Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Unia chce nas ukarać za uchodźców. Kara może być wysoka, bo tylko my i Węgrzy nie przyjęliśmy nawet jednego

Unia chce nas ukarać za uchodźców. Kara może być wysoka, bo tylko my i Węgrzy nie przyjęliśmy nawet jednego

Ze 160 tys. migrantów, przebywających w 2015 r. we Włoszech i Grecji, Polska miała przyjąć 7 tys. osób Fot. Kristof Vadino
Ze 160 tys. migrantów, przebywających w 2015 r. we Włoszech i Grecji, Polska miała przyjąć 7 tys. osób

Polska stanie przed trybunałem Sprawiedliwości UE. Chodzi o umowę, w której zgodziliśmy się przyjąć 7 tysięcy uchodźców. W ocenie ekspertów kara może być wysoka, bo rząd PiS po prostu odmówił realizacji porozumienia podpisanego przez swoich poprzedników. W grze są miliardy złotych.

Komisja Europejska zdecydowała się pozwać nasz kraj do TS Unii Europejskiej w związku z niewywiązaniem się z umowy dotyczącej relokacji uchodźców z września 2015 r. Wtedy, na ostatniej prostej swoich rządów, gabinet Ewy Kopacz zadeklarował, że ze 160 tys. migrantów przebywających we Włoszech i Grecji nasz kraj będzie w stanie przyjąć 7 tys. osób.

- Wydaje się, że Trybunał stwierdzi naruszenie prawa unijnego, bo przecież nie przyjęliśmy nikogo. Wprawdzie cały program nie został przez żaden kraj zrealizowany do końca, ale tylko Polska i Węgry wykazały brak jakiejkolwiek woli jego realizacji - mówi money.pl Jacek Białas, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Kanada otwiera granice imigrantom. Przyjmie milion osób


 

Przed Trybunałem staną: Polska, Czechy i Węgry, jednak nie ma wątpliwości, że to Warszawa i Budapeszt mogą być potraktowane najostrzej.

Plajta programu. Inni jednak próbowali

- Czesi przyjęli bowiem kilkanaście osób i dopiero potem wycofali się z programu, który ostatecznie zakończył się na poziomie całej wspólnoty fiaskiem (rozlokowano tylko nieco ponad 20 tys. osób). Ewidentnie również w naszym przypadku była to decyzja polityczna. Jasno komunikowaliśmy, że nie przyjmiemy nikogo i już - dodaje prawnik.

W jego ocenie dialog prowadzony w tej sprawie między Warszawą a Brukselą był całkowicie pozorowany. Polska ciągle zwracała uwagę na brak możliwości weryfikacji tożsamości przyjmowanych uchodźców. Tymczasem inne kraje sobie z tym radziły.

- To, że nam się to nie udało, nie będzie jakąś okolicznością łagodzącą - dodaje Białas. Abstrahując od oceny naszej postawy, lepiej - ze względów prawnych - postąpiły kraje, które przyjęły nawet minimalną liczbę uchodźców - mówi prawnik.

Polska jednak po prostu odmówiła realizacji porozumienia, na które wcześniej się zgodziła. Wprawdzie innych członków wspólnoty też można podejrzewać jedynie o realizowanie uzgodnień dla ”świętego spokoju”, to jednak w ostatecznym rozrachunku nasze ”nie” wypowiedziane z otwarta przyłbicą, może być bardziej kosztowne.

Kara surowa jak w przypadku puszczy

Jak bardzo?

- Kraje karane są w odpowiedniej proporcji do swojej zamożności, wielkości i udziału w budżecie UE. Myślę, że można przyjąć, iż w tej sytuacji wysokość kary może być podobna do tej za wycinkę w puszczy - ocenia eurodeputowany Janusz Zemke.

Jednak, jak zastrzega polityk, sprawa ta nie ma precedensu, dlatego trudno ocenić, za jaki okres możemy być ukarani. Wszystko dlatego, że Bruksela może stosować kary za niestosowanie prawa unijnego.

- Tu jednak pojawia się pytanie, czy umowa podpisana przez Kopacz może być tak potraktowana. Czy można tu postawić znak równości między porozumieniem, a konkretnym zapisem w prawie unijnym, jak w przypadku puszczy. To głównie będzie musiał rozstrzygać Trybunał. Dopiero potem będzie można mówić o ewentualnych karach - przekonuje Zemke.

Jak pisaliśmy w money.pl, Polska będzie płaciła 100 tys. euro dziennie kary, jeśli nie skończy z cięciami w Puszczy Białowieskiej. Tak orzekł Trybunał Sprawiedliwości, ale naliczanie jeszcze się nie zaczęło. Jeśli bowiem Komisja uzna, że Polska nie zastosowała się do zakazu, może ponownie wnioskować do Trybunału. W przypadku gdy ten potwierdzi wersję Komisji, nałoży na Polskę karę 100 tysięcy euro za każdy dzień trwania wycinki.

Sprawa bez precedensu

Mało zatem prawdopodobne, byśmy teraz mieli zapłacić 100 tys. euro (421 tys. zł) za każdy dzień od września 2015 r. Bardziej prawdopodobne jest, że - jak w przypadku Puszczy Białowieskiej - najpierw dowiemy się, jakie są zalecenia i dopiero potem przy braku ich realizacji może się rozpocząć naliczanie.

Tak czy inaczej może to oznaczać miliardy złotych. Tydzień może tu kosztować blisko 3 miliardy, a miesiąc - 90 mld zł. Również Jacek Białas nie ma wątpliwości, że kara będzie tu wysoka. Wszystko dlatego, że Bruksela będzie chciała pokazać, czym może skończyć się odmowa realizacji wcześniej podjętych zobowiązań.

- Kara będzie dyscyplinująca. Tutaj ewidentnie widać złą wolę Polski. Warto jednak pamiętać, że nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z taką sytuacją. Trybunał orzekał już kary wobec państw, ale nigdy w związku z relokacją uchodźców - mówi Białas.

Podobnego zdania jest też Piotr Nowak z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, redaktor magazynu uniwersal.info.

- Zazwyczaj się nie zdarza, by państwo członkowskie w ogóle nie stosowało się do zaleceń KE, więc sprawa jest bezprecedensowa. Również i z tego powodu bardzo ciężko powiedzieć coś o karze. Nie ma tu bowiem żadnych widełek między wartością maksymalną a minimalną - mówi Nowak.

Trzeba się liczyć z konsekwencjami

Żaden z naszych rozmówców nie postrzega też startu tego postępowania jako narzędzia nacisku, które miałoby wymóc na polskim rządzie zmianę polityki migracyjnej.

- Skoro w 2015 r. zgodziliśmy się na pewne warunki, to powinniśmy je respektować albo dyskutować z Brukselą. Tu jednak zabrakło merytorycznych argumentów. Oczywiście zawsze możemy się z czymś nie zgadzać wewnątrz organizacji, ale z tym związane są konsekwencje. Członkowie ONZ też płacą kary za nieprzestrzeganie prawa - dodaje Nowak.

Ekspert przestrzega jednak przed wysuwaniem prostych ocen. To nie jest tak, że Polska wszystko tu zrobiła źle, a Bruksela świetnie. O tym, że tak nie jest, najlepiej świadczy fakt, iż ostatecznie program relokacji upadł. Ponadto dalsze próby rozwiązywania problemu uchodźców w ten sposób zawsze napotykać będą na ten sam problem.

- Pytanie, co z tymi, których przyjmiemy, jest ciągle aktualne. Mamy trzymać ich w Polsce siłą, co związane jest z ich uprzedmiotowieniem jako ludzi, czy pozwolić im jechać dalej na zachód. Pytanie też, czy jeżeli oni wyjadą z Polski, to wywiążemy się z tego zobowiązania. Unia nie dała tu jednoznacznych odpowiedzi - podsumowuje Piotr Nowak.

Jak długo może potrwać sprawa przed Trybunałem? Jak zauważa Jacek Białas, z reguły takie sprawy trwają około dwóch lat. Chyba że komisja wniesie o zastosowanie trybu przyśpieszonego.

- Trudno powiedzieć, jak będzie w tym przypadku. Wcześniej Trybunał nie zajmował się takimi sprawami. Relokacja to również dla niego nowy, trudny obszar - mówi prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

uchodźcy, trybunał sprawiedliwości, ewa kopacz, relokacja
Czytaj także
Polecane galerie
iwona
2017-12-10 06:46
A na makrele czeka stos a nie ... pokojowa Nagroda Nobla. Od dwóch lat liczy ona na tą nagrodę i zawsze przechodzi obok, może w tym roku Angela ? To mania wielkości, stan obłąkania.
anty...
2017-12-10 01:40
nie przyjęliśmy?! - to skąd w Warszawie biorą sie 3-5 osobowe grupy " szwędaczy z i-phonami "o charakterystycznej urodzie?
Julka
2017-12-10 00:19
To KOPACZ pod trybunał stanu!!!
Pokaż wszystkie komentarze (418)