Notowania

Przejdź na

Chochołowski: Nie wolno zmuszać do droższych kredytów

Euro po 6 złotych, frank szwajcarski po 4, Rada Polityki Pieniężnej obniżająca stopy procentowe do poziomu bliskiego zeru, a szwajcarski bank centralny podnoszący stopy w nieskończoność - miało tak być, ale coś się zepsuło.

Podziel się
Dodaj komentarz

Euro po 6 złotych, frank szwajcarski po 4, Rada Polityki Pieniężnej obniżająca stopy procentowe do poziomu bliskiego zeru, a szwajcarski bank centralny podnoszący stopy w nieskończoność - miało tak być, ale coś się zepsuło.

Wymieniony scenariusz miał się ziścić jeśli nie w tym roku, to w latach najbliższych. Tak wróżyli ponad rok temu zwolennicy utrudniania Polakom dostępu do tańszych kredytów w walutach obcych.

Skoro Polacy masowo wybierają tańsze kredyty denominowane we frankach szwajcarskich, to trzeba im tego zabronić - uznali. Niektóre duże banki więcej zarabiają na kredytach w złotówkach, więc trzeba ludzi zmusić, aby takie kredyty brali.

ZOBACZ TAKŻE:

Podczas dyskusji o Rekomendacji S - ograniczeniach w udzielaniu kredytów hipotecznych w walutach obcych - przeciwnicy franka dowodzili, że zadłużanie się m.in. w tej walucie wiąże się ze zbyt wielkim ryzykiem. Money.pl prowadził wtedy akcję, aby zostawić klientom banków wolność wyboru - niech każdy sam decyduje, jaki chce mieć kredyt. Poza tysiącami internautów, poparł nas także prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Ryzyko w kredytach walutowych polega przede wszystkim na wahaniach kursów walut. Zwolennicy ograniczeń na rynku nie dodawali jednak, że aby kredyt we frankach przestał być atrakcyjny, szwajcarska waluta musiałaby zdrożeć o kilkadziesiąt procent, nawet o połowę.

_ Kolejna podwyżka stóp procentowych nastąpi prawdopodobnie w październiku _

Niezależni eksperci odpowiadali na ten argument, że taki krach walutowy musiałby w konsekwencji doprowadzić do (albo byłby wynikiem) katastrofy gospodarczej, a ta doprowadziłaby do niesamowitych podwyżek polskich stóp procentowych. Trudno przewidzieć, czy zadłużeni w złotówkach nie straciliby więcej.

Jedna z czarnych wizji przeciwników franka sprawdziła się. Szwajcarski bank podnosił stopy procentowe i rzeczywiście kredyty w tej walucie zdrożały, choć rata jest wciąż dużo niższa od tej w kredycie złotówkowym.

Jednak wielu ekspertów dowodziło, że jeśli w eurolandzie i Szwajcarii będą rosły stopy, to prędzej czy później muszą zacząć rosnąć także w Polsce - nasz kraj nie jest wyspą.

( http://static1.money.pl/i/a/141/13197.jpeg Przez rok, od czasu dyskusji o szkodliwości franka, waluta ta znacznie staniała )
_ Przez rok, od czasu dyskusji o szkodliwości franka, waluta ta znacznie staniała _ Zwolennicy złotówkowych kredytów, w tym Związek Banków Polskich, zupełnie pominęli właśnie ten aspekt.

I teraz mamy taką sytuację, że drogie kredyty w złotówkach drożeją, frank staniał, co częściowo zrekompensowało wzrost oprocentowania kredytów i nadal franki się opłacają.

Nie piszę tego, aby wyżywać się na zwolennikach kredytów złotówkowych. Pointa jest taka, że nie należy zmuszać ludzi do brania tego, co urzędnicy uznają za lepsze. Niech klienci sami decydują, co jest dla nich lepsze i niech sami ponoszą ryzyko. Chciałeś kredyt złotówkowy, to masz i płać więcej. Chciałeś we frankach, to masz i płać ratę, która co miesiąc ma inną wysokość. Ty wybrałeś, ty ponosisz ryzyko. A jeśli wybrał za ciebie urzędnik, kto ma ponosić odpowiedzialność?

Na szczęście Rekomendacja S nie zaszkodziła klientom zbyt mocno - banki szybko nauczyły się ją obchodzić. Jeszcze większe szczęście: nie wprowadzono planowanych, znacznie bardziej drastycznych ograniczeń.

Nie jesteśmy więc dziś wszyscy zmuszeni do zaciągania drożejących kredytów w złotówkach.

W tym starciu konsument vs urzędnik - 1:0 dla konsumentów.

Autor jest dziennikarzem Money.pl

Tagi: chochołowski, rekomendacja s, wiadomości, felieton
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz