Notowania

Tak staczała się Grecja. Wszystkie powody krok po kroku

Kilka błędów doprowadziło cały naród do ruiny. Zobacz, co naprawdę się stało.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/EPA)

Grecja to otyła dama z dobrej rodziny, którą do swojego klubu chciały przyjąć szczupłe lecz głupie nuworyszki. Wpychały ją więc na siłę w makabrycznie ciasny gorset, udając, że nie widzą, jak wystają z niego krągłe boki. Nobliwa dała się im zwieść i też udawała, że jest śliczna. Dopiero po jakimś czasie skłonność do obżarstwa rozdęła jejmość jeszcze bardziej, aż w końcu gorset pękł z trzaskiem. Dama padła na ziemię, a reszta panien stanęła nad nią i głowi się, jak teraz naprawdę odchudzić wiecznie nienażartą koleżankę. No bo przez drzwi, którymi weszła, już raczej nie przejdzie - a na pewno nie bez szkody dla konstrukcji zamku. Analizujemy więc, co naprawdę doprowadziło Grecję i Europę do dzisiejszego stanu i jak to dotyka nas - Polaków.

Śmiało można powiedzieć, że Polacy interesują się problemami greckimi z niechęci do tego kraju. Ponad pół miliona z nas ma bowiem kredyt we frankach szwajcarskich, którego wartość greckie harce zainaugurowane wiosną 2010 roku podniosły już o prawie 30 procent. Reszta też nie ma powodów, by Greków kochać - złoty do dolara stracił ponad 20 procent, za co płacimy już wszyscy, chociażby na stacjach benzynowych, gdzie tankować przychodzi nam coraz droższe paliwo.

Po głębszej analizie, uczucie niechęci zastępuje jednak współczucie. Zwłaszcza, gdy człowiek widzi, jak kolejny już raz na wielkiej, brukselskiej, ponurej sali debat spotykają się ci, którzy największą krzywdę Grecji wyrządzili - unijni decydenci. Debatują już nie tylko nad tym, czy poluzować operowanemu bandaże tak, by do rekonwalescenta dochodził tlen, ale i nad tym, jak ratować całą Unię. Są winni, bo to oni pchnęli Grecję w przepaść i ich odpowiedzialności nie znosi nawet fakt, że ona sama wykazywała tendencje samobójcze.

Akt pierwszy - publiczne przechwalanie i kredytyKażda grecka tragedia powinna zaczynać się na morzu. W końcu Grecy to najwspanialsi i najsławniejsi żeglarze świata. Zaczęło się od Odyseusza, a niewykluczone, że skończy się na współczesnej armadzie.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/202/m219850.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/doradca;premiera;grecji;dla;money;pl;to;byly;trzy;lata;chaosu,150,0,1106582.html) *Doradca premiera Grecji: To trzy lata chaosu * _ - Wielu Greków powie, że do diabła z tą całą strefą euro. Ale tak naprawdę się boją - _ uważa Nikolaos Bilios. Grecka flota handlowa to najlepszy przykład tego, na jakich podstawach przypadek i głupota zgotowały Grekom tak dramatyczny los. Jeśli zsumować bowiem nośność wszystkich handlowych okrętów należących do jednego państwa, to okaże się, że to właśnie mieszkańcy Hellady dysponują największym tonażem pośród wszystkich państw świata. Wszystkie okręty tego kraju mogą zabrać na pokład 220 milionów ton. Na drugim miejscu jest Japonia z 197 milionami, a na trzecim Niemcy ze 114 milionami ton
ładowności statków. Logiczną konsekwencją takiej dominacji powinno być bogactwo i szczęście narodu, ale logiczne reguły gospodarcze do Grecji się nie stosują - transport morski jest bowiem w Grecji zwolniony z podatku. Konstytucyjnie!

Grecy podobne przywileje praktykują zresztą powszechnie. Na przykład, wykorzystując lukę w przepisach, budują domy tak, by z dachów wystawały pręty zbrojeniowe, co ma oznaczać, że dom jest jeszcze nieukończony, a wtedy nie trzeba płacić podatku od nieruchomości. Każdy, kto Grecję odwiedził, widział budynki straszące przerzedzonymi czuprynami ze stali.

Na dodatek, z podatków Grecy często zwalniają się sami. Ewangelos Wenizelos, gdy jeszcze był premierem, szacował, że jego obywatele są winni państwu 37 miliardów euro - czyli sześć razy więcej niż wyniósł zeszłoroczny deficyt budżetowy Polski. Trzeba oddać jednak Grekom honor: ich szara strefa jest dość podobna do naszej.

Źródło: Schneider, F. (2011), _ Size and development of the Shadow Economy from 2003 to 2012: some new facts _.

To, co widać na wykresie, jest jedynie pochodną innego ważnego problemu, który ukształtował się w powojennej Grecji, a który władza pielęgnowała przez lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte. Chodzi o upaństwowienie firm.

Według danych CIA, aż 40 proc. greckiego PKB wytwarzane jest w sektorze publicznym. W Polsce, która jest krytykowana, że ciągle mamy zbyt duży udział sektora publicznego, ta wartość wynosi zaledwie około 20 procent.

Jeszcze lepiej skalę udziału państwa w greckiej gospodarce obrazują zalecenia Komisji Europejskiej dotyczące konieczności prywatyzacji. Komisarze wskazali Grekom, by w latach 2011-2015 sprzedali w prywatne ręce państwowe mienie o wartości 50 miliardów euro. Jeśli porównać tę kwotę z Greckim PKB, to okaże się, że w cztery lata mają oni wyprzedać majątek warty jedną piątą krajowego produktu brutto. Gdyby Polska miała sprostać takim wymaganiom, musielibyśmy w tym czasie sprzedać majątek wart prawie 300 miliardów złotych, tymczasem w rekordowym roku 2000 uzyskaliśmy z prywatyzacji 27,2 miliarda złotych.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/47/m219951.jpg ) ] (http://manager.money.pl/ludzie/wywiady/artykul/grecki;przedsiebiorca;dla;money;pl;kryzys;czy;nie;trzeba;produkowac,114,0,1106802.html) *Grecki przedsiębiorca dla Money.pl: Kryzys czy nie, trzeba produkować * Przełamał monopol koncernu Heineken na produkcję piwa w Grecji i przeforsował zmianę prawa. Demetri Politopoulos zdradza sposób na wyprowadzenie kraju z recesji. W tak rozbuchanym sektorze publicznym pracują (albo się lenią, bo jak mogłoby być inaczej skoro jeden z ateńskich szpitali zatrudniał 80 ogrodników) Grecy, którzy od wojny, a potem przez tak zwaną juntę pułkowników, do roku 74. byli uczeni niechęci do władzy. Życie przekonało ich wtedy, że rząd jest po to, by ich ciemiężyć i wykorzystywać.

To zapewne dlatego socjaliści z PASOK czyli Ogólnogreckiego Ruchu Socjalistycznego, którzy doszli do władzy na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, rządzili - z krótką trzyletnią przerwą - aż do 2004 roku. Starali się przekonać do siebie obywateli przywilejami, podwyżkami pensji i lukratywnymi posadami państwowymi. Premia za niespóźnianie się do pracy, dodatek za sprawne realizowanie zadań, za obsługiwanie faksu, za mycie rąk i wiele innych absurdów wyszło na jaw całkiem niedawno, gdy okazało się, że państwo nie jest w stanie spłacać swoich długów.

Były jednak i prawa o jeszcze bardziej destrukcyjnych konsekwencjach. Na początku lat dziewięćdziesiątych funkcjonował na przykład przepis, według którego greckie banki musiały 70 procent środków zgromadzonych w depozytach przeznaczać na inwestowanie w firmy z sektora publicznego. To skutecznie niszczyło akcję kredytową wobec prywatnych przedsiębiorstw i tym samym nie pobudzało gospodarki. Dodatkową przeszkodą są legislacyjne bariery stawiane przedsiębiorcom. Pokutują zresztą do dziś.

Miejsce kraju w rankingu Doing Business Banku Światowego (2012 rok)
Kraj Miejsce w rankingu
Singapur 1
Chiny 2
Nowa Zelandia 3
USA 4
Polska 62
Czechy 64
Kuwejt 67
Jemen 99
Grecja 100
Paragwaj 102
Haiti 174
Czad 184

Jednocześnie przez cały ten czas utrzymywał się wzrost gospodarczy, który choć trochę poprawiał Grekom samopoczucie (w latach dziewięćdziesiątych - 0,7 proc.). Był on konsekwencją dobrej koniunktury na świecie i zewnętrznej pomocy. Od 1981 roku Grecja należała do Wspólnoty Europejskiej, która pomagała jej w rozwoju. Od 1985 do 1991 roku kraj otrzymał 2,5 miliarda dolarów na rozwój, co dla tak biednego państwa (po rządach junty pułkowników Grecja została z 30-procentową inflacją) było wielką kwotą.

Większość pieniędzy, niestety, po prostu przejedzono. Politycy na przykład zdecydowali się na czysto socjalistyczne zasady - wprowadzili coroczne podwyżki dla najbiedniejszych, przez co siła robocza była tak droga, że mało Greków znalazło odwagę, by założyć firmę.

Mimo wszystko do 1995 roku Grecy podjęli wyzwanie przeobrażenia gospodarki. I nawet im się to udało, ale niestety postawili nie na przemysł, a tylko na usługi, które dziś wytwarzają 78,3 proc. PKB tego kraju. Ta decyzja też stała się brzemienna w skutkach, bo to właśnie w tej gałęzi gospodarki kryzys lat 2007-2009 siał największe spustoszenie.

W latach dziewięćdziesiątych Grecy uczyli się więc żyć w miarę dobrze, ale na kredyt. Prawdziwe eldorado zadłużania miało jednak dopiero przyjść razem z hojną i nie najmądrzejszą propozycją wciągnięcia, czy jak kto woli wepchnięcia, Grecji do strefy euro. A razem z państwem takich Greków, którzy już będąc w Eurolandzie wystawiali na pola drzewka oliwne z plastiku, by wyciągać z unijnego budżetu rolnicze dopłaty.

Akt drugi - wielkie pożyczki na tak zwaną gębę

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/249/m220153.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/jak;zyc;za;900;euro;w;grecji;nawet;lekarze;mniej;biora,255,0,1106175.html) *Jak żyć za 900 euro? W Grecji nawet lekarze mniej biorą * - _ Nie obchodzi mnie, czy Grecja wyjdzie ze strefy euro czy nie. Chcę tylko przeżyć. Będę głosował na SYRIZĘ, bo oni kradną najmniej _ - mówi 29-letni ManusPrzed wejściem do strefy euro Grecy jednak za wiele pożyczać nie mogli. Przed sięganiem po zagraniczne pieniądze choć trochę powstrzymywało ich oprocentowanie krajowych obligacji. Te najbardziej popularne, 10-letnie, miały rentowność na poziomie 20 procent. Oznaczało to, że za pożyczki państwo musiało słono płacić. Ale i tak do 2000 roku grecki dług publiczny sięgnął granicy prawie 110 procent PKB. Rokrocznie po stronie _ winien _ Grecja
dopisywała kilka miliardów.

Dobra koniunktura utrzymywała przez długi czas stosunek długu do PKB na stałym poziomie, ale zadłużenie ciągle rosło. Dlatego, gdy po kryzysie lat 2007-2009 gospodarka się załamała i 6-procentowy wzrost PKB z 2006 roku zamienił się w 3,5-procentową recesję roku 2010, dług publiczny sięgnął pułapu, przy którym każdemu przytomnemu ekonomiście włos jeży się na głowie - 144 proc. PKB.

Źródło: Eurostat

A wszystko zaczęło się od ogłoszenia, że Grecja zamierza przystąpić do strefy euro. W połowie lat dziewięćdziesiątych Grecy przekazali światu tę dobrą nowinę i inwestorzy od razu oszaleli. Już w roku 1998 rentowność greckich obligacji spadła do 8,5 procenta - czyli więcej niż o połowę. Były to szalone czasy, w których wszystkie instytucje, które pożyczały państwom pieniądze, miały murowane przekonanie, że trwałości i renomy wspólnej waluty państw europejskich nic nie jest w stanie naruszyć. Dlatego naiwnie uznały, że grecki dług to coś, w co warto inwestować. Upłynnianie papierów szło Grekom coraz łatwiej. W 2005 roku ich oprocentowanie wynosiło zaledwie 3,5.

Źródło: Money.pl

Grecy byli na najlepszej drodze, by dostać się do strefy euro, choć na przed rokiem 1999 - kiedy to powołano do życia wspólny europejski pieniądz - spotkała ich niespodzianka. Unijni decydenci mieli chwilę oprzytomnienia. W jej trakcie spojrzeli w greckie wskaźniki ekonomiczne i puknęli się w głowę. Wejście Grecji do strefy zostało zawieszone, a greccy politycy głucho jęknęli.

Jak przystało jednak na naród przedsiębiorczy ostro wzięli się do pracy - pokrętnej. Zamiast wprowadzać długotrwałe i ważne reformy strukturalne, zabrali się za doraźne rozwiązania i fabrykowanie państwowych dokumentów fałszujących ich faktyczne przygotowanie do integracji walutowej.

Ograniczyli inflację wysokimi stopami procentowymi, a rosnącą wartość waluty równoważyli masowym wyprzedawaniem drahmy. Do tego rząd ograniczył podaż kredytów i podpisał dwuletnie porozumienie płacowe ze związkami. Zobowiązywały się one w nim do ograniczenia wzrostu płac, co również miało obniżyć inflację. W czasie tych dwóch lat, Grecy dorobili się kolejnych przywilejów, które zastępowały im właśnie te niechciane przez państwo podwyżki.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/85/m219989.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/nie;pojda;glosowac;bo;maja;wieksze;problemy,101,0,1106533.html) *Nie pójdą głosować, bo mają większe problemy * Przez każdy z greckich oddziałów organizacji _ Lekarze Świata _ przewija się codziennie kilkaset osób. Te sztuczki pozwoliły na redukcję inflacji i utrzymanie w ryzach kursu waluty, a inne - czyli mniej subtelne fałszerstwa - na pozorne ograniczenie długu publicznego.

Poważni unijni analitycy, spojrzawszy w spreparowane woluminy danych, stwierdzili, że deficyt sektora finansów publicznych został zredukowany w ciągu czterech lat z 10,2 proc. PKB do 1,6 proc., a w kolejnych latach spodziewano się utrzymania poziomu 3 proc. W obliczu takiej poprawy unijni oficjele z radością i spokojnym sumieniem w grudniu 1999 roku podjęli decyzję o uchyleniu zawieszenia Grecji, a w 2001 roku Grecja była już pełnoprawnym członkiem Eurolandu z oprocentowaniem obligacji na uroczym poziomie 5,2 procent i z rozwojowym długiem publicznym i prywatnym przekraczającym 110 proc. PKB.

Źródło: Reinhart, Camen M. and Kenneth S. Rogoff, _ From Financial Crash to Debt Crisis _

Kolejne lata to radosne korzystanie Grecji z taniego pieniądza oferowanego przez banki całego świata. Grecja tamtych czasów, to doskonała lekcja tego, co dzieje się, gdy niegotowy na taki przywilej kraj dostaje dostęp do tanich pożyczek. Grecka gospodarka z rozrośniętym sektorem publicznym, roszczeniowo nastawionym społeczeństwem leciała w przepaść ekstremalnego zadłużenia w zastraszającym tempie. Pożyczało państwo, pożyczali obywatele.

Nawet rok 2004, kiedy to Unia zorientowała się, że dane greckiego urzędu statystycznego były fałszowane, nie zatrzymuje Greków przed beztroskim podejściem do okrutnych i konsekwentnych prawideł gospodarczych.

Ta oficjalna rewizja greckich danych ujawnia, że deficyt finansów publicznych pięć lat wcześniej - w 1999 roku - wynosił nie 3,7 proc. jak zakładano, a 12,7 proc PKB. Informacja, która mogłaby wstrząsnąć całą Europą, jakby uchodzi jednak uwadze inwestorów. Dalej trzymają się oni przekonania, że strefa euro gwarantuje za Grecję, a za strefę euro Wszechmogący. Zbliża się zresztą grecka olimpiada i nawet minister finansów nowego, konserwatywnego rządu Nowej Demokracji, Peter Doukas, twierdzi, że mają olimpiadę i nie można ich teraz zasmucać.

Akt trzeci - Jak mogło do tego dojść!?

Grecja brnie przez kolejne lata. Państwowe wydatki napędzają wzrost gospodarczy, co daje złudzenie, że państwo sobie radzi. Jednak finansowane są one w dużej mierze z zaciąganych pożyczek, co oznacza, że Hellada powoli tonie. Opadanie na dno przyspiesza, gdy po lata 2007-2009 pogrążają nieprzygotowaną do kryzysu grecką gospodarkę opartą na usługach. PKB załamuje się, a wraz z nim dramatycznie maleją możliwości spłacania rosnącego długu publicznego.


Źródło: Bank Światowy, Hellenic Statistical Authority

Do tego ciągle ogromna część pożyczanych pieniędzy jest ciągle przejadana. Kiepską sytuacje Greków pogłębiają przez lata nieuzasadnione podwyżki. Między rokiem 2004 a 2010 pensje wzrosły o 45 procent, a PKB o 24 procent.

Źródło: Eurostat

Do dziś trudno uwierzyć, że choć tak wyglądały najprostsze zestawienia danych makroekonomicznych dopiero w 2009 agencja ratingowa Fitch jako pierwsza obniżyła rating Grecji do A-. Tak, A-! Inwestorzy zdawali się nie dostrzegać, że Grecja na przykład nie rozwija eksportu, co pozwoliło podejrzewać, że nie będzie miała skąd wziąć pieniędzy na spłatę długów. Grecki deficyt w handlu w momencie wejścia do strefy euro wynosił 12 procent, by w ostatnich latach sięgnąć 17 proc.

Czytaj więcej [ ( http://static1.money.pl/i/h/54/m219958.jpg ) ] (http://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/trojka;wroci;do;grecji;by;sprawdzic;reformy,162,0,1114530.html) *Bez nich Grecy nie dostaną pieniędzy * Raport trojki jest potrzebny, by uruchomić jej kolejną transzę w wysokości 31,3 mld euro. Kurtyna spada więc dopiero w 2010 roku. Bo wtedy kryzys gospodarczy obniża PKB Grecji tak bardzo, że kraj nie jest w stanie obsługiwać swojego długu - czyli na czas spłacać wszystkich odsetek.

W styczniu Grecja oznajmia początek programu stabilizującego deficyt budżetowy. To oznacza cięcia, więc w następnym miesiącu na ulice wychodzą pierwsi strajkujący. Potem sprawy toczą się szybko. W maju Angela Merkel ogłasza, że zostanie uruchomiona pierwsza transza pomocy dla Grecji w wysokości 110 miliardów euro. Formułowane są pierwsze wymagania wobec polityków w tym kraju. Kolejni ludzie protestują, tłumy Greków rzucają się do bankomatów, by ratować swoje pieniądze ukrywając je w skarpetach. U sterów państwa zmieniają się rządy. Wybory w maju tego roku nie dają rozstrzygnięcia, dopiero kolejne, w czerwcu, przynoszą prawne rozstrzygnięcia i w bólach rodzi się rząd.

Wyznaczony na ministra finansów wycofuje się ze względu na kłopoty zdrowotne, a premier przechodzi operację oka, bo ma problemy z siatkówką. To również symboliczny wyraz kondycji greckiego rządu, bo mało kto spodziewa się po nim ostrego pchnięcia sytuacji do przodu. Szef nowego gabinetu już zapowiedział chęć renegocjacji części obostrzeń nałożonych na Grecję przy okazji fundowania obu pakietów pomocowych - drugi, o wartości 130 miliardów euro - powołano w marcu tego roku.

Co będzie dalej? Nie wiadomo. Greccy obywatele na pewno łatwo nie odpuszczą swoich przywilejów, bo mają wprawę w walce o nie. Jeden z greckich ekonomistów policzył, że przez ostatnie dziesięć lat w kraju było 7,5 tysiąca strajków, co oznacza, że organizują ich oni pięć w tygodniu.

Dlatego my, Polacy nie powinniśmy się im dziwić. W końcu pensje mają pokaźne. Gdybyśmy u nas zarabiali w 2009 roku miesięcznie średnio około 1000 euro netto, to też walczylibyśmy o te pensję przez całą drugą dekadę XXI wieku.

Pozostaje więc mieć nadzieję, że zrozumienie greckiego problemu doprowadzi do większej tolerancji wobec greckiego narodu. Także wśród tych, którzy mają największe powody do niechęci, czyli zadłużonych Polaków. Niech więc ci, którzy w czasach kryzysu nadal chcą zaciągać kredyty, pamiętają grecką lekcję. Niech pamiętają, że Grecy też kiedyś byli przekonani, że im się wszystko uda spłacić.

Czytaj więcej o kryzysie w Grecji
Analiza Money.pl: Grecja nie zbankrutuje, a Euroland się nie rozpadnie Wybory w Grecji wygrała partia, która zamierza kontynuować bolesne reformy gospodarcze.
_ Dopuszczam możliwość rozpadu Unii _. Prof. Kostas Kostis w Money.pl - Jeśli UE przetrwa, w najbliższych 3 latach czekają nas kolejne duże zmiany - przewiduje znany historyk ekonomii z Uniwersytetu Ateńskiego.
Szokujące zapowiedzi ważnej, greckiej posłanki Grecka partia SYRIZA, jeżeli wygra niedzielne wybory parlamentarne, nie będzie respektować umów z europejskimi partnerami w sprawie pomocy dla Grecji.
Tagi: kryzys w grecji, grecja, pomoc, kryzys, dług, państwo, giełda, wiadomości, wiadmomości, gospodarka, porady, raport, unia, najważniejsze, fundusze unijne, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
10-11-2019

IosifTak staczala się Polska za rządów PO. Wysokie bezrobocie deflacja upadek przedsiebiorstw W 1998 w ramach pomocy za żywność rozdawano darmową stal w … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (1)