycję lidera na rzecz Chin
Tąpnięcie w handlu zagranicznym Niemiec. USA tracą pozycję lidera na rzecz Chin
Kryzys wokół Grenlandii. Oto co się dzieje z cenami ropy
Kryzys wokół Grenlandii. Oto co się dzieje z cenami ropy
W miastach pękają rury. Ekspert: to nie zima jest winna
W miastach pękają rury. Ekspert: to nie zima jest winna
To Amerykanie płacą za cła Trumpa. Są nowe badania
To Amerykanie płacą za cła Trumpa. Są nowe badania
Macron nie chce być w Radzie Pokoju. Trump: 200 proc. ceł na francuskie wina i szampany
Macron nie chce być w Radzie Pokoju. Trump: 200 proc. ceł na francuskie wina i szampany