Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Związki atakują budżet. "Chcemy wyższej płacy minimalnej i urealnienia danych"

Związki atakują budżet. "Chcemy wyższej płacy minimalnej i urealnienia danych"

Związki mają złą opinię o budżecie na 2019, ale tak naprawdę chcą wyższych płac w budżetówce Fot. Zbyszek Kaczmarek/REPORTER
Związki mają złą opinię o budżecie na 2019, ale tak naprawdę chcą wyższych płac w budżetówce

- Negatywnie opiniujemy rządowe założenia budżetu państwa na 2019 rok - informuje przewodnicząca FZZ, Dorota Gardias. Związki zawodowe mają dość mówienia o przeciętnej płacy podawanej przez GUS. Chcą, żeby płaca minimalna rosła szybciej i wynosiła połowę średniej w gospodarce.

Ile zarabiają Polacy? 4271,51 zł – tyle według Głównego Urzędu Statystycznego w 2017 r. To kwota brutto, co oznacza, że na konto statystycznego Kowalskiego trafiało 3042,16 zł. Z "Bilansu Kapitału Ludzkiego" Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika natomiast, że Polacy w 2017 r. zarabiali przeciętnie 2758 zł na rękę, czyli blisko 300 zł mniej. Płaca minimalna to z kolei 2100 zł brutto, w przyszłym roku ma wzrosnąć do 2220 zł. Dla związkowców to jednak wciąż za mało.

Szefową Forum Związków Zawodowych oburzyło, że dla rządu wskaźniki wzrostów opisane w budżecie nie są do negocjacji.

- W naszej ocenie te założenia są zbyt konserwatywne i nie idą w parze z narracją rządu, wedle której wzrost PKB jest rekordowy i wszelkie inne wskaźniki gospodarcze również rosną. Gdzie są owoce tego wzrostu? Dlaczego nie są odczuwalne dla najsłabiej zarabiających? - pyta Gardias.

Związkom przeszkadza, że w ramach budżetu operuje się danymi wyłącznie z dużych i średnich firm, powyżej dziewięciu pracowników, a w dodatku z pominięciem budżetówki.

Zobacz też: Płaca minimalna rośnie co roku. "Dla pracodawców jest to wciąż duże obciążenie"


 

- Gołym okiem widać, że rząd nie uwzględniając danych tam, gdzie są najniższe zarobki, zawyża prognozy gospodarcze - komentuje przewodnicząca.

Pytanie jest oczywiście, jaki wpływ oczekiwana przez związki zmiana miałaby zmienić w samym budżecie?

- To postulat techniczny, żeby była wspólna podstawa do dyskusji. Można się ze związkami zgodzić, że lepiej operować na pełniejszym agregacie płacowym - mówi money.pl Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). - Mówi się w założeniach budżetu o przeciętnym wynagrodzeniu sześciu milionów ludzi, czyli zaledwie 40 proc. zatrudnionych, czy płacy w gospodarce narodowej, która obejmuje dziewięć milionów osób (na ponad 16 mln pracujących - red.). Spora grupa nie jest w ogóle wliczana. Uzasadnione jest, żeby liczyć całość, a nie tylko część gospodarki - dodaje.

Związkom przeszkadza prezentacja jednej średniej i chcą ją zastąpić drugą średnią. Ale jak to się właściwie przełoży na budżet? Czy przez zamianę jednego wskaźnika na drugi wzrosną wydatki budżetowe? Komuś się przez to poprawi?

- Dla samych założeń budżetu ważny jest fundusz wynagrodzeń w gospodarce, określenie jaką część dochodu narodowego stanowią płace, co wpływa na dynamikę konsumpcji i dochodów podatkowych m.in. z VAT. Skoro wielkości makro są przedstawiane partnerom społecznym, to dobrze byłoby stosować realne dane - twierdzi Kozłowski, wskazując, że związkom zawodowym przeszkadza głównie mrożenie wynagrodzeń w strefie budżetowej.

Potwierdza to zresztą Grzegorz Sikora, rzecznik FZZ. - Jesteśmy centralą związkową, która zrzesza służby publiczne, więc nas interesuje budżetówka - powiedział money.pl. - Odbijamy się od ściany w kwestii podwyżek w sferze budżetowej. Gdybyśmy pokazali, że zarobki są niskie i trzeba popracować nad wszystkimi płacami, a nie tylko cieszyć się z tych w dużych firmach, to byłaby inna rozmowa - dodał.

W ostatnich latach założenia budżetowe okazywały się nawet zbyt ostrożne, czyli z punktu widzenia finansów państwa trudno im coś zarzucić. To jednak właśnie może być zarzut związków, które reprezentują budżetówkę.

Związki oczekują podwyżek dla pracowników państwowych instytucji. A przez wysoką średnią w gospodarce braną do budżetu, założenia tempa ich wzrostu w budżecie są konserwatywne.

 

 

Związki chcą wyższej płacy minimalnej. Budżet dotąd się cieszył

Związki chcą też zwiększyć tempo wzrostu płacy minimalnej. FZZ postuluje w przyszłym roku powiązanie płacy minimalnej ze średnią w gospodarce narodowej.

- Jeśli chodzi o płacę minimalną - Forum Związków Zawodowych było elastyczne i gotowe na zgodę co do bardziej wstrzemięźliwych propozycji rządu pod warunkiem, że ten zobowiązałby się do tego, aby w przyszłym roku ustawowo minimalne wynagrodzenie osiągało poziom 50 proc. przeciętnej płacy w gospodarce narodowej - deklaruje Gardias.

Jak wyjaśnia money.pl rzecznik FZZ, w tym przypadku chodzi o tę wyższą średnią, a nie tę postulowaną przez związki, by o niej dyskutować z rządem przy założeniach budżetu państwa. Związki najpierw chcą więc - raz, żeby rozmawiać o średniej uwzględniającej małe firmy i budżetówkę, czyli tej niższej średniej, a potem - postulują, by przy płacy minimalnej brać pod uwagę 50 proc. tej wyższej średniej.

To jednak szczegół. Samo założenie sztywnego powiązania jednego z drugim może niepokoić. Podwyżka płacy minimalnej wpływa przecież na średnią płacę w gospodarce, więc ustalenie, że płaca minimalna to 50 proc. średniej sprawi, że stworzy się samonakręcający się system. Rośnie średnia, to podwyższa się minimalna, a za jej podwyżką idzie w górę średnia. Ostatecznie może to doprowadzić do stagnacji wynagrodzeń.

- Tak naprawdę już teraz mamy do czynienia z powiązaniem płacy minimalnej ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce narodowej - tłumaczy Kozłowski. - W przypadku gdy płaca minimalna jest poniżej połowy średniej krajowej, to wówczas do obligatoryjnego wzrostu płacy minimalnej o inflację, dolicza się 2/3 prognozowanego wzrostu PKB wzrostu powyżej inflacji. To mechanizm zbliżania się płacy minimalnej do połowy średniego wynagrodzenia. Mechanizm stopniowy. Osiągnięcie tego poziomu w ciągu jednego roku oznacza, że płaca minimalna musiałaby znacząco wzrosnąć. Teraz jest około 47 proc. średniej krajowej. Nagły wzrost o 3 pkt. proc. mógłby dość negatywnie odbić się na rynku pracy - dodaje.

Wskazał, że płaca minimalna w Polsce na tle naszego regionu należy do najwyższych, nie tylko w odniesieniu do średniej płacy, ale i w ujęciu nominalnym w naszym regionie Europy. Wyższą ma tylko Estonia i Słowenia.

- W ubiegłym roku rząd ustalał mniejszą podwyżkę płacy minimalnej - wtedy decydowały względy konkurencyjności gospodarki. Wyższa podwyżka powoduje, że sektor finansów wychodzi na plus, a opór wynika z obaw rządu o kondycję gospodarki - ocenia Kozłowski.

Mniejsze firmy miałyby z tym poważny problem, a to na tyle duży pracodawca w Polsce, że trzeba się z nim liczyć.

Płaca minimalna dochodem budżetu

Podnoszenie płacy minimalnej rząd z punktu widzenia czysto finansowego postrzega na razie tylko jako dochód budżetu, a nie jako koszt. Przecież za większymi pensjami idą większe podatki i wpływy ZUS-u.

- Podwyżkę płacy minimalnej rząd widzi obecnie jako problem tych jednostek, które wynagrodzenie budżetówce wypłacają, a nie budżetu - opisuje ekonomista FPP. - Rząd, wprowadzając ustawę o podwyżce płacy minimalnej w ubiegłym roku, nie przewidział w ogóle wzrostu wydatków na wynagrodzenia w urzędach. Kiedy rosną koszty, to rząd wymusza tam cięcia i wzrost efektywności - dodaje.

Tak będzie jednak tylko do określonego poziomu płacy minimalnej. Jeśli tempo jej wzrostu będzie wyższe, to konieczność podwyżek obejmować będzie coraz więcej pracowników budżetówki. Zamiast traktowania obecnie jako dochód, trzeba będzie zacząć też liczyć i koszty, które w pewnym momencie przeważą dochody.

Według głównego ekonomisty FPP lepszym dla gospodarki zabiegiem od podnoszenia płacy minimalnej byłoby obniżenie opodatkowania najniższych wynagrodzeń.

- Tym, co wyróżnia Polskę, jest wysoki poziom klina podatkowego w odniesieniu do osób najniżej zarabiających i tu jest największy potencjał, żeby poprawiać sytuację. Koszt pracy dla płacy minimalnej 2100 zł brutto przekracza 2500 zł, a pracownik otrzymuje z tego niewiele ponad 1500 zł na rękę. To aż tysiąc złotych klina podatkowego. 45 proc. środków przeznaczanych na podwyżki płac minimalnych idzie z powrotem do budżetu - wskazuje Kozłowski.

Z tego właśnie powodu rząd prawdopodobnie nie zdecyduje się na redukcję klina podatkowego. Co prawda w tym roku podwyższył kwotę wolną od podatku do 8 tys. zł, ale korzyści da to tylko tym, którzy zarabiają nieco ponad 900 zł miesięcznie brutto (niepełny etat, umowa zlecenie, lub o dzieło), lub pracują parę miesięcy w roku.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
niezastąpione urzędasy
2018-07-13 09:23
hahahah zwiazki znów sie budza z reką....w nocniku (pełnym). Od 9 (10?) lat budżetówka pozbawiona jest oficjalnych podwyżek, nawet zgodnie z inflacją (oprocz cichej indeksacji - czyt. manipulacji tzw. mnożnikiem! I co? i nic!
a może nie ?
2018-07-11 21:58
Związki wszelkiej maści przez ostatnie lata nie zrobiły nic. więc dajcie sobie już siad.
sg
2018-07-11 16:02
co z tego że związki pilą o większą płacę , to nic nie da gdy złoty będzie coraz słabszy a podatki coraz wyższe. Wartość nie ilość tu jest rozwiązanie. Dążą do coraz większej ilości pieniędzy nic nie wartych, lub coraz mniej wartych. Czy tego nie widzą że poziom do walut wymienialnych jest coraz niższy, a przecież inflacja też jest w państwach wysokorozwiniętych i wartość nabywcza z tych walut również spada.
Pokaż wszystkie komentarze (38)